poniedziałek, 15 lipca 2013

PART XXXII

NARRACJA DAVE’A
-Jeszcze nie ma Pierre’a? – zapytałem ze zmarszczonymi brwiami, usiłując przekrzyczeć podniecony tłum – Zaraz będzie grało Bad Religion, on by takiej okazji nie przepuścił – wymamrotałem, drapiąc się po głowie. Miałem złe przeczucia, zresztą tak samo jak chłopaki, poznałem to po ich twarzach.
-Pewnie jest w namiocie, razem z Marie – odparła rozluźniona Kate, która już przygotowywała się do kolejnego występu - Zapomnieli się, jak to zakochańcy.
Spojrzeliśmy z Chuckiem po sobie. Kate mogła mieć rację, ale... No właśnie, Pierre taki nie był. Jeśli mu bardzo zależało, to mógł porzucić nawet Marie, co nieraz wywoływało kłótnię. A na tym koncercie szczególnie mu zależało. Wszyscy widzieliśmy, jak w ciągu kilku ostatnich dni na dźwięk nazwy zespołu podskakiwał z radości.
-Lepiej sprawdzę, co się dzieje – wymamrotałem nieco zaniepokojony, wstając i otrzepując się z trawy. Chuck od razu zaoferował się, że pójdzie ze mną. Razem ruszyliśmy w stronę pola namiotowego, zastanawiając się nad tym, co się mogło wydarzyć. Doznaliśmy szoku, kiedy po wślizgnięciu się do namiotu ujrzeliśmy półnagą i zapłakaną Marie. Spojrzeliśmy z Chuckiem po sobie. Wielkoczoły niepewnie podszedł do dziewczyny i przytulił ją. Ja nie potrafiłem tego zrobić, od razu domyśliłem się, co się musiało dziać podczas naszej nieobecności. Serce zabiło mi mocniej. Gdzie jest Pierre? Czy to możliwe by on.. naciskał na tę biedną dziewczynę? Nie umiałem w to uwierzyć, ale jednak cos nie dawało mi spokoju. Zacisnąłem mocniej pięści i wycofałem się z namiotu. Rozejrzałem się. Musiałem odnaleźć mojego kumpla. Coś złego się z nim działo, coś, czego nie dostrzegłem. Niestety, bo gdybym widział, to jakoś bym temu przeszkodził. A tak... Nic nie zauważyłem w jego oczach. Złapałem się za głowę i przekląłem cicho pod nosem. Biegałem po terenie całego festiwalu przez jakieś pół godziny. Z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej się denerwowałem. Pomyślałem, że się przestraszył i zwiał. Zacząłem wkurzać się na siebie, że nie przyszło mi do głowy, by wcześniej  zacząć go szukać. Już miałem dać sobie święty spokój, kiedy go zauważyłem, chociaż tak naprawdę na początku nie rozpoznałem jego sylwetki. Siedział skulony, z twarzą schowaną pomiędzy kolanami. Wtedy coś we mnie pękło. Już nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Pierre był wyraźnie załamany, chyba jeszcze bardziej niż Marie. Nie miałem zielonego pojęcia, o co w tym wszystkim chodziło. Ale żal mi było bruneta. Jakim człowiekiem był, takim był, ale teraz pluł sobie w twarz. Zasługiwał na to, bym chociaż z nim porozmawiał.
Powoli podszedłem, zastanawiając się, czy aby na pewno podjąłem dobrą decyzję. Nie poruszył się, chyba nawet nie zauważył, że się zjawiłem.
-Co się dzieje? – zapytałem cicho. On uniósł głowę do góry. Nerwowo cofnąłem się o krok. Jego twarz w ogóle nie przypominała twarzy mojego przyjaciela. Wyglądał starzej o co najmniej kilkanaście lat. Z jego oczu wyczytałem smutek i żal.
-Co się dzieje? – powtórzyłem nieco bardziej zdenerwowany, siadając obok niego. Zauważyłem, że pomimo ogromnego przygnębienia, nie płakał. Życie nauczyło go, że płacz w niczym nie pomaga.
-Spieprzyłem, Dave – wymamrotał niespokojnie – Wszystko spieprzyłem... – zamilkł, wyraźnie załamany. Nic nie powiedziałem, czekałem, aż on będzie w stanie mówić. Chociaż domyślałem się, co zrobił. Ale on potrzebował czasu, żeby to wszystko sobie poukładać. Musiał się wygadać.
-Może jeszcze da się to naprawić... – wyszeptałem, wlepiając wzrok w scenę. Tłum ludzi robił się coraz większy. Westchnąłem cicho. W takim stanie Pierre na pewno nie będzie miał ochoty poskakać. A ja nie zamierzałem go zostawiać.
-Nie da się – odparł brunet – Już nic nie da się zrobić. Dave... Co jest ze mną nie tak? Gdzie ja popełniłem błąd?
-Za bardzo dałeś się ponieść uczuciom – wymamrotałem, wciąż nie patrząc na przyjaciela. Spuściłem wzrok. Brudna zielona trawa kuła mnie w nogi, ale ja już nie zwracałem na to uwagi – Powinieneś liczyć się z tym, co ona czuje.
-Łatwo tak mówić – kątem oka zauważyłem, jak Pierre ponownie chowa twarz w dłoniach. Współczułem mu. Tak, popełnił błąd, ale wiedział o tym. A w końcu na błędach człowiek się uczy – Za bardzo się w niej zakochałem... Cholera, może to i tak.
-Kochasz ją, prawda? – zapytałem cicho. Przez moment słyszeliśmy tylko gitary i perkusję. Potem dotarła do mnie odpowiedź Bouviera:
-No jasne, że ją kocham.
-to pozwól jej żyć własnym tempem – poradziłem mu ostrożnie – Może czasami ona nie chce tego, co ty...
-Muszę tak zrobić – jęknął brunet – Teraz już i tak nie mam innego wyjścia. Tylko... Dave, dlaczego ona mi po prostu o tym nie powiedziała? Przecież mogła... Ja jej od siebie nigdy... – reszta jego słów zatonęła w głośnym szlochaniu.
-Może krzyczała? – podsunąłem mu delikatnie – Może to ty nie słyszałeś?
-Może... Co ze mnie za chłopak, który nie potrafi dostrzec sygnałów ze strony dziewczyny... No co ze mnie za chłopak...
Nie chciałem jeszcze bardziej dobijać kumpla, więc nie powiedziałem mu tego, co akurat przyszło mi na myśl. Zamiast tego, chcąc podnieść go na duchu, odezwałem się:
-Pierre, życie nigdy nie jest kolorowe, zresztą sam przekonałeś się o tym już nie jeden raz. Ludzie popełniają błędy, gdyby ich nie popełniali, wszystko byłoby idealne.
-Moje życie to jeden wielki błąd – wydusił brunet, zaginając mnie. Zupełnie nie wiedziałem, co mam mu odpowiedzieć. To prawda, większego pechowca w swoim życiu jeszcze nie spotkałem. Ale przecież Pierre się podniósł, Pierre miał swój zespół. Pierre’owe życie nie mogło być błędem.
-No i co z tego? – zapytał brunet w odpowiedzi na moje słowa, z powrotem unosząc głowę do góry i wlepiając wzrok w niebo – David, ja nie wiem, jak ja mam żyć bez Marie. Ja ją kocham. I nigdy nie przestanę.
-Może to jeszcze nie koniec...
-To jest koniec – Pierre zacisnął mocniej pięści – To musi być koniec. Ja nigdy nie będę w stanie z nią żyć, nie po tym, jak zobaczyłem ją z tym facetem.
-Co zobaczyłeś?! – przerwałem mu, szeroko otwierając oczy ze zdziwieniem .To co usłyszałem, zwróciło mi w głowie i zrobiło mi w mózgu taki bałagan, że już w ogóle nie wiedziałem, co tu się dzieje.
-Zdradziła mnie – wydusił z siebie brunet z ogromnym bólem w głosie. Coś na chwilę zablokowało moje gardło. To wszystko tłumaczyło, odpowiadało na luki w mojej poprzedniej wersji. Poczułem, że moja twarz nabiera koloru dojrzałego buraka. A ja oskarżałem mojego przyjaciela o tak okrutną rzecz...
Na szczęście brunet był w tak fatalnym stanie, że nie zauważył mojego zażenowania. Urywanymi zdaniami o wszystkim mi opowiedział, chyba chciał się już tego pozbyć. A ja w końcu dowiedziałem się, o co chodzi w tej całej grze. Ale pomimo swojej wiedzy nie miałem pojęcia, jak mu pomóc. Chyba byłem w jeszcze większym szoku niż on. Nigdy bym nie przypuszczał, że Marie może coś takiego zrobić Pierre’owi. Po prawdzie to ona zwykle zaczynała te bezsensowne kłótnie pomiędzy nią a moim kumplem. Żaden facet nie zasługuje na to, żeby zakończyć związek w taki sposób. Miałem ochotę wrócić do namiotu i powiedzieć dziewczynie wprost, co o niej sądzę, ale kiedy wpatrywałem się w Pierre’a, zrozumiałem, że on w tym momencie nie poradzi sobie sam. Postanowiłem jednak zostać tutaj i nie oddalać się nawet na chwilę od kumpla. Bałem się. Po tym jak jakiś czas temu próbował się zabić, nie mogłem go tu zostawić. Z daleka słyszeliśmy muzykę i wrzask ludzi. Tyle że do nas jakoś to nie doleciało. Ta atmosfera od nas uciekła.
Z Bouvierem do namiotu wróciliśmy dopiero nad ranem. Na szczęście Marie nie było, Chuck powiedział nam, że nie chciała z nimi rozmawiać. Wzięła swoje rzeczy, więc domyśliłem się, że już tu nie wróci. Zaproponowałem Pierre’owi, że prześpimy się przez kilka godzin, a potem razem z Kate wrócimy do Montrealu. Zgodził się, chociaż wciąż nie przepadał za moją koleżanką. Pewnie dlatego, że ciągle miał mi za złe zachowanie wobec Pat.
***
W ogóle nie wyobrażałem sobie po powrocie do Montrealu przespać jedynie kilka godzin, a potem maszerować do pracy. Ale mój szef niestety nigdy nie bywał na koncertach, więc pewnie nie wie, ile po takiej zabawie powinno się wypoczywać. Niestety również musiałem kurczawo trzymać się swojej roboty, nasz zespół pomimo częstego koncertowania wciąż jeszcze nie wychodził na prostą. A szef groził mi, że jeśli zrobię sobie choć jeden dzień wolnego więcej, to on mi nogi z tyłka powyrywa. Odpowiedziałem mu, że wolałbym zatrzymać ciało w jednym kawałku, chyba go to przekonało.
Jakim cudem udało mi się wstać z łóżka, ubrać się i wyjść z domu, to chyba na zawsze dla mnie pozostanie zagadką. Dopiero w połowie drogi uświadomiłem sobie, że powinienem uważać. Miałem szczęście, że dotąd na nikogo nie wpadłem ani nie przejechał mnie żaden samochód, bo w tym stanie to rzeczywiście mogło się skończyć tragicznie. Westchnąłem ciężko. Dzisiejszy dzień chyba nie będzie lekki.
Mojego szefa zauważyłem przy samych drzwiach, chyba postanowił osobiście przyjść i zobaczyć, czy stawię się na czas. Miałem szczęście, przyszedłem pięć minut przed rozpoczęciem mojej zmiany. Uśmiechnąłem się tryumfalnie, mijając go. Dobrze wiedziałem, że miał ochotę dać mi popalić. A ja uwielbiałem grać ludziom na nerwach.
-Cześć, Dave! – zanim ten głos do mnie dotarł, a mój mózg przetworzył te słowa, poczułem jak ktoś, a raczej coś się na mnie rzuca. Ledwo zdołałem utrzymać równowagę. Gdy spojrzałem na bok, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Kate roześmiana i rozbrykana skakała wokół mnie.
-Dziewczyno, skąd ty bierzesz tę energię? – wymamrotałem sennie, podziwiając swoją koleżankę, która leciała już w stronę pierwszych swoich klientów. W ogóle nie było widać po niej zmęczenia. Poszedłem w stronę zaplecza, żeby przebrać się w firmowy strój. Wychodząc z przebieralni, uśmiechałem, się. Zdawałem sobie sprawę z tego, że po części to też moja zasługa. Dokonałem tego, czego tak bardzo chciałem dokonać, pokazałem jej, jak się bawić życiem.
Kate działała lepiej na rozbudzenie niż cztery kawy. Chyba tylko dzięki niej udało mi się nie zasnąć przed ladą, więcej, po jakimś czasie ona zaraziła mnie swoim entuzjazmem. Razem brykaliśmy, przyjmując od klientów zamówienia i po raz setny przeżywając każdą sekundę naszego wyjazdu.

-... a wiesz, Jeff oczywiście szukał swojego portfela i wrzeszczał do Seba, że ma mu oddać – opowiadała mi roześmiana Kate – I wtedy ja się odwróciłam... – dziewczyna urwała, zauważając, że ktoś zagląda  do środka. Chyba chciała go obsłużyć szybko, zbyt szybko, bo gdy się odwróciła, potknęła się. Na pewno by upadła, gdybym nie przewidział takiej sytuacji i nie wyciągnąłbym rąk, żeby ją złapać. Po prostu miała szczęście. Nasze spojrzenia się spotkały i w tym samym momencie wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Przez moment czułem w sercu coś dziwnego. Chciałem powiedzieć o tym Kate, ale wtedy zauważyłem, że dziewczyna jest biała jak papier. Domyśliłem się, że to coś, co sprawiło, że jej twarz zmieniła barwę, stało za mną. Szybko się odwróciłem, uprzednio stawiając Kate na nogi. Ujrzałem jedynie czyjeś włosy, ale od razu domyśliłem się, kto to był. 

1 komentarz:

  1. Biedny Pierre... Nie no, jak David w ogóle mógł pomyśleć takie coś!!!!!! No po prostu skandal!!!

    Tylko mi nie mów, że David zakochał się w Katy... Przecież on jest z Pat. On nie może jej tego zrobić!!!!

    No wiesz ty co... w takim momencie przerwać!! Mam nadzieję, że szybko doczekam się nowego parta :D

    OdpowiedzUsuń