-Pat! – wrzasnąłem, co właściwie nie miało żadnego sensu.
Nie zwracając na nic uwagi, rzuciłem się w tę samą stronę, w którą pobiegła
dziewczyna. Ktoś zagrodził mi drogę, odepchnąłem go. Wybiegłem z budynku, rozglądając się za
znajomą czupryną. Od razu wyhaczyłem ją swoim wzrokiem. Z bijącym serduchem
rzuciłem się w jej stronę, ciągle wywrzaskując jej imię. Nie reagowała, a ja
nie wierzyłem w to, że mnie nie słyszała. Cała nadzieja w moim biegu i w jej
nogach. Zacisnąłem pięści. Powoli odległość między nami się zmniejszała,
doganiałem ją.
-Stój... – poprosiłem. Nie posłuchała mnie. Zebrałem w
sobie siły i wyprzedziłem ją, zagradzając jej drogę ramionami. Coś w sercu mnie
zakuło. Ona płakała. Znowu sprawiłem, że ona płakała.
-Przepuść mnie! – warknęła, próbując się przecisnąć obok
mnie, oczywiście bez skutku. Chwyciłem ją za ręce, by się uspokoiła, co przyniosło
zupełnie odwrotny skutek. Dziewczyna zaczęła się szarpać i wierzgać – Puszczaj
mnie! Nie masz prawa mnie dotykać! – wrzeszczała głośno. Po prawdzie miała
rację, ale ja i tak nie zamierzałem jej tego odpuścić.
-To nie tak jak myślisz – próbowałem jakoś przerwać jej
głośne krzyki, ale mój głos wyraźnie ją denerwował.
-Daj spokój, wiem, co widziałam! – warknęła, chyba wciąż
nie dowierzając – Masz mnie natychmiast puścić!
-Nie puszczę cię, dopóki na spokojnie nie porozmawiamy!
-Nasza rozmowa nie ma już żadnego sensu! Mam oczy i widzę,
co się dzieje!
-Zrozum, to nie tak jak myślisz! Ja i Kate nie...
-Ty i Kate się kochacie, idioto! – wrzasnęła dziewczyna.
Jej oczy ponownie wypełniły się łzami. Otworzyłem buzię ze zdumienia –
Zaskoczony?! David, tu już nie ma dla mnie miejsca! Ty i ona jesteście sobie
przeznaczeni!
-Pat, to nieprawda! – zaprzeczyłem – Wmawiasz to sobie.
Między mną a Kate nic nie ma i nie będzie! Kocham cię i tylko ty jesteś dla
mnie ważna.
-Przestań! – krzyknęła zrozpaczona dziewczyna. Jej dłonie
wyślizgiwały się z moich rąk – Przestań oszukiwać siebie i wszystkich wokół,
dobra?! Nie widzisz, że nas krzywdzisz?!
-Nie rób cyrków, przecież wiesz, że to ty...
-Ja jestem dla ciebie nikim! – dziewczyna wybuchneła
głośnym płaczem i z powrotem zaczęła biec, pozostawiając mnie samego. Dopiero
po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że tracę własną miłość. Ona już w tym
czasie dobiegła do swojego samochodu.
-Zaczekaj! – krzyknąłem, rzucając się beznadziejnie w jej
stronę, ale było za późno. Ona zapałała już silnik. Waliłem pięściami w jej
szyby, ale odpowiedziała mi jedynie smutnym spojrzeniem. Wiedziałem, co to
oznacza, ale nie mogłem pozwolić, by nasz związek zakończył się w taki sposób. W
głowie zaświtał mi jeszcze jeden pomysł, nieco szalony, ale innego wyjścia
niestety nie widziałem. Wyskoczyłem na sam środek ulicy z nadzieją, że ona
jednak coś do mnie czuje i się zatrzyma. Słyszałem jak trąbi, ale nie
zamierzałem ustąpić. Rozłożyłem ramiona na znak własnego uporu. Ona przez
moment chyba zastanawiała się, co robić, ale nie zawahała się, ruszyła w moim
kierunku. Serce podeszło mi do gardła. Miałem moment na podjęcie decyzji, nie
odskoczyłem. Zamknąłem oczy, spodziewając się bólu. Usłyszałem głośny pisk opon
i to zmusiło mnie do uniesienia powiek. Ona zatrzymała się zaledwie kilka
metrów przede mną. Odetchnąłem z ulgą, ale widząc, że się cofa, znowu strach
się zrodził w moim sercu. Myślałem, że jeśli się zatrzyma, wszystko sobie
wyjaśnimy, tymczasem ona uciekała. Wjechała na trawę, a stamtąd na drogę. Ze
smutną miną patrzyłem, jak jej samochód robi się coraz mniejszy. W końcu
zniknął. Upadłem na kolana, nie wierząc w to, co przed chwilą widziałem.
Straciłem Pat. Straciłem ją na zawsze.
Nie miałem zielonego pojęcia, co dalej robić. W mojej
głowie kłębiło się milion różnych myśli. Nie potrafiłem ułożyć ich w jedno. Nie
docierało do mnie to, co przed chwilą się wydarzyło, że w tak głupi sposób ją straciłem. Niewiele
myśląc nad tym co robię wróciłem do budynku. Szef od razu na mnie naskoczył,
ale byłem już w tak fatalnym stanie, że nawet nie próbowałem go słuchać.
Zwyczajnie go olałem, co musiało mocno go wkurzyć, bo później wręczył mi
wypowiedzenie.
-Co się stało?
-zapytała Kate, zauważając mój kiepski nastrój. Usiadłem przy barze,
dokładnie naprzeciwko niej i schowałem twarz w dłoniach. Ten gest musiał mówić
sam za siebie, bo dziewczyna chociaż nic nie powiedziała, to współczująco
poklepała mnie po ramieniu. Chyba sama nie bardzo wiedziała, co robić.
-Przepraszam – usłyszałem z jej ust. Uniosłem głowę do
góry, zaskoczony jej słowem. Dziewczyna wydawała się być zmieszana i
zdenerwowana.
-Przestań – prychnąłem cicho – To na pewno nie jest twoja
wina. Już... Chyba bardziej moja...
-Dave, gdybym ja się nie pojawiła, dalej bylibyście
parą...
-Czy ja wiem, Kate – wymamrotałem cicho pod nosem – Z
zazdrością Pat zawsze musieliśmy walczyć.
-I dalej byście sobie radzili, gdybym nie wtargnęła do
waszego życia – wyszeptała zawstydzona dziewczyna. W duchu przyznałem jej
rację. Ona przyczyniła się do rozpadu mojego związku. Westchnąłem ciężko, znowu
chowając twarz we własne dłonie. Tylko co to teraz może zmienić? Nawet jeśli
obraziłbym się na Kate, to nic by nie zmieniło. Nie cofnę się w czasie.
-Porozmawiam z nią – pewny głos Kate ponownie mną
wstrząsnął. Jeszcze raz prychnąłem, już przewidując, jak ta rozmowa się
skończy, o ile w ogóle się zacznie.
-Myślisz, że skoro ona ze mną nie chciała gadać, to tobie
poświęci tę odrobinę czasu? – zapytałem ironicznie. Od razu przekląłem siebie w
duchu. Powoli docierało do mnie, co ja najlepszego nawyprawiałem. Zastanawiałem
się, dlaczego akurat ja miałem takiego pecha, dlaczego Pat w tym momencie
musiała wejść. Nie panując nad złością, wyrwałem sobie kępkę włosów z głowy. To
niestety w niczym mi nie pomogło ani nie zmieniło mojego położenia.
-Nie mów hop, póki nie przeskoczysz – powiedziała
entuzjastycznie dziewczyna, chyba pragnąc jakoś podnieść mnie na duchu, co
raczej jej się nie udało. Z każda kolejną minutą docierało do mnie to, ze to
moja wina, że to ja za mało się starałem, że powinienem bardziej zwracać uwagę
na swoją dziewczynę. Westchnąłem ciężko. Nawaliłem co było do przewidzenia.
A przecież Pierre mnie ostrzegał...
NARRACJA KATE
Właściwie to nie miałam ochoty jej odwiedzać. Czułam, że
wciąż nie jestem dobrze przygotowana do tej rozgrywki, a przecież zależało mi
na tym, by ona wybaczyła Davidowi. Blondyn jak nikt inny zasługiwał na
szczęście. Tymczasem właśnie jemu tego brakowało. Nie mogłam pozwolić, by
przeze mnie w taki sposób to wszystko się zakończyło. Byłam gotowa nawet
zniknąć z ich pola widzenia, byleby tylko się pogodzili. Po całym dniu widoku
tak bardzo przygnębionego Dave’a miałam już serdecznie dość.
Miałam szczęście, o ile to można było nazwać szczęściem,
bo Pat akurat wychodziła ze swojej kamienicy, gdy ja dotarłam na miejsce.
Wyglądała bardzo podobnie do Davida, więc musiała tak bardzo lub nawet bardziej
przejmować się tym wszystkim. Miałam tylko ułamek sekundy na podjęcie decyzji,
czy chcę z nią porozmawiać, chociaż ja i tak nie potrzebowałam tego czasu, bo
się nie wahałam.
Ona, gdy tylko mnie zauważyła, obróciła się na pięcie i
zaczęła iść szybkim krokiem w przeciwnym kierunku. Ale ja tak łatwo nie
zamierzałam się poddać. Dogoniłam ją i złapałam za ramię.
-Chociaż wysłuchaj, co mam ci do powiedzenia – warknęłam
trochę zdenerwowana jej postawą. Dziewczyna prychnęła cicho i znowu próbowała
się wyszarpać z mojego uścisku. To jej się udało. Szybko próbowała ode mnie
uciec, ale i tym razem bez problemu ją złapałam i przygwoździłam do muru. Nie
chciałam używać siły, ale to ona mnie do tego zmuszała.
-Nie słyszysz, co do ciebie mówię?! Chcę tylko
porozmawiać!
-A ja nie chcę ciebie słuchać! Mam dość Davida,
rozumiesz?! – krzyknęła ona, ale ja od razu zorientowałam się, że to kłamstwa.
Przez moment zastanawiałam się, czy mam jej to powiedzieć na głos, ale
zrezygnowałam z tego wyjścia.
-On ciebie kocha, rozumiesz? Ciebie i tylko ciebie! –
wrzasnęłam, czując gdzieś w głębi serca zazdrosne ukłucie. Olałam je, właściwie
już automatycznie, bo ostatnio ono pojawiało się bardzo często.
-Jasne! A to co z tobą wyprawia, to tylko przyjaźń,
prawda? I ty jesteś tylko jego przyjaciółką? Piszczała ze łzami w oczach Pat –
Takie bajki możecie wmawiać sobie sami, a nie mnie!
-To nie są żadne bajki, tak jest naprawdę!
-Przestań! Przecież znam Davida nie od dzisiaj, widzę, co
się z nim dzieje! On się w tobie zakochał, a ty
w nim! To naprawdę widać!
-Dziewczyno, ty sobie to wymyśliłaś! Ja i David nigdy się
w sobie nie zakochamy, każdy podąża swoją drogą!
-No i co z tego, skoro za jakiś czas się połączą?! –
wrzasnęła histerycznie dziewczyna, w jej oczach ponownie pojawiły się łzy –
Myślisz, że ja jestem głupia?
-Nie jesteś głupia, tylko uczucia przejmują nad tobą
kontrolę – tłumaczyłam jej zaskakująco łagodnie – Pomyśl logicznie! Czy gdybym
ja go kochała, przychodziłabym tutaj, żeby ratować wasz związek? – zamilkałam
na chwilę, ale odpowiedzi się nie doczekałam – David jest moim przyjacielem,
nie mogę pozwolić, by się poddał, a wszystko wskazuje na to, że długo tego nie
wytrzyma.
-Ja... Ja się boję – wymamrotała Pat, teraz już mniej
pewna swoich poprzednich przekonań – JA... Nie chcę ryzykować... Nie chcę, żeby
on mnie zranił... Boję się...
-Obiecuje ci, że on ciebie nie zrani, jeśli tylko do
siebie wrócicie – oparłam dłoń o własną pierś, chcąc udowodnić, że moje słowa
są jak najbardziej poważne. Byłam pewna, że Dave nigdy nie zrobiłby czegoś
takiego dziewczynie, którą naprawdę kocha – Tylko musisz mu zaufać, słyszysz?
-Tobie to tak łatwo mówić! – krzyknęła ona, cofając się o
krok – Wam wszystkim łatwo mówić, tymczasem nie macie pojęcia, co ja
czuję! - odwróciła się szybko i biegiem
zwiała. Nie zamierzałem już jej gonić. Zrobiłam wszystko, co w mojej mocy,
dałam jej sporo do przemyślenia. Powoli się obróciłam, mocno zaciskając pięści
i modląc się w duchu, by moja pogadanka na coś się przydała. Po jej reakcji
poznałam, że była nieco wstrząśnięta. Tylko czy to trochę wystarczy? No
właśnie... Teraz pozostaje mi tylko w to wierzyć.
kurcze, ale się porobiło... Już od początku wiedziałam, że przez Katy będą kłopoty... No, na szczęście próbuje wszystko naprawić, więc za to plus dla niej :D
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że ta pogadanka coś dała i Pat da Davidowi drugą szanse. Bo przecież on naprawdę się kochają!!