NARRACJA PIERRE’A
Kolejna kłótnia z Marie nie wróżyła szczególnie dobrej
przyszłości naszego związku. Znowu przeklinałem siebie za to, że nie potrafiłem
ugryźć się w język. W końcu kochamy się i powinniśmy się wspierać. Ale ja nie
mogłem przeżyć tego, że ona naprawdę chce iść na studia, chce mnie tu zostawić.
Ja wiem, że nasza miłość przetrwałaby tę rozłąkę, ale bałem się. Cholernie
bałem się, że ją stracę, że ona nie wytrzyma i z kimś się prześpi, a potem będzie
to ukrywała. A nie chciałbym, żeby tak się to skończyło.
Ze złością kopnąłem leżący w pobliżu kamień. Ten z
głośnym pluskiem wylądował w niewielkim stawie. Zatrzymałem się i schowałem
twarz w dłoniach. Nie chciałem się kłócić. Ja tak bardzo nie chciałem się
kłócić, a czułem, że ona podjęła już decyzję, w końcu wysłała już te papiery do
uczelni. A ja mogłem jedynie stać i przyglądać się temu wszystkiemu z
zaciśniętymi pięściami. ona nawet nie zapytała się o moją opinię. To chyba
najbardziej mnie zabolało. Moje zdanie nie ma dla niej żadnego znaczenia. Po
prostu mnie olewa.
Rozejrzałem się, gdy dotarło do mnie, że słyszę czyiś
płacz. Na początku to zignorowałem, dopiero po chwili dotarło do mnie, że znam osobę,
która skulona siedzi na ławce. Przez moment się zawahałem, nie wiedziałem, czy
mam podejść, czy raczej ona potrzebuje spokoju. W końcu postanowiłem zagadać
chociażby po to, żeby dowiedzieć się, o co chodzi.
-Cześć, Pat! – przywitałem się wesoło, chcąc zarazić ją
swoją radością. Tak jak przypuszczałem to w ogóle nie podziałało. Ona spojrzała
na mnie swoimi smutnymi oczyma i ponownie wybuchnęła głośnym płaczem. Nieśmiało
przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem. Czułem, że teraz ona musi mi się
wypłakać, dopiero potem będzie w stanie
mi się wyżalić. Jeszcze nigdy nie widziałem jej w takim stanie. Zwykle
rozpromieniona i wesoła Pat nie mogła być tą dziewczyną, na którą patrzyłem. Nie
wiedziałem, co Dave jej zrobił, ale jeśli to on doprowadził dziewczynę do
takiego stanu, to nie zamierzałem mu podarować.
-Dave... On... On chyba mnie zdradza... – wyszlochała przez łzy Pat i z powrotem
wtuliła się w moją pierś. Przekląłem w duchu mojego kumpla. Przeczuwałem, że to
wszystko przez niego. Ale nie odzywałem się, chociaż miałem ochotę powiedzieć
parę słów. Postanowiłem dać wypowiedzieć się swojej przyjaciółce – Słuchaj,
Pierre... Ja już w ogóle go nie widuję... – szlochała z beznadzieją w głosie –
Czuję, że go tracę... Gdy czasem go odwiedzę w pracy, zawsze przy nim jest
Kate... Czuję, że on mnie zdradza... – dziewczyna ponownie wybuchnęła głośnym
płaczem. Jeszcze mocniej ją przytuliłem, wiedziałem, że potrzebuje wsparcia. To
dla niej musiał być naprawdę trudny okres. Spędzaliśmy z chłopakami strasznie
dużo czasu, chcieliśmy nagrać w końcu demo piosenek, żeby powysyłać je po
wytwórniach. Poza tym Dave miał pracę, to także zabierało mu mnóstwo czasu. Mi
też wspominał o Kate, ale ja próbowałem namówić go, żeby dał sobie spokój, bo inaczej
będą z tego kłopoty, jednak czułem, że to go nie przekona. Postanowiłem pomóc
Pat i trochę powęszyć w sprawie Dave’a. Nie zamierzałem nic mówić o swoich
domysłach dziewczynie. Nie chciałem jej dobijać, bo i tak wyglądała fatalnie.
-Nie martw się – próbowałem jakoś ją pocieszyć – Na pewno
trochę przesadzasz, ja też nie mam zbyt wiele czasu dla Marie, wiesz, że
pracujemy nad demówką. A Kate to przecież tylko koleżanka, przecież wiesz, że
nie zostawiłby takiej świetnej dziewczyny jak ty! – wmawiałem jej, starając
się, by brzmiało to pewnie, bo ja sam nie wiedziałem, czy to co mówię, jest
prawdą. Ale i tak zamierzałem ochrzanić blondyna za to, że za mało uwagi
poświęca Pat. Przecież nagrywanie płyty wcale go z tego nie zwalnia.
Westchnąłem cicho, wsłuchując się w kolejne zażalenia dziewczyny. Ciągle powtarzałem
jej, że Dave taki nie jest, że głupota do niego pasuje, ale nie aż tak wielka.
Nie miałem pojęcia, czy to ją przekonuje, ale nie mogłem ni stąd n i zowąd
zacząć oczerniać kumpla, w końcu Dave to dalej mój najlepszy przyjaciel, czego
by nie zrobił, ja zawsze będę przy nim. Dlatego musiałem z nim poważnie
porozmawiać.
NARRACJA DAVE’A
Jak zwykle spóźniony biegłem w stronę domu Chuck’a. Kątem
oka zerknąłem na jeden z ozdabiających zegarów montrealskich. Odetchnąłem z
ulgą i zwolniłem nieco. 10 minut to jeszcze nie tak źle. W końcu miałem już o
wiele gorsze problemy z czasem i chłopaki mnie jeszcze nie zabili, więc teraz
też chyba jakoś uda mi się przeżyć. A przecież to nie moja wina, że szef znowu
kazał mi wysprzątać całą restaurację na błysk. Oczywiście Kate mi pomogła, zresztą
jak zwykle, chociaż głośno protestowałem. Uważałem, że się przemęcza, po swojej
zmianie była zwykle tak bardzo padnięta,
że ledwo trzymała się na nogach. A nie chciałem, by przeze mnie stała jej się
krzywda. W końcu to ja wkręciłem ją w tę pracę.
Z daleko widziałem już tak dobrze znany sobie dach.
Przyspieszyłem nieco, znowu obawiając się reakcji chłopaków. Po chwili wszedłem
do garażu Chucka, gdzie urządziliśmy sobie małe studio. Sporo się tu zmieniło,
odkąd pierwszy raz przekroczyłem próg tego miejsca. Przede wszystkim stało tu
więcej instrumentów i więcej kabli. No i stać było nas na zakup komputera.
Trochę zaskoczyła mnie ta pustka, gdy znalazłem się w środku.
Spodziewałem się, że kumple od razu rzucą się na mnie z pretensjami, tak jak
zwykle to robili, ale na kanapie siedział jedynie Pierre.
-Wyszli po picie – odpowiedział na moje pytające
spojrzenie – Powiedzieli, że i tak nie przyjdziesz szybciej niż za pół godziny.
Ale to dobrze, będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
Jego ton był tak bardzo poważny, że aż byłem zdumiony.
Pierre zwykle robił sobie ze wszystkiego jaja, gdybym poznał go teraz, nie przypuszczałbym,
że on kiedykolwiek potrafi być poważny. Ale ja znałem jego przeszłość i
pamiętałem, jak się zachowywał, zanim zdołał w końcu nam zaufać. Już dawno taki
chłód nie witał na jego twarzy.
-Dave, w co ty do cholery grasz? – zapytał spokojnie,
wpatrując się w moje oczy. Usiadłem na kanapie, zastanawiając się, co ja znowu
mogłem spaprać.
-Czasami gram z siostrą w monopoly – prychnąłem, on
jednak nie parsknął śmiechem.
-Przestań sobie robić jaja, to nie pora na żarty –
warknął tak ostro, że aż się go przestraszyłem.
-Więc wyjaśnij mi, o co ci chodzi – odparłem swobodnie.
On przez moment się we mnie wpatrywał, chyba nie dowierzając, a ja coraz
bardziej się denerwowałem.
-Naprawdę nie widzisz, co robisz?
-Widzę. Teraz marnuję czas na rozmowę z tobą – prychnąłem
po raz drugi, dopiero po fakcie wyczuwając, że przekroczyłem jakąś granicę. On
jednak się tym nie przejął, tylko moją głupotą. Załamany złapał się za głowę.
-stary... Jesteś ślepy jak kret.
-Ej! – warknąłem obrażony – Może mój wzrok nie jest tak
dobry jak twój, ale...
-To była przenośnia! – jęknął brunet, ponownie łapiąc się
za głowę.
-Dobra – machnąłem dłonią – Przejdźmy do rzeczy, a nie
mącisz i mącisz...
-Spotkałem wczoraj Pat – zaczął chłodno Pierre – Ona
płakała, Dave.
Coś w sercu lekko mnie zakuło. Chyba trochę zazdrościłem
brunetowi, że to on mógł pomóc mojej dziewczynie. Z drugiej strony
zastanawiałem się, dlaczego ja nic nie zauważyłem. Przecież ona co chwilę wpadała
do mojej roboty, przecież my razem rozmawialiśmy. Zachowywała się normalnie,
nie widziałem, by coś ją gnębiło. Tymczasem coś musiało ją dręczyć, skoro
płakała. Tylko dlaczego o niczym mi nie powiedziała? Nie ufa mi?
-David, o co chodzi z Kate? – dopytywał się brunet.
Spojrzałem na niego szeroko otwartymi oczyma, zastanawiając się, skąd to
pytanie. W ogóle nie rozumiałem logiki tej rozmowy. Co ma Kate do Pat?
-O nic. Kolegujemy się z Kate – wysyczałem, trochę
niezadowolony, że Pierre się w to miesza. Czułem, że nie przepada za tą
dziewczyną, że nadal nie pozbył się jej szkolnego wizerunku – Ona jest tylko
kolezanką, która poprosiła mnie o pomoc.
-Pat się boi – znowu zmienił temat Bouvier – Pat się boi,
że Kate odbije ciebie.
Słysząc słowa Pierre’a wybuchnąłem głośnym śmiechem,
jednocześnie czując wielka ulgę. Kasztanowe oczy bruneta zdawały się dziwić
moim zachowaniem, zresztą jak zwykle.
Cholernie się bałem, że Pat coś się stało i nie chciała mnie martwić, dlatego
nic mi nie mówiła. A ona po prostu przejmowała się taką głupotą.
-Dave, to nie jest śmieszne! – burknął wkurzony Pierre,
zaciskając pięści – skoro ona się martwi, to chyba ma jakieś powody, co?
-Pierre, nie osłabiaj mnie! – krzyknąłem – Przecież znasz
mnie nie od dzisiaj! Wiesz, że nie zrobiłbym tego Pat! Jasna cholera, przecież
ja ją kocham! Naprawdę uważasz mnie za aż takiego gnoja?
-Nie uważam cię za żadnego gnoja, tylko wiem, jak
galerianki potrafią zamieszać w głowie. Ostrzegam cię, lepiej uważaj na Kate.
Nie będę ci mówił, żebyś ją porzucił, bo wiem, że tego nie zrobisz, ale pilnuj
Pat, bo ona widzi, że coś się dzieje. Proszę cię, lepiej otwórz oczy.
-Spokojnie, Pie – uśmiechnąłem się – Ja wiem, co robię i
panuje nad sytuacją. Znam granice między przyjaźnią a miłością. Naprawdę i ty,
i Pat nie macie o co się martwić. Nie zamierzam zniszczyć tego, co jest między
nami. Ale nie chce też zostawić Kate na lodzie, obiecałem jej, że ją z tego
wyciągnę i dotrzymam obietnicy.
-No ja mam nadzieję – wymamrotał chłopak pod nosem, chyba
nie do końca przekonany moimi argumentami – Słuchaj, ja znam Kate bardzo
dobrze, wiem, że ona...
-Przestań – przerwałem mu – Przestań, to przeszłość.
Teraz ona jest już inną dziewczyną.
-Okej – brunet wzruszył ramionami – Nie zamierzam włazić
tobie z buciorami w życie. Ale pamiętaj, że są tacy ludzie, dla których czyjeś
zaufanie jest niczym.
-Dzięki za radę. I za to, że powiedziałeś mi o Pat –
dodałem po chwili namysłu – Chyba rzeczywiście powinienem spędzać z nią trochę
więcej czasu – powiedziałem bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego,
dręcząc brodę. Zamierzałem jeszcze dzisiaj porozmawiać ze swoją dziewczyną.
Podejrzewałem, że ona zaczyna wątpić w to, że ją kocham. Nie mogłem tego
pozostawić. Zależało mi na niej, cholernie mi na niej zależało. Bo po raz
pierwszy naprawdę czułem, że ktoś mnie rozumie, po raz pierwszy jakaś
dziewczyna sprawiła, że straciłem dla niej głowę. Chociaż chłopaki ciągle
powtarzali mi, że aby stracić głowę, najpierw trzeba ją mieć.
No ja mam nadzieję, że David dotrzyma słowa!!! Jeśli zdradziłby Pat to Bouvier nieźle dałby mu popalić!
OdpowiedzUsuńNo i żeby Pierre dogadał się z Marie :)
"Aby stracić głowę, najpierw trzeba ją mieć"
hahaha :D mój ulubiony fragment <3