-O, Dave! – jej chichot rozpoznałem od razu. Kate była
tak pijana, że chyba nie wiedziała, co
mówi i co robi. Ciągle się z czegoś śmiała, a ja nie miałem pojęcia, co robić.
-Dobra, na dzisiaj to chyba koniec! – krzyknąłem, ciągnąc
ją w stronę schodów. Gdyby to była przypadkowa dziewczyna, na pewno bym ją
olał. Ale to Kate. Nie miałem serca zostawić jej tutaj, w takim stanie.
-daj spokój, nawet nie zaczęłam się bawić – wrzasnęła
ona, stając na dwóch nogach i wyzywająco tańcząc. Westchnąłem ciężko, ponownie
ją łapiąc i ciągnąc na górę. Chciała mi się wyrwać, ale po chwili zrozumiała,
że to nie ma żadnego sensu.
-A ululasz mnie do snu? – zapytała błagalnie, a potem
zachichotała – Zaśpiewasz kołysankę?
-No jasne – wymamrotałem pod nosem ciężko, wspinając się
schodami. Kate wcale nie ułatwiała, chciała tańczyć dalej, chociaż powtarzałem
jej, że dzisiaj już wystarczająco zabalowała. W końcu jednak dotarliśmy do
jakiegoś pokoju. Odetchnąłem z ulgą i nacisnąłem na klamkę. Niestety w środku
już ktoś był, a konkretnie dwie osoby, bardzo sobą zainteresowane. Nie zdążyłem
im się przyjrzeć, szybko z powrotem zamknąłem drzwi, przeklinając siebie w duchu.
Kate ciągle chichotała, miałem już tego dość. Otworzyłem kolejne drzwi, na
szczęście tym razem pokój był wolny. Zaprowadziłem dziewczynę do łóżka, bo już
sam nie byłem pewien, czy trafi o własnych siłach. Mając nadzieję, że zaraz
zaśnie, ruszyłem w stronę drzwi. Ale to nie było takie proste. Po chwili
usłyszałem kroki. Zatrzymałem się, ona także.
-Miałaś leżeć – powiedziałem.
-a ty miałeś mnie ululać!
Znowu przekląłem cicho pod nosem i odwróciłem się. Z
powrotem zaprowadziłem ją do łóżka. Posłusznie usiadła, wpatrując się we mnie
wyczekująco. Także usiadłem, postanowiłem poczekać, aż ona uśnie. Ale
dziewczyna nie kładła się, tylko patrzyła na mnie z podejrzanym uśmieszkiem.
Nagle rzuciła się na mnie i zanim zdążyłem skapnąć się, o co chodzi, już się z
nią całowałem. Ona nie zamierzała się pieprzyć, już zdejmowała koszulkę. Na
szczęście w porę zdążyłem ogarnąć się z szoku i szybko się od niej odkleiłem.
-Co ty wyprawiasz? – warknąłem wkurzony i jednocześnie
zdruzgotany. Ona zdawała się nie żałować tego kroku, wręcz przeciwnie, była z
siebie zadowolona jak nigdy. Z ciekawością oblizywała wargi. Cofnąłem się na
bezpieczną odległość. Teraz już znałem jej plany.
-Myślisz, że jestem głupi? – prychnąłem wściekły –
Myślisz, że dam się wykorzystać? Nie jestem twoją zabawką! Kate, ja nie dam się
w to wplątać! Nie chcę być jednym z mężczyzn, którego odhaczysz na swojej liście
przeleconych! Nie jestem bezuczuciowym przedmiotem i masz nie traktować mnie
jakbym nim był, rozumiesz?! Nie życzę sobie czegoś takiego!
Ona nadal się na mnie patrzyła, jej uśmiech z każdym
kolejnym moim słowem nieco bledł. Widziałem to, a mimo wszystko kontynuowałem
swoje wywody. W końcu ona, ku mojemu zaskoczeniu, wybuchnęła głośnym płaczem.
Wtedy nieco się pogubiłem, nie wiedziałem, co robić. Machnąłem lekceważąco
dłonią i usiadłem przy niej, nieśmiało przyciągając ją do swojej piersi. Chyba
trochę przesadziłem. Ale nie zamierzałem przepraszać. Nie za prawdę.
-Ja... czasami mam już tego dość... – wychlipała –
Czasami już nie mogę... To nie takie proste, słyszysz? To nie tak, że ty to
zrobisz i po sprawie! Ja też mam swoje uczucia. A wszyscy myślą, że jak
galerianka, to można z nią zrobić wszystko. A... A to nie tak... Ja czasami też
pragnę być zwykła, rozumiesz? Czasami... Nie chcę...
-Więc dlaczego z tym nie skończysz? – zapytałem cicho –
Dlaczego jesteś taka oschła i niemiła? Przecież potrafisz być inna, ja to
wiem...
-Bo...Bo to trudne – wymamrotała – Ja naprawdę
próbowałam... Tyle że ja chciałam... Zrozum... Ja mam fajne rzeczy... Zresztą
co miałam innego robić? Siedzieć w domu i kisić się?
-Czyli tak widzisz swoją przyszłość? – zapytałem cicho –
Będziesz przystawiać się do nadzianych kolesi, żeby mieć się z czego utrzymać?
To wiesz co, niedługo wszyscy będą omijać cię szerokim łukiem, a przyjaciele
okażą się fałszywymi przyjaciółmi. Kate, niszczysz sobie życie...
-Wiem – wymamrotała – Ale jakie ja mam inne wyjście?
Teraz jest już za późno...
-Nigdy nie jest za późno – odparłem pewnie – Jeśli bardzo
będziesz chciała, to ci się uda. Mogę ci pomóc – zaproponowałem nieśmiało.
Wciąż jeszcze w sercu miałem swego rodzaju strach, że ona odrzuci moją
propozycję. Ale na szczęście tak się nie stało. Ona ze łzami w oczach się we
mnie wpatrywała jakby do końca nie wierzyła w swoje szczęście.
-Naprawdę? – zapytała, by się upewnić.
-Naprawdę – odpowiedziałem radośnie. Ona z powrotem
wtuliła się w moją klatkę piersiową. Uznałem to za zgodę i przytuliłem ją
jeszcze mocniej.
-Jesteś niesamowity – wyszeptała – Niesamowity.
-Dlaczego? - Zapytałem zaskoczony. Takich słów z jej ust
się nie spodziewałem.
-Nie każdy normalny człowiek zgodziłby się na rozmowę z
galerianką. Ludzie myślą, że my tego nie potrzebujemy, że nie mamy uczuć. A my
też czasami pragniemy się po prostu przytulić, z miłości.
-Galerianki to też ludzie – odparłem zamyślony, wpatrując
się w ścianę. Jeszcze przez jakiś czas gadaliśmy, ale miałem wrażenie, że Kate
przysypia. Zaczekałem, aż zaśnie przy moim ramieniu, potem delikatnie położyłem
ją na łóżku, przykryłem kocem, a sam zszedłem na dół, do kuchni. Wypiłem
jeszcze jakiegoś drinka i ruszyłem w stronę domu, mając już tego wszystkiego
serdecznie dosyć.
NARRACJA PIERRE’A
Obudziłem się z czarną dziurą w głowie. W ogóle nie
miałem bladego pojęcia, co robiłem wczorajszego wieczora. Łeb ostro mi pulsował,
miałem wrażenie, że za chwilę rozpadnie się na części. Leżałem w bezruchu,
usiłując sobie przypomnieć cokolwiek, chociażby gdzie byłem. Trochę bałem się
otworzyć oczy, by nie doznać szoku. Ale zdawałem sobie sprawę, że tego etapu i
tak nie ominę. Ostrożnie uniosłem powieki do góry. Zaatakowała mnie biel, biel
tak porażająca, że od razu musiałem zamknąć oczy z cichym jękiem. Robiłem tak
kilkakrotnie, aż w końcu mój wzrok się przyzwyczaił. Natychmiast stwierdziłem,
że nie mam pojęcia, gdzie się znajduję. Rozejrzałem się. Obok mnie była jedynie
naga Nati. Przekląłem pod nosem. Wlepiłem tęczówki w sufit, modląc się, by to
był tylko koszmar. Ale się nie obudziłem z tego snu, a to mogło oznaczać tylko
jedno: to rzeczywistość. Wciąż leżałem w obcym łóżku z błogo uśmiechającą się
Nati. Dopiero wtedy dotarło do mnie, co się stało, co ja zrobiłem. Zerwałem się
jak poparzony zacząłem biegać, szukając własnych ubrań. Po chwili dotarło do
mnie, że przecież nie mogę jej obudzić. Zacząłem zachowywać się nieco ostrożniej.
Zdawałem sobie sprawę z tego, że przesadziłem. Zresztą nie tylko ja.
Cichutko zamknąłem za sobą drzwi i biegiem zeskakiwałem z
tych cholernych schodów. Zanim jeszcze pobiegłem ku drzwiom wejściowym,
zahaczyłem o kuchnię. Jedną butelkę wody wypiłem na miejscu, drugą wziąłem ze
sobą. Przeskakiwałem przez półnagich ludzi, czując, że chyba nie tylko ja będę
zdumiony dzisiejszego poranka. Niektórzy byli pijani, inni wyglądali na
naćpanych. Przełknąłem cicho ślinę. Chciałem już się stąd wynieść.
Nie miałem pojęcia, co mam ze sobą zrobić. Biegałem w
parku, wokół sadzawki, właściwie nie wiedziałem, po co. Zdawałem sobie sprawę z
tego, że to nic nie da. Chyba chodziło o to, by uspokoić jakoś swoje emocje. To
niestety mi nie pomogło. Kiedy zmęczony upadłem na trawę, nadal nie mogłem
dojść do siebie po tym wszystkim. Nie wierzyłem w to, co się wydarzyło, w to co
widziałem. Nie potrafiłem wybaczyć sobie tego, że straciłem kontrolę. Nie
mogłem zrozumieć swojego zachowania. Cholera... Ja przespałem się z Nati.
NARRACJA DAVE’A
W poniedziałek znowu w podskokach leciałem do szkoły.
Dziwiłem się ludziom, którzy patrzyli się na mnie jakbym zwiał z psychiatryka.
Z drugiej strony... Kto inny oprócz mnie o siódmej rano ma dobry humor?
Śpiewając sobie green day’a, przeskoczyłem przez próg
szkoły. Od razu wzrokiem wyhaczyłem Pierre’a i Nati. Chłopak miał nietęgą minę,
nawet do głowy mi przyszło, że za chwilę się rozpłacze. Tylko dlaczego?
Wzruszyłem ramionami i minąłem ich. W końcu to nie moja sprawa. Nie mogłem na
chama wciskać się w życie bruneta. Już raz za to oberwałem.
Tego dnia czułem w sobie nadmiar energii. Latałem po
korytarzu jak jakaś wyjątkowo nerwowa mucha. Gadałem sobie z każdym znajomym i
nieznajomym. Właściwie to chyba trudno było złapać mnie na przerwach, więc nie
dziwiłem się Kate, że goniła mnie po lekcjach.
-David! – jej słaby głos dopiero po pewnym czasie przebił
się przez głos mojej grupy. Kilka głów z ciekawością się obróciło. Moja także.
-Mogę z tobą porozmawiać w cztery oczy? – zapytała,
zaciskając mocno pięści. Naprawdę musiało jej na tym bardzo zależeć. Spojrzałem
na swoich kumpli.
-Nie musicie czekać – powiedziałem, dając im do
zrozumienia, że nie chcę, by byli przy tej rozmowie. Na szczęście zrozumieli,
co miałem na myśli i szybko zniknęli. Nie odzywając się, usiadłem na pierwszej
lepszej ławce i rzuciłem jej zachęcające spojrzenie. Ona nie poruszyła się,
chyba zastanawiała się nad tym, czy nadal chce ze mną mówić. Po chwili jednak
podeszła do mnie, ale nie usiadła. Miałem wrażenie, że czegoś się boi.
-Przecież cię nie ugryzę – zachichotałem. Ona nie
odpowiedziała mi nic, tylko westchnęła cicho.
-Przejdę do rzeczy – wymamrotała – Słuchaj... Koleżanka
mi mówiła, że wtedy... u Jo... że wtedy... no.. Ona widziała nas... Wiesz...
Nic nie pamiętam... Czy my...
-Nie – przerwałem jej, patrząc prosto w jej tęczówki –
Nie spaliśmy ze sobą, jeśli o to ci chodzi. Co prawda chciałaś mnie zaciągnąć
do łóżka, ale zachowałem tę resztkę rozumu.
Kate odetchnęła. Chyba poczuła tak ogromną ulgę, że aż
była w stanie usiąść. Na moment zamknęła oczy i głęboko oddychała. Chyba
przedtem była pewna, że między nami coś się wydarzyło.
-Dzięki, Dave... – wyszeptała – Gdyby... Gdyby okazało
się, że... – przełknęła ślinę i schowała twarz w dłoniach.
-Powiedziałaś, że chcesz się zmienić – przypomniałem jej,
wlepiając wzrok w chodnik i czekając na jej reakcję – Mówiłaś, że chcesz to
rzucić, że masz tego dość. Chciałaś, żebym ci w tym pomógł – spojrzałem w jej
stronę i omal jej nie poznałem. Strasznie zbladła.
-zapomnij o tym – zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, ona
szybko się zerwała – Zapomnij o wszystkim, wtedy byłam pijana, nie wiedziałam,
co mówię. Po prostu zapomnij, okej?
-A... ale Kate...
-To nie jest twoja sprawa! – wrzasnęła nagle, zrywając
się – Może i wtedy chciałam, ale teraz już nie chcę! Odwal się ode mnie!
-Jak chcesz – odparłem oschle, również wstając – To już
chyba koniec naszej rozmowy. Cześć – pożegnałem się i odszedłem. W ogóle jej
nie rozumiałem i nie rozumiałem jej zachowania. I szczerze mówiąc miałem dość.
Szanowałem jej życie. Nie chciałem wpierniczać się w czyjeś życie na siłę.
Uznałem, że tym razem trochę przesadziłem z Kate. Dałem upust swoim emocjom,
swojemu cholernemu uporowi. Powinienem się jakoś hamować, w końcu nie mam z
nimi nic wspólnego, ani z Pierre’em, ani z Kate. Przecież całego świata nie
zbawię, wszystkim nie będę w stanie pomóc.