czwartek, 11 kwietnia 2013

PART XV



NARRACJA PIERRE’A
Przełamałem patyk wyrwany z klonu na dwa mniejsze. Cholernie mi się tu nudziło, a spędzałem tu już drugą godzinę. Na szczęście pogoda dopisywała, słońce mocno dawało po oczach. Ludzie całymi rodzinami wychodzili na spacery, małe dzieci latały i wrzeszczały, co już powoli doprowadzało mnie do szału. Miałem ochotę stąd pójść, rzucić to wszystko. Wolałbym teraz grać z chłopakami. A tak... Mogłem tylko udawać perkusistę z gałęziami.
-Przepraszam... – usłyszałem cichy głosik za sobą. W duchu jęknąłem cicho. W głębi serca miałem nadzieję, że jednak się nie zjawi. Tak było za każdym razem. I za każdym razem ta nadzieja się rozpływała – Nie mogłam się zdecydować, które buty wybrać... Długo czekasz?
-Półtorej godziny – burknąłem, odwracając się. Ona uśmiechała się przepraszająco, ale na mnie to nie działało. Nadal się obrażałem. Dziewczyna złapała mnie za ręce i pocałowała w policzek – No daj już spokój! Taki duży chłopiec i takie głupie problemy! – zachichotała, a ja pomyślałem, że jedynym problemem w tej chwili jest ona. Westchnąłem ciężko – To co, gdzie idziemy? – zapytała radośnie. Wzruszyłem ramionami, w ogóle nie wczuwając się w jej entuzjazm. Ona gdzieś mnie ciągnęła, paplając wesoło. Nawet nie słuchałem, o czym gada, chociaż próbowałem się do tego zmusić. Wiedziałem, że musze być ideałem, a to naprawdę nie było łatwe.
-Co się z tobą dzieje!? – zapiszczała moja dziewczyna, szarpiąc mnie za ramię – Pierre! – spojrzałem  na nią nieprzytomnie i w jednej chwili znowu ogarnęło mnie obrzydzenie. Jej brzydota dotykała mnie za każdym razem, kiedy mój wzrok łączył się z jej twarzą. Zastanawiałem się, jak ona mogła być galerianką, jak ona mogła podobać się chłopakom – Dlaczego w ogóle się nie odzywasz?
-Boo... – przez moment się zawahałem – Bo stęskniłem się za twoim głosem – przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem. Czułem się okropnie. Tak jak od kilku dobrych dni. Bo od kilku dni tak robiłem. Nie tylko jej próbowałem wmówić, że ją kocham, ale także sobie. Wiedziałem, że tak byłoby lepiej. Ale udawanie zakochanego wcale nie było takie proste. Nawet Nati wiedziała, że gram, tak bardzo fatalnie mi szło. Czasami jak miałem już wszystkiego dość i zaczynałem ją traktować tak jak na to zasługuje, czyli tak jak śmiecia, przypominała mi o tajemnicy. Wtedy najczęściej milczałem. Rzadziej przepraszałem.
Ale w żaden sposób nie mogłem wczuć się w ten związek. Ona próbowała mnie do tego zmusić, ale nawet pod jej presją nie mogłem się zakochać i przestać myśleć o Marie. Nati zachowywała się całkiem inaczej niż ja. Pragnęła się mną chwalić, wszędzie ze mną wychodzić, całować się i przytulać. Ja nie mogłem robić tego wszystkiego jedynie na pokaz. I tak zmuszałem się do tych wszystkich czułych gestów. I za każdym razem, gdy się z nią spotykałem, czułem, że dłużej już tego nie wytrzymam. Zmuszał mnie do tego jedynie zespół, zespół, który przecież teraz był dla mnie całym światem. Nie mogłem doprowadzić do tego, by to wszystko zostało zburzone. Coraz bardziej się rozwijaliśmy, pisaliśmy mnóstwo piosenek, układaliśmy do nich melodie. Wierzyłem, że z tego coś może być. Wszyscy wierzyliśmy.
-Pierre! – jej pisk znowu przywrócił mnie na ziemię. Dziewczyna wpatrywała się we mnie z niepokojem i złością – Znowu mnie nie słuchasz! – krzyknęła, tłukąc swoją małą pięścią moje ramię,
-Przepraszam – odparłem, udając zawstydzonego – teraz już jestem tylko dla ciebie.
-Jakoś ci nie wierzę – westchnęła cicho Nati. Po prawdzie miała rację, ja też bym sobie nie uwierzył – Pierre, coś cię gnębi? – zapytała, zaskakując mnie nagłą zmianą tematu – Masz jakiś problem?
- Nie – odpowiedziałem szybko, stanowczo za szybko, bo ona spojrzała na mnie z uniesionymi brwiami.
-Pie – blondynka przykleiła się do mojej piersi – Pie, widzę, że coś jest nie tak. Chyba nic przede mną nie ukrywasz, co? W końcu jesteśmy parą i się kochamy. Kochamy się, tak?
Przytaknąłem, milcząc. Najwyraźniej jej to nie wystarczyło, bo za chwilę zaświergotała przymilnie.
-Powiedz mi, że mnie kochasz!
-Ale po co mam to mówić? – zapytałem, czując, jak coś zatyka mi gardło. Wiedziałem, że z tym słowem miałbym nie lada problem – Przecież wiesz, ze jesteś najjaśniejszym promykiem w moim nędznym życiu – próbowałem jakoś się wymigać, miałem nadzieję, że uda mi się, wywinąć. I już myślałem, że dała się na to nabrać, bo nawet lekko się zarumieniła. Ale nie, ona dalej ciągnęła temat:
-Ale ja chcę to usłyszeć z twoich ust. Powiedz mi, że mnie kochasz.
-Ja... – zacząłem, ale po krótkiej chwili zrozumiałem, że nie dam rady tego wypowiedzieć, że potrzebuję do tego choć odrobiny miłości. Tymczasem w moim sercu była tylko czysta nienawiść. Odchrząknąłem cicho dla niepoznaki, ona jednak mimo wszystko wciąż patrzyła na mnie wyczekująco. Wziąłem głęboki wdech. Dobrze wiedziałem, że mi nie odpuści. Wlepiłem wzrok w ziemię, błagając siebie, by mieć to już za sobą – K... Kocham cię – wydukałem w końcu jakimś cudem. Czułem, jak coś zaczyna wyżerać mi serducho, czułem brud na honorze. Nati to wszystko widziała, zdawała sobie sprawę z tego, że wszystko, o czym mówiłem, było zwykłym kłamstwem. A mimo to była ze mnie dumna, cieszyła się, że zdołałem to wydukać. Najwyraźniej uznała, że na początek to wystarczy. Jęknąłem cicho. Ja wciąż miałem tę nadzieję, że za chwilę ta zabawa się jej znudzi. A ona wydawała się coraz bardziej w to angażować.

NARRACJA DAVE’A

Kolejny dzień, w którym w poskokach leciałem do szkoły. Znowu mój budzik dziwnym trafem nie zadzwonił, zapewne Julia jak zwykle go nie nastawiła, chociaż to na mnie się wściekała. Oczywiście do łazienki nie miałem już wstępu, moja siora cały czas skrzeczała ze środka, że jak pójdzie bez tapety i w nieułożonych włosach, to koleżanki jej nie rozpoznają. Warknąłem do niej tylko tyle, że sam zapach wystarczy, by potwory zrozumiały, że ten jest ze stada. W sumie to może dobrze, że tam nie wszedłem, być może uda mi się skończyć jedynie ze spóźnieniem na lekcję, a nie z opuszczeniem całej godziny.
Tak jak się spodziewałem, wpadłem w połowie pierwszej lekcji. Od razu zacząłem opowiadać nauczycielce od francuskiego o jakimś napadzie na bank. Cała klasa wybuchnęła głośnym śmiechem, a ja usiadłem obok Pierre’a i szybko wypakowałem książki. Nauczycielka tak bardzo się śmiała, że chyba nawet zapomniała o moim spóźnieniu, bo nic nie zanotowała w dzienniku. A ja nie zamierzałem jej o tym przypominać.   
Spojrzałem na Kate. Słyszałem jej jęk, kiedy zjawiłem się w klasie. Chyba miała mnie już serdecznie dość. I wcale jej się nie dziwiłem. Ja sam też zapewne miałbym siebie dość. W końcu prawie na każdej przerwie ją zaczepiałem i błagałem o rozmowę. Ignoruję wszystkie przygłupie docinki z jej strony i nie zamierzam się nimi przejmować. W końcu wszystko to robię dla jej dobra. I to właśnie pragnę jej przekazać. Tylko że ona wcale nie chce słuchać.
-Kate, zaczekaj! – krzyknąłem za uciekającą przede mną dziewczyną z klasy tuż po dzwonku. Oczywiście nie dałem jej najmniejszych szans na ukrycie się. Szybko ją dogoniłem.
-Kurde, ja to chyba przyczynię się do twoich sukcesów w bieganiu na krótkie dystanse – zażartowałem, chcąc chociaż minimalnie zmniejszyć jej złość.
-Raczej przyczynisz się do pobicia rekordu w rzucie oszczepem. Bo właśnie ty za chwilę będziesz robił za mój oszczep – warknęła, pragnąc mnie chyba tym sposobem postraszyć. Roześmiałem się.
-O, dzisiaj to nawet ładnie się ze mną przywitałaś! – klasnąłem trzy razy z radością – Wcale nie zwykłym „wynoś się!”. To już duży postęp!
-Odwal się! – prychnęła ona, próbując uciec lub łudząc się, że po prostu odejdę.
-Kate, daj sobie pomóc...
-Nie potrzebuję niczyjej pomocy, a już na pewno nie twojej! Odczep się wreszcie!
-Dobrze wiesz, że tego nie zrobię, dopóki nie...
-Mam już ciebie po dziurki w nosie! Ile można powtarzać wciąż to samo!? Przestań mnie napastować na przerwach! Nie chcę cię znać, rozumiesz to?!
-Co ja ci złego zrobiłem? Chcę tylko poroz...
-Cześć, Dave – po plecach poklepał mnie jeden z kumpli, Patrick. Musiałem przyznać Pierre’owi rację. Byłem popularny w tej szkole. Odkryłem to zaledwie kilka dni po przybyciu do Montrealu. Każdy znał moje nazwisko, a ja jedynie wszystkich z widzenia.
-Cześć Patrick! Słuchaj, mógłbyś na chwilę... – odchrząknąłem trzy razy, pragnąc dać mu do zrozumienia, że chcę dokończyć rozmowę. Chłopak zrozumiał i najwyraźniej chciał odejść, ale Kate swoimi słowami go zatrzymała:
-Właśnie. Lepiej pogadaj sobie z koleżką – spojrzała na biedaka lekceważąco – Ja stąd spadam, już i tak wystarczająco od ciebie śmierdzę plebsem – dziewczyna odwróciła się i odeszła dumnym krokiem. Zauważyłem, że Pat zaciska pięści.
-Gdybym ja dostał tę ladacznicę w swoje łapy, to z jej makijażu zostałaby jedna sina plama pod okiem – wymamrotał wkurzony – Dave, jak ty możesz tak jej się dawać?
-No właśnie o to mi chodzi – odparłem bardzo z siebie zadowolony.

NARRACJA PIERRE’A
 - Znowu on? – zapytała Nati jak zwykle przylepiona do mojego ramienia, widząc zbliżającą się zdenerwowaną Kate. Zachichotałem cicho pod nosem. Cała ta sytuacja z Dave’em zaczynała mnie bawić. Wiedziałem, że jak on już się na coś uweźmie, to łatwo nie popuści. A Kate coraz bardziej to wkurzało. Wyraźnie sobie nie radziła.
Chyba jednak nie powinno mnie to cieszyć. Sam nie chciałbym mieć do czynienia z wkurzonymi dziewczynami.
-Znowu – prychnęła ona, siadając obok mnie – Czego on może ode mnie chcieć? – myślała głośno.
-Głupie pytanie – zachichotała moja dziewczyna – Czego może chcieć od ciebie, zajebistej dziewczyny, przedstawiciel plebsu? – zapytała, wybuchając głośnym śmiechem. Wszyscy siedzący w pobliżu i przysłuchujący się tej rozmowie także się zaśmiali.
-Przestań! – warknęła Kate – Już ja dobrze wiem, że nie o to tu chodzi! Cholera, jeszcze tak upartego człowieka nie spotkałam. Upierdliwiec jeden... Już nie wiem, jak sobie z nim radzić...
-To może zlituj się nad biedakiem? – podsunęła delikatnie blondynka, ale w jej głosie ponownie usłyszałem odrobinę żartu. Kate chyba też.
-Śmiej się, śmiej, a ja naprawdę mam problem – westchnęła tak ciężko, że aż żal jej się zrobiło przyjaciółce.
-Dobra, jeśli tak bardzo chcesz, to możemy zrobić z nim porządek.
Zamarłem na moment, skupiając się na ich rozmowie. Dobrze wiedziałem, co w ustach Nati oznacza porządek.
-Dałoby radę trochę go uciszyć? – zapytała z nadzieją moja koleżanka – Tak tylko trochę... przestraszyć...
-No jasne, że tak! My, siostry, musimy trzymać się razem! – dziewczyny przybiły piątki. Przekląłem cicho pod nosem. Musiałem ostrzec Davida. Chłopak jaki jest, taki jest, ale na pewno nie zasługuję na oberwanie po mordzie. Zdawałem sobie sprawę, że znowu ryzykuję. Gdyby Nati się dowiedziała, że znowu kombinuję, mógłbym na zawsze pożegnać się z mikrofonem. Z drugiej strony, mimo obawy David nie raz uratował mi tyłek na chemii, chociaż w ogóle go o to nie prosiłem. Powinienem mu napomknąć, że jest w niebezpieczeństwie.

1 komentarz:

  1. A już miałam taką nadzieję, że uda się Pierre'owi jakoś wymigać od tego wymuszonego "Kocham cię"...

    O nieee!!! Ja mam nadzieję, że one nic nie zrobią Dav'owi.

    OdpowiedzUsuń