Westchnąłem ciężko i oparłem głowę o ścianę. Odetchnąłem
trzy razy, myśląc intensywnie. Znalazłem się w cholernie trudnej sytuacji.
Przecież nie mogłem powiedzieć, że także ją kocham. Z drugiej strony uznawałem
ją za kumpelę i nie chciałem się z nią kłócić. Nie miałem wyjścia, musiałem
wprost jej powiedzieć, że u mnie nie ma szans. W końcu moje serce jest już
zajęte przez Marie.
-Pierre, ja się boję, że oni mi ciebie zabiorą, a potem
po prostu o mnie zapomnisz. Gdy się z nami trzymałeś, zawsze miałam cię pod
kontrolą, mogłam na ciebie popatrzeć... – jej głos powoli się załamywał.
Prosiłem w duchu, by ona przypadkiem się nie rozryczała. Na szczęście była
twarda – Nie możesz odejść, rozumiesz? Nie możesz mi tego zrobić!
-Nati – wydusiłem z siebie, wciąż jeszcze zaszokowany jej
zwierzeniami. Zacząłem powoli się cofać – Nati, ja... muszę odejść. Dla twojego
dobra. Ty nie możesz myśleć, że ja ciebie kocham, bo tak nie jest. Zrozum, to
byłoby bez sensu. Musisz o mnie jak najszybciej zapomnieć.
-Ale, Pierre, przecież możemy spróbować, my...
-Nati, nie ma żadnych nas i nigdy nie będzie! - wytłumaczyłem to jeszcze raz cierpliwie. Do
niej jednak chyba nadal to nie docierało, bo za chwilę znowu zaczęła:
-Dlaczego? Moglibyśmy chociaż na próbę...
-Nie moglibyśmy – zakończyłem krótko. Zauważyłem
nadchodzącego nauczyciela i wstałem. Ona także – Nati, ludzie muszą do siebie
pasować, my do siebie nie pasujemy. Zrozum, ja w tym związku bym się dusił –
zamilkłem, przekraczając próg klasy. Ruszyłem ku swojej ławce, mając nadzieję
na to, że ona zrozumiała, co chciałem jej przekazać. Przez całą lekcję ją
obserwowałem, zastanawiając się, jakim cudem nigdy tego nie zauważyłem.
Przecież spędzaliśmy ze sobą kupę czasu, szczególnie zanim poznałem chłopaków.
Nigdy nie dawała mi jakichś znaków, niczego. Teraz siedziała ciągle ze
spuszczoną głową, ze wzrokiem wlepionym w ławkę. Coraz bardziej żal mi się jej
robiło. Ale nie mogłem nic zrobić. Kiedy dzwonek ponownie obwieścił koniec
lekcji, pierwszy rzuciłem się w stronę drzwi. Miałem dość tego wpatrywania się
w smutną twarz Nati. I chyba pragnąłem uniknąć z nią kolejnej rozmowy. Bo byłem
pewien, że ona będzie chciała namówić mnie na zmianę decyzji.
Mimo szybkiej ucieczki dopadła mnie gdzieś w połowie
drogi do następnej klasy.
-Wybacz, musze iść do sekretariatu – próbowałem się
wymigać, ale ona od razu wychwyciła kłamstwo.
-Unikasz mnie – oznajmiła twardo. W żaden sposób nie
przypominała dziewczyny z poprzedniej przerwy, najwyraźniej zdołała jakoś się
uspokoić i opanować.
-Bo tak będzie lepiej – powiedziałem chłodno.
-Nie będzie – wyszeptała ona – Będzie lepiej tylko wtedy,
gdy będziemy razem, rozumiesz?!
-Po raz kolejny ci powtarzam, że ten związek to jedna
wielka głupota!
-Mam cię szantażować? – zapytała podstępnie. Przymrużyłem
oczy. O co jej chodzi?
-Szantażować? – powtórzyłem – Chcesz mnie szantażować, żebym
był twoim chłopakiem? – parsknąłem
głośnym śmiechem – Proszę cię! Na głupszy pomysł nie mogłabyś wpaść! – śmiałem
się, jednak jej podejrzany uśmiech mnie niepokoił.
-Myślisz, że ja jestem głupia? – westchnęła – Ale się
mylisz, oj mylisz się... Pierre, wszyscy się dowiedzą, rozumiesz? Wszyscy
dowiedzą się, w jaki sposób święty Bouvier zarabia kasę! Cała szkoła będzie o
tym mówić.
-Mówiłem ci, że już skończyłem z tym! – spoważniałem –
Już tego nie robię.
-O tym wiem tylko ja i ty! – zachichotała.
-Jeśli myślisz, że w taki sposób mnie przekonasz... –
zacisnąłem pięści - ... To się grubo mylisz. To na mnie nie działa, Nati. Gówno
mnie obchodzi, co będzie mówić o mnie cała szkoła.
-Tak myślisz? – wysyczała blondynka, paskudnie się
uśmiechając – Za chwilę się przekonamy...
-O, tu jesteś! – usłyszałem głos Seb’a. Wiedziałem, że to
do mnie. W głębi serca odetchnąłem z ulgą. Miałem już serdecznie dość Nati.
-Cześć, Seb! – przywitałem się z kumplem. Blondynka chyba
specjalnie na pokaz uwiesiła się na moim ramieniu. Błękitnooki rzucił nam
zaskoczone spojrzenie, ale o nic nie pytał, tylko powiedział:
-Zanim wpadniesz do Chuck’a, zajdź jeszcze do Jeff’a.
Zapomnieliśmy ci powiedzieć... Jeff coś chce ci pokazać.
-Pokazać? – powtórzyła jak echo Nati – Pie, czy ty
wciągnąłeś już w to kumpla? Czemu ja nic o tym nie wiem?
-Przestań, Nati! – warknąłem, zerkając na Seb’a, który
wyraźnie nie wiedział, o co jej chodzi. Wtedy już zrozumiałem jej grę.
Wiedziałem, że jeśli ona powiedziałaby prawdę, nie byłoby dla mnie miejsca w
zespole. Wcześniej to nie przyszło mi do głowy. Ona jednak potrafiła używać
mózgu.
-Dlaczego mam przestać? – zapytała ona z nieukrywaną ironią. Przełknąłem ślinę. Tak, chyba
naprawdę się bałem – Daj spokój, Pierre, każdy jakoś musi sobie radzić w życiu.
Żadna praca nie hańbi. Jeden pieprzy się z laskami za kasę, inny sprząta
kible...
-Wybacz, Seb, chyba musimy pogadać z Nati w cztery oczy –
szarpnąłem dziewczynę za ramię. Odsunęliśmy się kawałek, zostawiając mojego
przyjaciela już całkowicie zdezorientowanego. Czerwony ze wstydu i złości
warknąłem:
-Co ty wyprawiasz?
-To co tobie obiecałam – odpowiedziała radośnie. Mówiłam
ci, że cała szkoła się o tym dowie, twój kumpel poszedł na pierwszy ogień.
Spójrz, nie wie, co o tym myśleć – skinęła głową na błękitnookiego.
Rzeczywiście wyglądał jakby się pogubił. Miałem wrażenie, że przejął się
słowami Nati. Zacisnąłem pięści. Wcześniej to nie przyszło mi na myśl. Nie
pomyślałem o tym, że mogę stracić moją pozycję w zespole.
-Masz to odkręcić – warknąłem. Ona schowała dłonie do
kieszeni i spojrzała na mnie wyzywająco.
-Czyli zmieniłeś zdanie? – upewniła się – Zgadzasz się,
żebym została twoją dziewczyną?
Zmusiłem się, by potwierdzić jej domysł. Ona głośno się
roześmiała, mnie wcale tak do śmiechu nie było. Czułem się fatalnie, chociaż
powtarzałem sobie, że przecież nie mam innego wyjścia, że przecież nie mogę
zaryzykować zespołu, mojej jedynej szansy na ułożenie sobie życia. Westchnąłem
cicho i wraz z Nati wróciliśmy do Seba’a.
-Ja nie wiem, Piernik, co się dzieje z twoim poczuciem
humoru – mówiła specjalnie głośno, by błękitnooki to usłyszał - Przecież ja
tylko żartowałam z tą pracą! Dziubku, ja i twój kolega znamy ciebie bardzo
dobrze, wiemy, że ty nigdy nie upadłbyś tak nisko... Naprawdę nie wiem,
dlaczego tak się wkurzyłeś...
-Mówiłem ci milion razy, że nienawidzę takich głupich
dowcipów – mamrotałem pod nosem – A jeśli ktoś pomyśli, że to prawda? Co wtedy?
– blondynka wzruszyła ramionami, a ja odwróciłem się do Seba – To najpierw mam
przyjść do Jeffa? Nie ma sprawy. Przekaż mu, że będę wpół do czwartej.
-Okej – dopowiedział błękitnooki, chyba chciał powiedzieć
coś jeszcze, ale zadzwonił dzwonek, więc tylko się pożegnał i poleciał
korytarzem, by jeszcze przed lekcją odnaleźć przyjaciół. My także polecieliśmy
do klasy, nie odzywając się do siebie. Byłem tak bardzo wściekły, że miałem
ochotę rozerwać Nati na części. Ona wręcz przeciwnie, skakała z radości.
Dopiero wtedy przypomniałem sobie o dzisiejszej rozmowie z Marie. Przekląłem
siebie w duchu. Nie miałem bladego pojęcia, jak teraz wyjść z tego wszystkiego
z twarzą, później doszedłem do wniosku, że właściwie nie mam na to szans. Nie
mogłem się z nią spotkać, nie mogłem jej tego wszystkiego wytłumaczyć, bo tym
bardziej nie chciałaby mnie znać. Tak, miałem niewielką nadzieję na to, że Nati
ta cała zabawa szybko się znudzi. Chociaż patrząc na nią, nie powiedziałbym, że
to będzie trwało krótko. Nie miałem zielonego pojęcia, jak to wszystko
rozegrać. Ona mną z łatwością manipulowała, pociągała za sznurki. Mogła zrobić
wszystko. I to było najgorsze. Straciłem wpływ na moje życie. Moje emocje
przestały się liczyć.
***
Powoli ślimaczyłem się zadumany za Jeffem. Stinco musiał
mnie pospieszać, ciągle pytał, co się dzieje, a ja po raz kolejny kłamałem, że
nic. Miałem już pomysł, jak załatwić sprawę z Marie. Bałem się spojrzeć w jej oczy
i powiedzieć, dlatego postanowiłem to napisać. Idąc za kumplem do Chuck’a już
wymyślałem szkice treści mojego listu. Tyle że nie wymyśliłem zupełnie nic do
momentu, w którym zapukaliśmy do drzwi. Otworzył nam Chuck we własnej osobie, trochę niezadowolony. Przez dobrych kilka minut wrzeszczał na nas, że znowu jesteśmy spóźnieni, chociaż jak się później dowiedzieliśmy, nasz perkusista był wściekły z powodu braku jego ulubionych cukierków w domu. Wraz z Jeffem jakoś udało nam się go uspokoić i zejść na temat muzyki. Przez cały czas próbowałem przerwać rozmowę i powiedzieć im, że napisałem coś, co wydawało mi się sensownie, ale... Trochę się bałem. Obawiałem się, że wyczytają z tego prawdę, że domyślą się, że ten tekst nie został stworzony z myślą o Nati.
-Muszę wam coś powiedzieć... – wydusiłem w końcu z siebie, ale urwałem,
widząc, że drzwi ponownie się otwierają. Jeff i Chuck także skierowali wzrok w
tamtą stronę. Do środka wszedł Seb z ogromnym talerzem ciasta.
-Od kiedy ty w cukierni robisz? – zapytał zdziwiony
Stinco, bez pytania zgarniając dwa kawałki ciasta. Błękitnooki rzucił mu
pogardliwe spojrzenie i odłożył talerz na stół.
-Twoja mama mnie wpuściła – powiedział do Chucka,
wskakując na jego łóżko – Mówiła, że macie dużo mrówek w ogrodzie i nie ma
pomysłu, co z tym zrobić.
Perkusista jęknął cicho.
-To musiało być naprawdę interesujące – prychnął – Gada o
tym każdemu napotkanemu osobnikowi płci męskiej jakby spodziewała się, że za
chwilę weźmie karabin i powystrzela te cholerne mrówki – westchnął cicho – Mam
nadzieję, że niedługo jej przejdzie. Pierre, coś nam chciałeś powiedzieć? –
zmienił nagle temat, kierując na mnie swój wzrok.Przełknąłem cicho ślinę. Przez chwilę myślałem o tym, żeby się wymigać, ale zrozumiałem, że to nie miało sensu.
-Tak – odparłem, pochylając się nad swoim plecakiem –
Napisałem coś.
-O! – ucieszyli się chłopaki, zacierając ręce – To
świetnie! Pokaż nam swoje dzieła!
Rzuciłem w ich stronę zeszyt od biologii, a sam
wyszarpałem skądś kartkę i długopis i zastygłem. Wiedziałem, że nie mam zbyt
wiele czasu, bo chłopaki po pięciu minutach oddadzą mi zeszyt i pokiwają głowami.
A jednak tym razem się pomyliłem. Po półgodzinie chłopaki
wciąż ślęczeli nad jednym z tekstów. A ja nie mogłem nic wymyślić. Napisałem
tylko jedno zdanie: Przepraszam, nie chciałem cię zranić. Bo naprawdę nie
chciałem. Gdybym mógł to wszystko jakoś poukładać, nie wahałbym się. Ale nie
mogłem, moje życie przestało zależeć od moich decyzji.
-Gratulacje, Pierre! – Chuck obrócił się na swoim
obrotowym fotelu – Myślę, że mamy pierwszy tekst na piosenkę!
-Żartujecie! – krzyknąłem zdumiony – Skąd?!
-Z tyłka kozy! – prychnął Jeff – Napisałeś, baranie! –
kumpel skoczył na łóżko i serdecznie mnie uściskał.
-Masz do tego jakąś melodię? – zapytał Seb, pokazując mi
nieco zmieniony tekst kawałka „Meet you there”. Spuściłem skromnie głowę i
pokiwałem nią – To dawaj! – wziąłem od błękitnookiego tekst i zacząłem śpiewać.
Chłopaki świetnie go przekształcili, ale czasami nie mieściłem się w melodii.
Kiedy skończyłem, oni byli tak bardzo podjarani, że nie mogli usiedzieć na
miejscu.
-Mamy to! – wrzeszczeli – Wiadomo, jeszcze to
dopracujemy, ale mamy jakiś szkic! – ucieszyli mnie. Ogólna radość objęła także
mnie. Po raz pierwszy byłem z siebie dumny, tak naprawdę dumny. Zrobiłem coś
sam, w dodatku coś dobrego.
-Ta Marie jest szczęściarą! – powiedział Seb, czytając po
raz kolejny treść piosenki – Takie coś mógł napisać tylko człowiek cholernie
zakochany.
-To nie jest o Marie – zaprzeczyłem z nutką wahania.
Chłopaki chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewali, byli zdumieni. Wzruszyłem
ramionami. W końcu i tak by się dowiedzieli. A chyba lepiej, żebym powiedział
im to teraz – Ja kocham Nati. I to Nati jest moją dziewczyną.
-Nati? – wrzasnęli chóralnie – Która Nati?? Ta... Ta
taka... – mamrotali, ale chyba przez ten
szok nie mogli się wysłowić.
-Ta, co była moją przyjaciółką – odparłem ze stoickim
spokojem – Dzisiaj została moją dziewczyną.
-Pierre, na głowę upadłeś? – zapytał po chwili ciszy
Jeff. Starałem się nie przejmować ich dziwnymi spojrzeniami.
-Co z Marie? – rzucił Chuck – Przecież wy...
-Nas nie ma i nigdy nie było – uciąłem krótko. Coś zakuło
mnie w sercu. Od razu wyczułem, że to uczucie we mnie nadal jest. Przekląłem
siebie w duchu. Dlaczego ja wciąż muszę kłamać? Mam już tego dość. Mam dość
oszukiwania.
-Pierre, przecież my widzieliśmy, co się z wami działo! –
krzyknął Chuck, ale nie dokończył, przerwałem mu.
-Nic nie widzieliście – powiedziałem obojętnie, wstając –
I skończmy już ten temat. Mam nadzieję, że uszanujecie moją decyzję i
zaakceptujecie Nati.
-A mamy inne wyjście? – zapytał zaszokowany Jeff – W
końcu jesteś naszym kumplem...
-To świetnie – zakończyłem ten temat i od razu zacząłem
inny – To idziemy grać?
no nieeeee!!!! Ja protestuję! Jakbym tą Nati dorwała... grrrrrr
OdpowiedzUsuńTak być nie może! Pierre i Marie są sobie przeznaczeni!!
Kurcze, Pierre powinien im wszystko powiedzieć. Oni na pewno by go zrozumieli a wtedy Nati nie mogłaby go szantażować.