NARRACJA DAVE’A
-Jeszcze nie ma Pierre’a? – zapytałem ze zmarszczonymi
brwiami, usiłując przekrzyczeć podniecony tłum – Zaraz będzie grało Bad Religion,
on by takiej okazji nie przepuścił – wymamrotałem, drapiąc się po głowie.
Miałem złe przeczucia, zresztą tak samo jak chłopaki, poznałem to po ich
twarzach.
-Pewnie jest w namiocie, razem z Marie – odparła
rozluźniona Kate, która już przygotowywała się do kolejnego występu -
Zapomnieli się, jak to zakochańcy.
Spojrzeliśmy z Chuckiem po sobie. Kate mogła mieć rację,
ale... No właśnie, Pierre taki nie był. Jeśli mu bardzo zależało, to mógł
porzucić nawet Marie, co nieraz wywoływało kłótnię. A na tym koncercie
szczególnie mu zależało. Wszyscy widzieliśmy, jak w ciągu kilku ostatnich dni
na dźwięk nazwy zespołu podskakiwał z radości.
-Lepiej sprawdzę, co się dzieje – wymamrotałem nieco
zaniepokojony, wstając i otrzepując się z trawy. Chuck od razu zaoferował się,
że pójdzie ze mną. Razem ruszyliśmy w stronę pola namiotowego, zastanawiając
się nad tym, co się mogło wydarzyć. Doznaliśmy szoku, kiedy po wślizgnięciu się
do namiotu ujrzeliśmy półnagą i zapłakaną Marie. Spojrzeliśmy z Chuckiem po
sobie. Wielkoczoły niepewnie podszedł do dziewczyny i przytulił ją. Ja nie
potrafiłem tego zrobić, od razu domyśliłem się, co się musiało dziać podczas
naszej nieobecności. Serce zabiło mi mocniej. Gdzie jest Pierre? Czy to możliwe
by on.. naciskał na tę biedną dziewczynę? Nie umiałem w to uwierzyć, ale jednak
cos nie dawało mi spokoju. Zacisnąłem mocniej pięści i wycofałem się z namiotu.
Rozejrzałem się. Musiałem odnaleźć mojego kumpla. Coś złego się z nim działo,
coś, czego nie dostrzegłem. Niestety, bo gdybym widział, to jakoś bym temu
przeszkodził. A tak... Nic nie zauważyłem w jego oczach. Złapałem się za głowę
i przekląłem cicho pod nosem. Biegałem po terenie całego festiwalu przez jakieś
pół godziny. Z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej się denerwowałem.
Pomyślałem, że się przestraszył i zwiał. Zacząłem wkurzać się na siebie, że nie
przyszło mi do głowy, by wcześniej zacząć go szukać. Już miałem dać sobie święty
spokój, kiedy go zauważyłem, chociaż tak naprawdę na początku nie rozpoznałem
jego sylwetki. Siedział skulony, z twarzą schowaną pomiędzy kolanami. Wtedy coś
we mnie pękło. Już nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Pierre był
wyraźnie załamany, chyba jeszcze bardziej niż Marie. Nie miałem zielonego
pojęcia, o co w tym wszystkim chodziło. Ale żal mi było bruneta. Jakim
człowiekiem był, takim był, ale teraz pluł sobie w twarz. Zasługiwał na to, bym
chociaż z nim porozmawiał.
Powoli podszedłem, zastanawiając się, czy aby na pewno
podjąłem dobrą decyzję. Nie poruszył się, chyba nawet nie zauważył, że się zjawiłem.
-Co się dzieje? – zapytałem cicho. On uniósł głowę do
góry. Nerwowo cofnąłem się o krok. Jego twarz w ogóle nie przypominała twarzy
mojego przyjaciela. Wyglądał starzej o co najmniej kilkanaście lat. Z jego oczu
wyczytałem smutek i żal.
-Co się dzieje? – powtórzyłem nieco bardziej
zdenerwowany, siadając obok niego. Zauważyłem, że pomimo ogromnego
przygnębienia, nie płakał. Życie nauczyło go, że płacz w niczym nie pomaga.
-Spieprzyłem, Dave – wymamrotał niespokojnie – Wszystko
spieprzyłem... – zamilkł, wyraźnie załamany. Nic nie powiedziałem, czekałem, aż
on będzie w stanie mówić. Chociaż domyślałem się, co zrobił. Ale on potrzebował
czasu, żeby to wszystko sobie poukładać. Musiał się wygadać.
-Może jeszcze da się to naprawić... – wyszeptałem, wlepiając
wzrok w scenę. Tłum ludzi robił się coraz większy. Westchnąłem cicho. W takim
stanie Pierre na pewno nie będzie miał ochoty poskakać. A ja nie zamierzałem go
zostawiać.
-Nie da się – odparł brunet – Już nic nie da się zrobić.
Dave... Co jest ze mną nie tak? Gdzie ja popełniłem błąd?
-Za bardzo dałeś się ponieść uczuciom – wymamrotałem,
wciąż nie patrząc na przyjaciela. Spuściłem wzrok. Brudna zielona trawa kuła
mnie w nogi, ale ja już nie zwracałem na to uwagi – Powinieneś liczyć się z
tym, co ona czuje.
-Łatwo tak mówić – kątem oka zauważyłem, jak Pierre ponownie
chowa twarz w dłoniach. Współczułem mu. Tak, popełnił błąd, ale wiedział o tym.
A w końcu na błędach człowiek się uczy – Za bardzo się w niej zakochałem...
Cholera, może to i tak.
-Kochasz ją, prawda? – zapytałem cicho. Przez moment
słyszeliśmy tylko gitary i perkusję. Potem dotarła do mnie odpowiedź Bouviera:
-No jasne, że ją kocham.
-to pozwól jej żyć własnym tempem – poradziłem mu
ostrożnie – Może czasami ona nie chce tego, co ty...
-Muszę tak zrobić – jęknął brunet – Teraz już i tak nie
mam innego wyjścia. Tylko... Dave, dlaczego ona mi po prostu o tym nie
powiedziała? Przecież mogła... Ja jej od siebie nigdy... – reszta jego słów
zatonęła w głośnym szlochaniu.
-Może krzyczała? – podsunąłem mu delikatnie – Może to ty
nie słyszałeś?
-Może... Co ze mnie za chłopak, który nie potrafi
dostrzec sygnałów ze strony dziewczyny... No co ze mnie za chłopak...
Nie chciałem jeszcze bardziej dobijać kumpla, więc nie
powiedziałem mu tego, co akurat przyszło mi na myśl. Zamiast tego, chcąc
podnieść go na duchu, odezwałem się:
-Pierre, życie nigdy nie jest kolorowe, zresztą sam
przekonałeś się o tym już nie jeden raz. Ludzie popełniają błędy, gdyby ich nie
popełniali, wszystko byłoby idealne.
-Moje życie to jeden wielki błąd – wydusił brunet,
zaginając mnie. Zupełnie nie wiedziałem, co mam mu odpowiedzieć. To prawda,
większego pechowca w swoim życiu jeszcze nie spotkałem. Ale przecież Pierre się
podniósł, Pierre miał swój zespół. Pierre’owe życie nie mogło być błędem.
-No i co z tego? – zapytał brunet w odpowiedzi na moje
słowa, z powrotem unosząc głowę do góry i wlepiając wzrok w niebo – David, ja
nie wiem, jak ja mam żyć bez Marie. Ja ją kocham. I nigdy nie przestanę.
-Może to jeszcze nie koniec...
-To jest koniec – Pierre zacisnął mocniej pięści – To
musi być koniec. Ja nigdy nie będę w stanie z nią żyć, nie po tym, jak
zobaczyłem ją z tym facetem.
-Co zobaczyłeś?! – przerwałem mu, szeroko otwierając oczy
ze zdziwieniem .To co usłyszałem, zwróciło mi w głowie i zrobiło mi w mózgu
taki bałagan, że już w ogóle nie wiedziałem, co tu się dzieje.
-Zdradziła mnie – wydusił z siebie brunet z ogromnym
bólem w głosie. Coś na chwilę zablokowało moje gardło. To wszystko tłumaczyło,
odpowiadało na luki w mojej poprzedniej wersji. Poczułem, że moja twarz nabiera
koloru dojrzałego buraka. A ja oskarżałem mojego przyjaciela o tak okrutną
rzecz...
Na szczęście brunet był w tak fatalnym stanie, że nie
zauważył mojego zażenowania. Urywanymi zdaniami o wszystkim mi opowiedział,
chyba chciał się już tego pozbyć. A ja w końcu dowiedziałem się, o co chodzi w
tej całej grze. Ale pomimo swojej wiedzy nie miałem pojęcia, jak mu pomóc.
Chyba byłem w jeszcze większym szoku niż on. Nigdy bym nie przypuszczał, że
Marie może coś takiego zrobić Pierre’owi. Po prawdzie to ona zwykle zaczynała
te bezsensowne kłótnie pomiędzy nią a moim kumplem. Żaden facet nie zasługuje
na to, żeby zakończyć związek w taki sposób. Miałem ochotę wrócić do namiotu i
powiedzieć dziewczynie wprost, co o niej sądzę, ale kiedy wpatrywałem się w
Pierre’a, zrozumiałem, że on w tym momencie nie poradzi sobie sam. Postanowiłem
jednak zostać tutaj i nie oddalać się nawet na chwilę od kumpla. Bałem się. Po
tym jak jakiś czas temu próbował się zabić, nie mogłem go tu zostawić. Z daleka
słyszeliśmy muzykę i wrzask ludzi. Tyle że do nas jakoś to nie doleciało. Ta
atmosfera od nas uciekła.
Z Bouvierem do namiotu wróciliśmy dopiero nad ranem. Na
szczęście Marie nie było, Chuck powiedział nam, że nie chciała z nimi rozmawiać.
Wzięła swoje rzeczy, więc domyśliłem się, że już tu nie wróci. Zaproponowałem
Pierre’owi, że prześpimy się przez kilka godzin, a potem razem z Kate wrócimy
do Montrealu. Zgodził się, chociaż wciąż nie przepadał za moją koleżanką.
Pewnie dlatego, że ciągle miał mi za złe zachowanie wobec Pat.
***
W ogóle nie wyobrażałem sobie po powrocie do Montrealu
przespać jedynie kilka godzin, a potem maszerować do pracy. Ale mój szef
niestety nigdy nie bywał na koncertach, więc pewnie nie wie, ile po takiej
zabawie powinno się wypoczywać. Niestety również musiałem kurczawo trzymać się
swojej roboty, nasz zespół pomimo częstego koncertowania wciąż jeszcze nie
wychodził na prostą. A szef groził mi, że jeśli zrobię sobie choć jeden dzień
wolnego więcej, to on mi nogi z tyłka powyrywa. Odpowiedziałem mu, że wolałbym
zatrzymać ciało w jednym kawałku, chyba go to przekonało.
Jakim cudem udało mi się wstać z łóżka, ubrać się i wyjść
z domu, to chyba na zawsze dla mnie pozostanie zagadką. Dopiero w połowie drogi
uświadomiłem sobie, że powinienem uważać. Miałem szczęście, że dotąd na nikogo
nie wpadłem ani nie przejechał mnie żaden samochód, bo w tym stanie to
rzeczywiście mogło się skończyć tragicznie. Westchnąłem ciężko. Dzisiejszy
dzień chyba nie będzie lekki.
Mojego szefa zauważyłem przy samych drzwiach, chyba
postanowił osobiście przyjść i zobaczyć, czy stawię się na czas. Miałem
szczęście, przyszedłem pięć minut przed rozpoczęciem mojej zmiany. Uśmiechnąłem
się tryumfalnie, mijając go. Dobrze wiedziałem, że miał ochotę dać mi popalić.
A ja uwielbiałem grać ludziom na nerwach.
-Cześć, Dave! – zanim ten głos do mnie dotarł, a mój mózg
przetworzył te słowa, poczułem jak ktoś, a raczej coś się na mnie rzuca. Ledwo
zdołałem utrzymać równowagę. Gdy spojrzałem na bok, nie mogłem uwierzyć własnym
oczom. Kate roześmiana i rozbrykana skakała wokół mnie.
-Dziewczyno, skąd ty bierzesz tę energię? – wymamrotałem
sennie, podziwiając swoją koleżankę, która leciała już w stronę pierwszych
swoich klientów. W ogóle nie było widać po niej zmęczenia. Poszedłem w stronę
zaplecza, żeby przebrać się w firmowy strój. Wychodząc z przebieralni,
uśmiechałem, się. Zdawałem sobie sprawę z tego, że po części to też moja
zasługa. Dokonałem tego, czego tak bardzo chciałem dokonać, pokazałem jej, jak
się bawić życiem.
Kate działała lepiej na rozbudzenie niż cztery kawy.
Chyba tylko dzięki niej udało mi się nie zasnąć przed ladą, więcej, po jakimś
czasie ona zaraziła mnie swoim entuzjazmem. Razem brykaliśmy, przyjmując od
klientów zamówienia i po raz setny przeżywając każdą sekundę naszego wyjazdu.
-... a wiesz, Jeff oczywiście szukał swojego portfela i
wrzeszczał do Seba, że ma mu oddać – opowiadała mi roześmiana Kate – I wtedy ja
się odwróciłam... – dziewczyna urwała, zauważając, że ktoś zagląda do środka. Chyba chciała go obsłużyć szybko,
zbyt szybko, bo gdy się odwróciła, potknęła się. Na pewno by upadła, gdybym nie
przewidział takiej sytuacji i nie wyciągnąłbym rąk, żeby ją złapać. Po prostu
miała szczęście. Nasze spojrzenia się spotkały i w tym samym momencie
wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Przez moment czułem w sercu coś dziwnego.
Chciałem powiedzieć o tym Kate, ale wtedy zauważyłem, że dziewczyna jest biała
jak papier. Domyśliłem się, że to coś, co sprawiło, że jej twarz zmieniła barwę,
stało za mną. Szybko się odwróciłem, uprzednio stawiając Kate na nogi. Ujrzałem
jedynie czyjeś włosy, ale od razu domyśliłem się, kto to był.
Biedny Pierre... Nie no, jak David w ogóle mógł pomyśleć takie coś!!!!!! No po prostu skandal!!!
OdpowiedzUsuńTylko mi nie mów, że David zakochał się w Katy... Przecież on jest z Pat. On nie może jej tego zrobić!!!!
No wiesz ty co... w takim momencie przerwać!! Mam nadzieję, że szybko doczekam się nowego parta :D