środa, 3 lipca 2013

PART XXX

Na szczęście dzisiejsza próba się skróciła, bo Seb musiał jechać do babci. Błękitnooki mówił nam, że przez dwa dni go nie będzie, ale to miało nam nie zaszkodzić w pracy. Pierre od razy zobowiązał się opiekować jego gitarami, na co chytry błękitnooki niezbyt chętnie przystał, ale i tak nie miał innego wyjścia.
Tak czy inaczej godzina nie była późna, co pozwoliło mi jeszcze podskoczyć do Pat. Wiedziałem, że dziewczyna nie miałaby nic przeciwko takim odwiedzinom, ale jeśli zadzwonię do drzwi, jej rodzice zamordują mnie na miejscu, a chciałem jeszcze trochę pożyć. Ale i na to miałem sposoby. Serducho waliło mi niczym młot, kiedy zatrzymałem się przed jej oknem. W dłoni ściskałem jakąś gazetę, chyba Seba, bo Lefebvre czegoś tam szukał. Wyrwałem z niej dwie kartki i złożyłem w kulkę. Przełknąłem cicho ślinę i rzuciłem nią w szybę. Przez krótki moment stałem w bezruchu, potem znowu umodelowałem coś na kształt kulki i rzuciłem. Moja metoda dała efekty dopiero za czwartym razem. Już bawiłem się piątą kulka, kiedy okno się otworzyło.
-Ty debilu, zwariowałeś? – warknęła szeptem, ale wyczułem, że wcale nie obrażała się na mnie. Szeroko się wyszczerzyłem. Jej głos naprawdę napawał mnie radością.  
-Spałaś? –zapytałem, widząc, że ma na sobie piżamę. Ona serdecznie się roześmiała.
-Żartujesz sobie? Ja o tej porze zaczynam imprezować!
-O! – podskoczyłem radośnie – Jak zwykle jestem na czas! – poprawiłem szybko fryzurę, udając, że przyglądam się sobie w lustrze – Wyglądam idealnie! – zapiszczałem – Jak myślisz, ile panienek dzisiaj na mnie poleci?
-Nie mam pojęcia, ale jedna już do ciebie leci! – krzyknęła wesoło dziewczyna, wychodząc na balkon. Na początku nie domyśliłem się, o co jej chodzi, ale na szczęście w porę zorientowałem się, że ona dosłownie leci i w odpowiednim momencie zdołałem ją złapać, choć nieco się przy tym zachwiałem i omal nie upadłem. Na szczęście zachowałem równowagę, a w nagrodę dostałem namiętny pocałunek.
-Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo się cieszę! – dziewczyna przytuliła się do mnie jeszcze mocniej. Poczułem nerwowe bicie jej serca i dopiero wtedy zauważyłem to, co ona musiała przezywać, podczas gdy ja śmiałem się z Kate. Zrozumiałem w końcu, że postępowałem źle, chociaż chciałem dobrze. Szczerze mówiąc, to nie domyślałem się, że sprawiam jej aż tak wielki ból. Ale teraz zamierzałem to zmienić. Bez wahania ją pocałowałem, starając się włożyć w ten pocałunek jak najwięcej miłości.
-Zakazuję ci wątpić kiedykolwiek w moją miłość, rozumiesz? – wymamrotałem cicho, głaskając delikatnie jej policzek. W jej oczach dostrzegłem niewielkie iskierki – Kocham ciebie i tylko ciebie, Kate nie ma dla mnie żadnego znaczenia, rozumiesz? – ona przytaknęła głową, chyba mi wierząc – I nie będziesz już przeze mnie płakała? – upewniłem się. Ona tylko uśmiechnęła się jeszcze szerzej, co dla mnie oznaczało krótkie tak – Ale wiesz, takiej zazdrości to ja się po tobie nie spodziewałem! – roześmiałem się – W końcu ja jestem tak rozchwytywany przez panienki, że powinnaś się już przyzwyczaić!
-Ty podły egoisto i nędzny podrywaczu!- wrzasnęła wzburzona dziewczyna, tłukąc moją klatkę piersiową swoimi słabymi piąstkami – Ja ci zaraz dam te podłe panienki! Zaraz wszystkie je pogonię! Będą stąd spieprzać! Ty jesteś mój i tylko mój!
-I chcę być tylko twój – zbliżyłem usta do jej ust i soczyście pocałowałem. Naprawdę ją kochałem i czułem, że moje życie bez tego wszystkiego nie ma sensu. I bardzo dobrze wiedziałem, że Kate nie zniszczy tego, co jest między nami, nawet jeśli chciałaby to zrobić. Ja jednak wierzyłem w to, że zazdrość Pat jest naszym największym wrogiem.
***
Dopiero wpół do drugiej odprowadziłem swoją dziewczynę do domu, choć ona i tak nie chciała, bym odchodził. Powiedziałem jej, że tak nie można, że przyjdę do niej następnego dnia. W końcu zdołałem ją namówić, by wróciła, dzięki czemu i ja także mogłem wyruszyć w stronę mojego domu.
Ledwo trzymałem się na nogach, w głowie tak mi się kręciło jakbym był pijany, chociaż nic nie piłem. Marzyłem tylko o tym, by położyć się do łóżka i spać przez całą dobę. Miałem szczęście, akurat jutro nie musiałem iść do pracy, mogłem trochę poleniuchować. Z drugiej strony umówiłem się już z chłopakami, że zrobimy próbę. Wiedziałem, że trochę czasu nam na to zejdzie, dlatego spotkać się z Pat planowałem jeszcze wcześniej, by nie zajmować jej całego wieczoru. Zresztą pojutrze musiałem z powrotem wracać za kasę.
Było zupełnie ciemno na ulicach, zwłaszcza tych bocznych, gdzie nawet lamp nie zapalano. Trochę się bałem przechodzić tędy samotnie, w końcu nie wiadomo, kto skrywa się za rogiem. Ale nie raz oberwałem, więc właściwie to nie miałem czego ryzykować. Zresztą znajdowałem się już niedaleko domu. Modliłem się jedynie o to, żebym przez to zmęczenie nie zgubił drogi.
Na początku nie zwróciłem na nią uwagi. Przeszliśmy obok siebie jak dwoje obcych sobie ludzi. Nawet zdziwiłem się, że widzę kogokolwiek o tej porze. Obróciłem głowę i wtedy coś mnie tknęło. Poznałem ją po sylwetce. Przez moment stałem w bezruchu, zastanawiając się, co robić. Machnąłem, lekceważąco dłonią. Właściwie w ciągu sekundy podjąłem decyzję. Ruszyłem za nią, chociaż to właściwie nie było potrzebne, po jej stroju domyśliłem się, gdzie idzie. Nie miałem pojęcia, dlaczego to robię, równie dobrze mógłby zostawić ją bez opieki. Oszukiwała mnie. Przez cały czas mnie oszukiwała. Miałem prawo zwyczajnie całą tę grę olać. A jednak coś mnie do niej ciągnęło.
Zaledwie po kilku minutach zauważyła, że za nią idę. Musiała wiedzieć, że to ja. Zatrzymała się, ale chyba nie miała odwagi się odwrócić i spojrzeć mi prosto w oczy. Torebka wyślizgnęła jej się z dłoni i z głośnym szumem upadła na chodnik. Czekałem, aż się odezwie, ale ona chyba także nie miała pojęcia, co powiedzieć. Między nami stworzyło się swego rodzaju napięcie.
-Możesz się śmiać – wymamrotała zawstydzona dziewczyna jak małe dziecko, które przyłapano na gorącym uczynku – Tak, nie udało mi się. Nie wytrzymałam – słyszałem jak jej głos się załamuje – No powiedz, że jestem zła i fałszywa, przecież wiem, że tak myślisz... – prychnęła. Wtedy zrobiło mi się wstyd. Dotarło do mnie, że to powinno wyglądać zupełnie inaczej, że to ja zawaliłem. A ona miała rację, pomyślałem, że to wszystko jej wina. Ja spieprzyłem. Ona nad tym nie panuje, nie potrafi sobie z tym poradzić. To jest jak uzależnienie.
-Dlaczego? – zapytałem cicho – Dlaczego znowu tam wracasz? Przecież dobrze wiesz, że nie powinnaś... – nie dokończyłem, czułem, że ona wie, co mam na myśli.
-Nie wiem – wymamrotała żałośnie. W tym momencie nie wytrzymała i wybuchła głośnym płaczem – Ja... Ja nie umiem bez tego żyć... Potrzebuję rozrywki, zabawy... Ja... jestem samotna. Odkąd postanowiłam to rzucić, ja...  nie mam nikogo. Ty... Ty nie zrozumiesz, bo ty zawsze będziesz miał przy sobie przyjaciół... Przepraszam, Dave... JA wiem, że ty się starałeś... To na nic... Nigdy się nie uwolnię...
-Przestań – początkowo miałem nie okazywać żadnych ciepłych uczuć, jedynie płonąć chłodem, ale mój plan się nie udał. Serce mnie zabolało, gdy zobaczyłem, że ona płacze. A nie potrafiłem zachowywać się obojętnie wobec zrozpaczonej kobiety. Powoli do niej podszedłem i delikatnie przytuliłem – Przestań tak mówić. Jeszcze nie przegraliśmy tej walki.
-Jak to nie? – wybąkała ona załamana – Dave, czy ty słyszysz, co ja do ciebie mówię?
-Oczywiście, że ciebie słucham – przytaknąłem, zastanawiając się, w jaki sposób mam dodać jej otuchy – Kate, każdy ma wzloty i upadki. Ty na razie miałaś swój pierwszy upadek. Musisz postarać się, żeby nie było kolejnego, rozumiesz? - Ona nieśmiało pokiwała głową. Delikatnie otarłem jej łzy z oczu – Człowiek popełnia błędy, ważne jest to, żeby w  przyszłości ich nie powtarzać.
-Ty... Ty wierzysz, że ja...
-Oczywiście, że tak! – krzyknąłem z entuzjazmem – I ty też powinnaś! Już tobie mówiłem, że czego jak czego, ale wiary to tobie nie powinno zabraknąć! A z tego co widzę ty masz czarne myśli, więc ktoś tu musi myśleć pozytywnie – poklepałem ją po plecach, usiłując choć trochę dodać jej otuchy. To niestety było cholernie trudne, bo to co dzisiaj zrobiła, jeszcze bardziej ją dobiło. Dlatego gdy się rozdzieliliśmy, nie byłem pewien, czy dobrze robię, zostawiając ją samą. W sumie wiedziałem, że teraz powinienem jak najczęściej dotrzymywać jej towarzystwa, bo ona sama o to nie zadba. Wciąż nie mogłem znaleźć tego haczyka, tego czegoś, co powiedziałoby mi, co zrobiłem źle.
-Gdzie je popełniłem błąd? – wyszeptałem, kopiąc pustą puszkę po coli i wpatrując się w jej krążenie po chodniku.
***
-Załatwiłem nam trzy dni wolnego! – z radością rzuciłem się na zdumioną Kate. Być może wyglądało to dwuznacznie, ale nie zamierzałem się tym przejmować. Teraz myślałem jedynie o powodzie mojej rozmowy.
-Zwariowałeś?! – krzyknęła dziewczyna – Ja dopiero zaczęłam tutaj pracować! Co sobie pomyśli o mnie szef?
-Nic sobie nie pomyśli – wzruszyłem ramionami, trochę przygaszony jej wrzaskiem. Zaraz jednak mój entuzjazm wrócił – Kochana, szykuj się na trzydniową wycieczkę!  - zatarłem dłonie z zadowoleniem. Ona tylko jeszcze szerzej otworzyła oczy
-Ale.... Czekaj... Przecież... Ja nie mogę wyjechać...
-Co? Dlaczego? – zapytałem nieco rozczarowany. Właściwie wszystko miałem już dokładnie rozpracowane, cały plan był gotowy. Musiałem tylko namówić ją, żeby się zgodziła. Wiedziałem, że to będzie ta najtrudniejsza część, dlatego zostawiłem ją na sam koniec.
-Bo... bo po prostu nie mogę! Nie zostawię mojego życia na trzy dni!
-Kate, ty właśnie tego potrzebujesz! Musisz na jakiś czas odpocząć, zapomnieć o Montrealu i zaszaleć! Musisz po prostu być sobą i się tego nie wstydzić! Zresztą nie możesz mi odmówić. Wygrałaś zakład. Muszę coś tobie postawić i stawiam tobie wycieczkę. Nie możesz odmówić. Czekam na ciebie o siódmej, stoi?
-Ale Da...
-Czyli stoi! – klasnąłem trzy razy w dłonie, nie dając jej dojść do słowa – To świetnie, bo już wszystko mam zaplanowane. Ale będzie zabawa! – ucieszyłem się. Znowu przejąłem tę samą strategię niedoprowadzenia jej do głosu. Trochę wkurzało mnie to, że nie chciała zgodzić się po dobroci, powinna przecież wiedzieć, że chcę dla niej dobra.
-Okej – dała za wygraną w końcu dziewczyna, chyba także zdenerwowana całą tą sytuacją. Zamilkłem, pozwalając jej powiedzieć to, co tak bardzo chciała mi oznajmić – Pojadę z tobą, tylko zamknij się wreszcie!
Ucieszyłem się tak bardzo, że kompletnie zapomniałem o tej drugiej części zdania. Zacząłem nawijać z jeszcze większym entuzjazmem, podskakując z radością. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że nie powinienem się odzywać. Zamilkłem, chociaż tak naprawdę i tak nie musiałem, bo Kate wcale nie zwracała na mnie uwagi, tylko się śmiała.
Na szczęście szef dłużej nie chciał trzymać mnie w pracy. Chyba także miał mnie już serdecznie dość. Jakoś wcale mnie to nie dziwiło, dzisiaj naprawdę mi odbijało. Do domu leciałem szybciej niż zwykle, miałem tylko pół godziny, żeby wszystko pozałatwiać. Na szczęście mój precyzyjny plan zawierał wszystkie szczególiki. Kate miała czekać na mnie na placu, dokładnie w samym centrum Montrealu. Tymczasem to ja musiałem na nią czekać, bo kiedy zajechałem na parking, jej jeszcze nie było. Zjawiła się punktualnie, od razu wyhaczyłem ją swoim wzrokiem. Ja jednak musiałem wyjść z samochodu, by ona mnie zauważyła.
-David, nie wiedziałam, że masz prawko! – krzyknęła z podziwem, wsiadając do mojego starego grata. Uśmiechnąłem się pod nosem i zapaliłem silnik.
-Bo nie mam – wzruszyłem ramionami, rozglądając się po drodze. Widziałem kątem oka zdumiona minę Kate. Dziewczyna przez moment milczała, chyba nie miała pomysłu na to, co powiedzieć.
-Mogę ci zaufać? – zapytała niepewnie, patrząc jak omal nie potrąciłem przechodzącej kobiety.
-To już pytanie nie do mnie – zachichotałem – Ale powiem ci, że jeszcze nigdy nikogo żywego nie potrąciłem.
-Żywego – powtórzyła dziewczyna, marszcząc brwi – Czyli oni wszyscy już nie żyją?! – zawołała, udając przerażenie. Wybuchnąłem głośnym śmiechem, nawet na ułamek sekundy nie spuszczając wzroku z drogi. Wiedziałem, że mi ufała, dlatego musiałem pokazać, że zasługuję na to zaufanie.
-Skąd ty wziąłeś tę furę? – zapytała. W jej głosie wyczułem żart. Ona śmiała się z mojego wozu. Prychnąłem cicho pod nosem.
-Ciesz się, że w ogóle możesz nią jechać! – wrzasnąłem obrażony – To edycja limitowana! Takiej w Montrealu nie zobaczysz! A następnym razem zanim coś powiesz, to się zastanów, co chcesz mówić, bo teraz twoje życie ode mnie zależy! – zachichotałem – Mogę wszystko więc lepiej trzymaj język za zębami!
Ona roześmiała się głośno, tak głośno, że aż zaraziła mnie swoim śmiechem. Atmosfera w naszym samochodzie była tak bardzo luźna, że aż sam dziwiłem się Kate, która stała mi się tak bliska. Chyba już byliśmy przyjaciółmi.
Na szczęście podczas drogi nie mieliśmy żadnych niespodzianek, a policja nawet nie próbowała nas zatrzymywać. Nie wiem, dlaczego i nie zamierzałem się nad tym zastanawiać. Cieszyłem się, że mogłem bezpiecznie przejechać bez prawka. Robiłem to już tak wiele razy, że właściwie nie bałem się policji. Komisariaty też już zdążyłem wszystkie odwiedzić, błękitni mnie znali, przynajmniej ci z poprzedniej okolicy. Więc nawet gdyby nas złapali, mógłbym z nimi się dogadać.
Ciągle nie mówiłem Kate, gdzie tak naprawdę jedziemy. Powtarzałem cierpliwie, że to niespodzianka. Dlatego była cholernie zdumiona, gdy zaparkowaliśmy przed blokiem.
-Kawałek będziemy musieli się przejść – odparłem dumny z siebie, wyskakując z wozu. Ona z mniejszym entuzjazmem wysiadła. Wiedziałem, że była już tym  wszystkim zmęczona, ale wiedziałem również, że ten cudny widok doda jej energii do zabawy. Mi zawsze dodawał, chociaż dojeżdżałem tutaj właściwie z drugiego końca Kanady. I co roku przyrzekałem sobie, że tutaj wrócę.
-Gdzie ty mnie ciągniesz?! – piszczała dziewczyna, kiedy otworzyłem bagażnik i wyciągnąłem z niego wielką torbę.

-Zaczekałaś tyle godzin, to jeszcze połowa nie zrobi ci różnicy – wystawiłem jej język. Ona tylko prychnęła cicho, udając obrażoną. Jeszcze raz sprawdziłem, czy wszystko dokładnie zamknąłem i wyruszyliśmy. Przez cały czas ona błagała mnie, bym powiedział, gdzie idziemy. Ja tylko się z niej śmiałem, a szczególnie z jej zdumienia przez zmianę krajobrazu. Przez kilka pierwszych minut szliśmy jeszcze przez obrzeża miasta, potem weszliśmy w jakiś las, a na końcu wędrowaliśmy przez pole. Kate chyba specjalnie narzekała, żebym się ugiął. Ale ja nie puściłem pary z ust. Kiedy i ona usłyszała te niesamowite dźwięki strun i perkusji, zrozumiała, gdzie pędzimy. Czułem, że w głębi serca się cieszy, choć udawała, że nadal jest obrażona. Zauważyłem, że coś zaczęło ją gnębić. 

1 komentarz:

  1. oh... jaki David romantyczny :D

    Dobrze, że pomaga Kate... tylko, żeby przez tę znajomość nie popsuła się miłość Davida i Pat.

    Co ten Dave kombinuje? :D
    Mam tylko nadzieję, że Pat naprawdę nie ma powodów do zazdrości...

    OdpowiedzUsuń