niedziela, 23 czerwca 2013

PART XXVIII

-DESROSIERS! Znowu spóźniony! – warknął mój szef jak zwykle – Czy ty kiedyś przyjdziesz punktualnie do pracy?!
-Kiedyś na pewno się zdarzy – zachichotałem – Ale chyba musiałbym nastawić budzik na godzinę wcześniej, a ciągle o tym zapominam...
-Nie kazałem ci odpowiadać! – krzyknął mężczyzna po raz drugi, ale zauważyłem, że już się uśmiechał pod nosem. Nie byłby w stanie mnie wyrzucić, bo jestem zbyt dobrym pracownikiem. Nie dlatego, że wszystko dokładnie robię, bo najczęściej to nic nie robię poza bieganiem wśród klientów, a raczej dlatego, że mam poczucie humoru, które przyciąga ludzi.
-Zostajesz dzisiaj po godzinach – rozkazał, wracając do swojej powagi – Posprzątasz restaurację.
Jęknąłem cicho, ale na moje nieszczęście on to usłyszał – No cóż, trzeba było nauczyć się ustawiać dobrze budzik. Jesteś gorszym pracownikiem niż te wszystkie panienki, które przed jakimkolwiek wyjściem muszą stroić się przez pół godziny.
Marudząc cicho pod nosem, wróciłem za kasę. Dzisiaj była sobota, a to oznaczało niemałe tłumy, bo w weekendy ludzie chętniej tu chadzają. Już o poranku zauważyłem, że ten dzień będzie szalony. Wszyscy biegaliśmy jak głupi, przy kasach właściwie nikt nie stał. Każdy mógł wyciągnąć sobie stamtąd pieniądze przez naszą nieuwagę. Na szczęście nikomu nie przyszło to do głowy. Później było już tylko gorzej. Dwoiliśmy się i troiliśmy, żeby zdążyć, a i tak było nas za mało.
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc? – wyrecytowałem ze sztucznie przyklejonym, uśmiechem, gotów do zapisania zamówienia.
-Ty dobrze wiesz, w czym! – usłyszałem głos Kate.
-Cześć! – krzyknąłem zaskoczony, ale także i rozweselony. Natychmiast zapomniałem o swoich obowiązkach i usiadłem naprzeciwko niej – Jak fajnie, że przyszłaś...
-No nie wiem, czy tak fajnie – wymamrotała dziewczyna jak zwykle pesymistycznie nastawiona do wszystkiego wokół – David, naprawdę myślisz, że to się może udać? – zapytała, w jej głosie usłyszałem zwątpienie.
-Oczywiście że tak – potwierdziłem, bardzo pewny siebie – Ty się także nie wahasz, prawda?
-Szczerze to...
-Świetnie, ze nie! – klasnąłem w dłonie – Wiara to jest akurat to, czego najbardziej nam potrzeba, dlatego ważne, żeby nam jej nie zabrakło, rozumiesz? – ona pokiwała głową, ale szczerze mówiąc nie przekonała mnie tym. Westchnąłem cicho – Słuchaj Kate, samo to, że tu przyszłaś, to już wielki wyczyn. To znaczy, że chcesz walczyć. Może ty tego nie widzisz, ale ja widzę...
-DESROSIERS! – jak na rozkaz się zerwałem – Desrosiers, a ty sobie piknik urządzasz, czy jak? Do roboty!
-Cholera! – jęknąłem – Znowu ja! Przepraszam cię na chwilę... – ona tylko po raz kolejny ze zrozumieniem pokiwała głową. Rzuciłem się w stronę wchodzących ludzi, proponując im pomoc. Pech chciał, że moment trwał trochę dłużej niż myślałem, bo przez jakąś godzinę. Ale Kate ciągle czekała na mnie cierpliwie.
-W końcu! – z ulgą usiadłem, a raczej rzuciłem się na krzesełko stojące naprzeciwko niej – Ta praca mnie kiedyś wykończy... – jęknąłem, rozmasowując sobie ręce – Nawet nie ma tutaj smacznych bananów, więc nie można podjeść... Ale za to mam darmowe shaki. Chcesz?
-Nie...
-To i tak ci załatwię – zerwałem się ochoczo i zanim zdążyłem wysłuchać, co ona ma mi do powiedzenia, ruszyłem ku kasie. Wszedłem za bar, chwyciłem duży kubek i nalałem sobie shaka czekoladowego z nadzieją, że Kate nie ma uczulenia na czekoladę.
-Ty, blondas, tylko nie zapomnij zapłacić, tak jak ostatnio, przedostatnio i przed... - pogroził mi palcem jeden z kumpli.
-Nie martw się, tym razem wziąłem ze sobą kasę – skłamałem, uśmiechając się szeroko. On chyba od razu to wyczuł, ale na mój urok osobisty nie było mocnych.
-Proszę! – z dumą postawiłem przed dziewczyną shaka. Ona przez moment przyglądała się kubkowi – Spokojnie – zachichotałem – Ładnych kobiet nie truję!
-A skąd mam mieć pewność, że według ciebie jestem ładna? – zapytała ona, unosząc jedną brew do góry.
-Bo nie ma brzydkich kobiet – wzruszyłem ramionami.
-Nieprawda – zaprzeczyła, wkładając sobie słonkę do buzi.
-Prawda – prychnąłem.
-Nie – odparła po krótkiej ciszy, podczas której piła shaka – Czekoladowy?
-Tak – potwierdziłem, uśmiechając się szeroko – I nie kłóć się ze mną w sprawach kobiet, bo ja wiem więcej na ten temat niż ty, rozumiemy się? – zauważyłem, ze ona otwiera usta, by dalej się ze mną sprzeczać, ale zdążyłem temu zapobiec – To naprawdę świetnie, że się rozumiemy, nie lubię kłócić się o takie głupoty. Swoją drogą to skandal, że są shaki czekoladowe i waniliowe, a nie ma innych smaków, na przykład bananowych! – na znak buntu skrzyżowałem ramiona na piersiach. Zaciekawił mnie jej trochę zdumiony wzrok. Co ją we mnie mogło tak zainteresować? Przez chwilę myślałem, że to coś za mną, ale kiedy się rozejrzałem, nikogo nie zobaczyłem. Podrapałem się po głowie - Naprawdę jestem aż tak dziwny?
-Nie da się ukryć – zachichotała ona, chociaż ja nawet nie wiedziałem, czy na moje pytanie, bo nie miałem pojęcia, czy w ogóle zadałem je na głos – Ty powinieneś siedzieć w klatce z napisem „niecodzienny gatunek”!
-Hmm... – zamyśliłem się na chwilę – W sumie jakby mi dali dużo bananów, to czemu nie...
-Desrosiers, czy ja tobie już dzisiaj nie zwracałem uwagi? – głos mojego szefa ponownie przywołał moje ego do porządku. Chyba jednak dzisiaj nie uda mi się porozmawiać z Kate.
-Nawet dwa razy! – przypomniałem mu ochoczo – Już zabieram się do pracy! Słuchaj... – zwróciłem się do dziewczyny – Raczej...
-Przydałaby się wam jeszcze jedna para rąk, prawda? – zapytała – Jasne, wracaj do roboty, ja bym nie chciała mieć do czynienia z pięściami twojego szefa.
-Dobra, wracam – wymamrotałem, leniwie wstając – Żebyś wiedziała, że przydałaby mi się – westchnąłem – Długo tak w trójkę nie pociągniemy. A szef i tak twierdzi, że jest tu nas za dużo. Na razie musimy sobie radzić...
-Dave, a może ja bym ci pomogła, co? – zapytała nieśmiało – I tak nie mam co robić, a na spotkanie z dziewczynami tez jakoś nie mam ochoty...
-Nie! – krzyknąłem przestraszony – W ogóle nie ma takiej możliwości! Nie będziesz za mnie pracować!
-Przestań, no jasne, że nie będę za ciebie pracować! Ja tylko troszeczkę tobie pomogę!
-Nie, nie, nie! Nie przyszłaś tutaj po to, żeby cokolwiek robić!
-to co, mam przez cały czas siedzieć i się nudzić? – spojrzała na mnie błagalnie. Zaczynałem mięknąć – No Dave! Ja będę zbierać zamówienia, a ty je realizować! Będziemy zgranym duetem! No ej, mojej prośby nie spełnisz? – zapytała w taki sposób, że nie potrafiłem odmówić. Machnąłem lekceważąco dłonią.
-Tylko mi nie marudź potem, że stopy cię bolą! – pogroziłem wciąż jednak z niewielką nadzieją na to, że ona się rozmyśli. Ale dziewczyna wstała równie szybko jak ja.
W rzeczywiście musiałem przyznać jej rację, we dwójkę szło nam znacznie szybciej. Ona chodziła po klientach i zbierała zamówienia, a ja je realizowałem. Mieliśmy przy tym naprawdę sporo zabawy, śmialiśmy się nawet z najzwyklejszych na świecie frytek. Przy okazji to nas do siebie zbliżyło. Akurat na tym najbardziej mi zależało, bo taki był mój plan. Ona musiała nam zaufać, musiała zapomnieć o tym, z czym walczy. Wtedy wszystko byłoby prostsze.
-co podać? – wydarła się Kate z końca McDonalda. Akurat zdołałem się z kimś zamienić na kasę i razem z dziewczyną urządziliśmy wyścigi. Biliśmy się o niemal każdego klienta.
-To niesprawiedliwe, koleżanko! – wrzasnąłem, biegnąc już w stronę osoby, która właśnie wparowała do środka. Kątem oka zauważyłem, jak roześmiana dziewczyna już biegnie w moją stronę – Dzień dobry, w czym mogę pomóc? – zapytałem i wtedy zobaczyłem, że przecież bardzo dobrze znam tę osobę – Pati! – ucieszyłem się, natychmiast przyciągając do siebie swoją dziewczynę i przytulając, a następnie całując w czoło.
-Akurat przechodziłam obok i tak mi serducho zabiło, że musiałam ciebie zobaczyć – wytłumaczyła radośnie. Chwyciłem jej dłoń i pociągnąłem w stronę wolnego stolika. Siedzieliśmy oboje przez dłuższy czas, ona z przejęciem opowiadała mi o jakimś koncercie, a ja wpatrywałem się w jej uśmiech, po raz kolejny doceniając to, że taka dziewczyna jak ona chciała być z takim chłopakiem jak ja. Cieszyłem się jak dziecko każdą chwilą, którą mogłem z nią spędzić. A niestety nie miałem ich za dużo, nie mogłem olewać naszych prób. Na szczęście ona to rozumiała.
-Oczywiście – przekonująco pokiwałem głową, wpatrując się w jej bajeczne oczy. Ona roześmiała się głośno, zadziwiając mnie tym. Uniosłem jedną brew do góry, zastanawiając się, co ja znowu głupiego powiedziałem.
-Przed chwilą zgodziłeś się z moim stwierdzeniem, że banany powinny zostać wycofane ze sprzedaży – śmiała się perlistym śmiechem, trzymając się za brzuch – Naprawdę tak myślisz...?
-Nie!  - wrzasnąłem – Nigdy!
Niestety mój krzyk dodatkowo mnie upokorzył, znowu zauważono, że nic nie robię i pogoniono mnie do roboty. Całkowicie zapomniałem o Kate i naszym zakładzie, którego nie mogłem już wygrać. Na szczęście moja koleżanka to zrozumiała i nie miała do mnie pretensji.
-Ale tego zakładu to nie odpuszczę! – krzyknęła, gdy leciałem do jednego z klientów z wielkim hamburgerem na tacy. Uniosłem kciuk do góry. Właściwie to nawet chciałem przegrać. Miałem świetny pomysł na jej nagrodę. Szybko obsłużyłem tego kolesia i wróciłem do kasy, gdzie Pat swobodnie rozmawiała sobie z Kate.
-Dave, nie mówiłeś mi, że masz w pracy nową koleżankę – powiedziała trochę z żalem w głosie moja dziewczyna, gdy zatrzymałem się obok nich.
-A nie, Kate tu nie pracuje – zachichotałem cicho, tłumacząc nieporozumienie – Kate tylko mi pomaga. Chociaż... – strzeliłem palcami, wpatrując się w blondynkę – Pat, to nie jest głupi pomysł! Kate jest już zaznajomiona z tym środowiskiem, wie, co robić – mówiłem chyba bardziej do siebie niż do dziewcząt, drapiąc się po brodzie – Pat, jesteś genialna! – pocałowałem dziewczynę w policzek. Za to ona wydawała się mniej zadowolona z takiego rozwiązania, ale ja wtedy nie zwróciłem na to uwagi.
-Kate, co o tym myślisz? – zapytałem wesoło. Ona chyba nie podzielała mojego entuzjazmu – Słuchaj, ja mógłbym pogadać z moim szefem, on mnie lubi, na pewno dałby się przekonać. A ty i tak nie masz teraz co robić.
-Dave, ja nie wiem, czy...

-Daj spokój – machnąłem lekceważąco dłonią. Wiedziałem już, w jaki sposób mam z nią rozmawiać, po prostu muszę podejmować za nią decyzje. To był naprawdę genialny pomysł. Kate zajęłaby się pracą, a ja miałbym ją na oku i mógłbym ją kontrolować. 

1 komentarz:

  1. shake <3 banany <3 frytki <3 No i cooo....? Teraz jestem głodna!!! :P

    Dave potrafi zaczarować każdego, nawet szefa xD <3
    Moim zdaniem, jeśli Kate zacznie pracować w tym McDonaldzie to na pewno wyjdzie jej to na dobre :) Byle tylko Pati nie była o nią zazdrosna!!!

    OdpowiedzUsuń