sobota, 29 czerwca 2013

PART XXIX

NARRACJA PIERRE’A
Kolejna kłótnia z Marie nie wróżyła szczególnie dobrej przyszłości naszego związku. Znowu przeklinałem siebie za to, że nie potrafiłem ugryźć się w język. W końcu kochamy się i powinniśmy się wspierać. Ale ja nie mogłem przeżyć tego, że ona naprawdę chce iść na studia, chce mnie tu zostawić. Ja wiem, że nasza miłość przetrwałaby tę rozłąkę, ale bałem się. Cholernie bałem się, że ją stracę, że ona nie wytrzyma i z kimś się prześpi, a potem będzie to ukrywała. A nie chciałbym, żeby tak się to skończyło.
Ze złością kopnąłem leżący w pobliżu kamień. Ten z głośnym pluskiem wylądował w niewielkim stawie. Zatrzymałem się i schowałem twarz w dłoniach. Nie chciałem się kłócić. Ja tak bardzo nie chciałem się kłócić, a czułem, że ona podjęła już decyzję, w końcu wysłała już te papiery do uczelni. A ja mogłem jedynie stać i przyglądać się temu wszystkiemu z zaciśniętymi pięściami. ona nawet nie zapytała się o moją opinię. To chyba najbardziej mnie zabolało. Moje zdanie nie ma dla niej żadnego znaczenia. Po prostu mnie olewa.
Rozejrzałem się, gdy dotarło do mnie, że słyszę czyiś płacz. Na początku to zignorowałem, dopiero po chwili dotarło do mnie, że znam osobę, która skulona siedzi na ławce. Przez moment się zawahałem, nie wiedziałem, czy mam podejść, czy raczej ona potrzebuje spokoju. W końcu postanowiłem zagadać chociażby po to, żeby dowiedzieć się, o co chodzi.
-Cześć, Pat! – przywitałem się wesoło, chcąc zarazić ją swoją radością. Tak jak przypuszczałem to w ogóle nie podziałało. Ona spojrzała na mnie swoimi smutnymi oczyma i ponownie wybuchnęła głośnym płaczem. Nieśmiało przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem. Czułem, że teraz ona musi mi się wypłakać, dopiero potem  będzie w stanie mi się wyżalić. Jeszcze nigdy nie widziałem jej w takim stanie. Zwykle rozpromieniona i wesoła Pat nie mogła być tą dziewczyną, na którą patrzyłem. Nie wiedziałem, co Dave jej zrobił, ale jeśli to on doprowadził dziewczynę do takiego stanu, to nie zamierzałem mu podarować.
-Dave... On... On chyba mnie zdradza...  – wyszlochała przez łzy Pat i z powrotem wtuliła się w moją pierś. Przekląłem w duchu mojego kumpla. Przeczuwałem, że to wszystko przez niego. Ale nie odzywałem się, chociaż miałem ochotę powiedzieć parę słów. Postanowiłem dać wypowiedzieć się swojej przyjaciółce – Słuchaj, Pierre... Ja już w ogóle go nie widuję... – szlochała z beznadzieją w głosie – Czuję, że go tracę... Gdy czasem go odwiedzę w pracy, zawsze przy nim jest Kate... Czuję, że on mnie zdradza... – dziewczyna ponownie wybuchnęła głośnym płaczem. Jeszcze mocniej ją przytuliłem, wiedziałem, że potrzebuje wsparcia. To dla niej musiał być naprawdę trudny okres. Spędzaliśmy z chłopakami strasznie dużo czasu, chcieliśmy nagrać w końcu demo piosenek, żeby powysyłać je po wytwórniach. Poza tym Dave miał pracę, to także zabierało mu mnóstwo czasu. Mi też wspominał o Kate, ale ja próbowałem namówić go, żeby dał sobie spokój, bo inaczej będą z tego kłopoty, jednak czułem, że to go nie przekona. Postanowiłem pomóc Pat i trochę powęszyć w sprawie Dave’a. Nie zamierzałem nic mówić o swoich domysłach dziewczynie. Nie chciałem jej dobijać, bo i tak wyglądała fatalnie.  
-Nie martw się – próbowałem jakoś ją pocieszyć – Na pewno trochę przesadzasz, ja też nie mam zbyt wiele czasu dla Marie, wiesz, że pracujemy nad demówką. A Kate to przecież tylko koleżanka, przecież wiesz, że nie zostawiłby takiej świetnej dziewczyny jak ty! – wmawiałem jej, starając się, by brzmiało to pewnie, bo ja sam nie wiedziałem, czy to co mówię, jest prawdą. Ale i tak zamierzałem ochrzanić blondyna za to, że za mało uwagi poświęca Pat. Przecież nagrywanie płyty wcale go z tego nie zwalnia. Westchnąłem cicho, wsłuchując się w kolejne zażalenia dziewczyny. Ciągle powtarzałem jej, że Dave taki nie jest, że głupota do niego pasuje, ale nie aż tak wielka. Nie miałem pojęcia, czy to ją przekonuje, ale nie mogłem ni stąd n i zowąd zacząć oczerniać kumpla, w końcu Dave to dalej mój najlepszy przyjaciel, czego by nie zrobił, ja zawsze będę przy nim. Dlatego musiałem z nim poważnie porozmawiać.

NARRACJA DAVE’A
Jak zwykle spóźniony biegłem w stronę domu Chuck’a. Kątem oka zerknąłem na jeden z ozdabiających zegarów montrealskich. Odetchnąłem z ulgą i zwolniłem nieco. 10 minut to jeszcze nie tak źle. W końcu miałem już o wiele gorsze problemy z czasem i chłopaki mnie jeszcze nie zabili, więc teraz też chyba jakoś uda mi się przeżyć. A przecież to nie moja wina, że szef znowu kazał mi wysprzątać całą restaurację na błysk. Oczywiście Kate mi pomogła, zresztą jak zwykle, chociaż głośno protestowałem. Uważałem, że się przemęcza, po swojej zmianie była zwykle tak bardzo  padnięta, że ledwo trzymała się na nogach. A nie chciałem, by przeze mnie stała jej się krzywda. W końcu to ja wkręciłem ją w tę pracę.
Z daleko widziałem już tak dobrze znany sobie dach. Przyspieszyłem nieco, znowu obawiając się reakcji chłopaków. Po chwili wszedłem do garażu Chucka, gdzie urządziliśmy sobie małe studio. Sporo się tu zmieniło, odkąd pierwszy raz przekroczyłem próg tego miejsca. Przede wszystkim stało tu więcej instrumentów i więcej kabli. No i stać było nas na zakup komputera.
Trochę zaskoczyła mnie ta pustka, gdy znalazłem się w środku. Spodziewałem się, że kumple od razu rzucą się na mnie z pretensjami, tak jak zwykle to robili, ale na kanapie siedział jedynie Pierre.
-Wyszli po picie – odpowiedział na moje pytające spojrzenie – Powiedzieli, że i tak nie przyjdziesz szybciej niż za pół godziny. Ale to dobrze, będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
Jego ton był tak bardzo poważny, że aż byłem zdumiony. Pierre zwykle robił sobie ze wszystkiego jaja,  gdybym poznał go teraz, nie przypuszczałbym, że on kiedykolwiek potrafi być poważny. Ale ja znałem jego przeszłość i pamiętałem, jak się zachowywał, zanim zdołał w końcu nam zaufać. Już dawno taki chłód nie witał na jego twarzy.
-Dave, w co ty do cholery grasz? – zapytał spokojnie, wpatrując się w moje oczy. Usiadłem na kanapie, zastanawiając się, co ja znowu mogłem spaprać.
-Czasami gram z siostrą w monopoly – prychnąłem, on jednak nie parsknął śmiechem.
-Przestań sobie robić jaja, to nie pora na żarty – warknął tak ostro, że aż się go przestraszyłem.
-Więc wyjaśnij mi, o co ci chodzi – odparłem swobodnie. On przez moment się we mnie wpatrywał, chyba nie dowierzając, a ja coraz bardziej się denerwowałem.
-Naprawdę nie widzisz, co robisz?
-Widzę. Teraz marnuję czas na rozmowę z tobą – prychnąłem po raz drugi, dopiero po fakcie wyczuwając, że przekroczyłem jakąś granicę. On jednak się tym nie przejął, tylko moją głupotą. Załamany złapał się za głowę.
-stary... Jesteś ślepy jak kret.
-Ej! – warknąłem obrażony – Może mój wzrok nie jest tak dobry jak twój, ale...
-To była przenośnia! – jęknął brunet, ponownie łapiąc się za głowę.
-Dobra – machnąłem dłonią – Przejdźmy do rzeczy, a nie mącisz i mącisz...
-Spotkałem wczoraj Pat – zaczął chłodno Pierre – Ona płakała, Dave.
Coś w sercu lekko mnie zakuło. Chyba trochę zazdrościłem brunetowi, że to on mógł pomóc mojej dziewczynie. Z drugiej strony zastanawiałem się, dlaczego ja nic nie zauważyłem. Przecież ona co chwilę wpadała do mojej roboty, przecież my razem rozmawialiśmy. Zachowywała się normalnie, nie widziałem, by coś ją gnębiło. Tymczasem coś musiało ją dręczyć, skoro płakała. Tylko dlaczego o niczym mi nie powiedziała? Nie ufa mi?
-David, o co chodzi z Kate? – dopytywał się brunet. Spojrzałem na niego szeroko otwartymi oczyma, zastanawiając się, skąd to pytanie. W ogóle nie rozumiałem logiki tej rozmowy. Co ma Kate do Pat?
-O nic. Kolegujemy się z Kate – wysyczałem, trochę niezadowolony, że Pierre się w to miesza. Czułem, że nie przepada za tą dziewczyną, że nadal nie pozbył się jej szkolnego wizerunku – Ona jest tylko kolezanką, która poprosiła mnie o pomoc.
-Pat się boi – znowu zmienił temat Bouvier – Pat się boi, że Kate odbije ciebie.
Słysząc słowa Pierre’a wybuchnąłem głośnym śmiechem, jednocześnie czując wielka ulgę. Kasztanowe oczy bruneta zdawały się dziwić moim zachowaniem, zresztą jak zwykle.  Cholernie się bałem, że Pat coś się stało i nie chciała mnie martwić, dlatego nic mi nie mówiła. A ona po prostu przejmowała się taką głupotą.
-Dave, to nie jest śmieszne! – burknął wkurzony Pierre, zaciskając pięści – skoro ona się martwi, to chyba ma jakieś powody, co?
-Pierre, nie osłabiaj mnie! – krzyknąłem – Przecież znasz mnie nie od dzisiaj! Wiesz, że nie zrobiłbym tego Pat! Jasna cholera, przecież ja ją kocham! Naprawdę uważasz mnie za aż takiego gnoja?
-Nie uważam cię za żadnego gnoja, tylko wiem, jak galerianki potrafią zamieszać w głowie. Ostrzegam cię, lepiej uważaj na Kate. Nie będę ci mówił, żebyś ją porzucił, bo wiem, że tego nie zrobisz, ale pilnuj Pat, bo ona widzi, że coś się dzieje. Proszę cię, lepiej otwórz oczy.
-Spokojnie, Pie – uśmiechnąłem się – Ja wiem, co robię i panuje nad sytuacją. Znam granice między przyjaźnią a miłością. Naprawdę i ty, i Pat nie macie o co się martwić. Nie zamierzam zniszczyć tego, co jest między nami. Ale nie chce też zostawić Kate na lodzie, obiecałem jej, że ją z tego wyciągnę i dotrzymam obietnicy.
-No ja mam nadzieję – wymamrotał chłopak pod nosem, chyba nie do końca przekonany moimi argumentami – Słuchaj, ja znam Kate bardzo dobrze, wiem, że ona...
-Przestań – przerwałem mu – Przestań, to przeszłość. Teraz ona jest już inną dziewczyną.
-Okej – brunet wzruszył ramionami – Nie zamierzam włazić tobie z buciorami w życie. Ale pamiętaj, że są tacy ludzie, dla których czyjeś zaufanie jest niczym.

-Dzięki za radę. I za to, że powiedziałeś mi o Pat – dodałem po chwili namysłu – Chyba rzeczywiście powinienem spędzać z nią trochę więcej czasu – powiedziałem bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, dręcząc brodę. Zamierzałem jeszcze dzisiaj porozmawiać ze swoją dziewczyną. Podejrzewałem, że ona zaczyna wątpić w to, że ją kocham. Nie mogłem tego pozostawić. Zależało mi na niej, cholernie mi na niej zależało. Bo po raz pierwszy naprawdę czułem, że ktoś mnie rozumie, po raz pierwszy jakaś dziewczyna sprawiła, że straciłem dla niej głowę. Chociaż chłopaki ciągle powtarzali mi, że aby stracić głowę, najpierw trzeba ją mieć. 

1 komentarz:

  1. No ja mam nadzieję, że David dotrzyma słowa!!! Jeśli zdradziłby Pat to Bouvier nieźle dałby mu popalić!
    No i żeby Pierre dogadał się z Marie :)

    "Aby stracić głowę, najpierw trzeba ją mieć"
    hahaha :D mój ulubiony fragment <3

    OdpowiedzUsuń