środa, 9 stycznia 2013

PART 1


-Pierre!
Obróciłem się na pięcie, natychmiast rozpoznając głos mojego kolegi. W moim kierunku biegł o kilka lat starszy blondyn w nieco zużytych już ubraniach. Machał do mnie wesoło dłonią. Uśmiechnąłem się, zerkając ukradkiem na zegarek. Było już kilka minut po północy.
-Siema – uścisnąłem dłoń kumpla i z powrotem wsunąłem ręce do kieszeni – Wracasz do domu? – zapytałem.
-Nie, idę jeszcze do drugiego sektora – odpowiedział, gorączkowo szukając czegoś w kurtce – Słabe dzisiaj branie, co? Dzisiaj tylko dwie mnie chciały... – żalił się. Ruszyliśmy w stronę obskurnego wyjścia z dworca.
-Czy ja wiem... – odezwałem się zamyślony – Mnie wzięły cztery laski. Czyli tak jak zwykle – wzruszyłem ramionami. On wyszarpał w końcu fajki oraz zapalniczkę i szybko zapalił.
-Jak ty to robisz? – zapytał z przymrużonymi oczami. Z jego ust uwolnił się biały obłok dymu – Co masz ty, a czego nie mam ja?
Mógłbym wymienić milion rzeczy, ale nie zrobiłem tego ze względu na kumpla. Dla nich przede wszystkim liczył się wygląd zewnętrzny. .Ja wciąż byłem młody i wyglądałem świeżo. On ćpał od jakiegoś czasu jak zdecydowana większość tego gównianego towarzystwa. Tylko dzięki dragom mogłem się z nimi dogadać. Większość przestawała już przypominać ludzi. Tak jak on. Zapadnięta twarz, zaniepokojone spojrzenie i zaniedbane ciało – to już nie działało w tym biznesie. Dlatego ludzie często mnie wybierali. I mężczyźni i kobiety.
Rozeszliśmy się dosłownie po kilku krokach, nie zdążyliśmy nawet dłużej porozmawiać. Wyszedłem z dworca. Montreal błyszczał się od różnokolorowych odcieni szyb. Do domu miałem jakieś dwa kilometry. Byłem tak bardzo tym wszystkim zmęczony, że przez moment chciałem nawet pojechać autobusem. Już wyciągałem portfel, żeby odnaleźć drobniaki. Ale gdy spojrzałem na pieniądze, zrezygnowałem z tego. Stwierdziłem, że później będą mi bardziej potrzebne. Powolnym krokiem ruszyłem ku miejskim obrzeżom.

***

Zdenerwowany zerknąłem na podstarzały zegarek. Przekląłem siebie w duchu. Znowu zaspałem na wf. Nie żebym jakoś specjalnie tego żałował, ale... Ostatnio coraz trudniej utrzymywało mi się pozory. A nie powinienem mieć z tym kłopotów, jeśli nie chciałem, by ktokolwiek się dowiedział, jak naprawdę wygląda moje życie. Dlatego starałem się być normalny. Ciągle chodziłem do szkoły, choć siedziałem w niej nieprzytomny, gdyż nigdy nie wysypiałem się w nocy. Uczyłem się głównie na dwójach, mój wrodzony spryt nigdy nie zawiódł mnie przy ściąganiu. Do tej pory zawsze jakoś sobie radziłem. Ale jak długo jeszcze?
-Bouvier! – Nati rzuciła się na moje plecy z głośnym piskiem. Serce podskoczyło mi do gardła.
-Naaatii! – jęknąłem – Mówiłem si milion razy, nie po nazwisku! – warknąłem – Wiesz, że tego nienawidzę!
-Okej, okej! – machnęła dłonią lekceważąco dziewczyna – Jak było wczoraj? Twoja twarz mówi, że ciężko!
Wzruszyłem ramionami. Nie lubiłem rozmawiać o tej robocie, nienawidziłem tego. A już zwłaszcza z Nati, którą znałem jedynie pobieżnie. Parokrotnie minęliśmy się na dworcu i w centrum handlowym i w sumie należeliśmy do jednej paczki w szkole. Tylko że ona szybko się tam odnalazła. A ja wciąż jeszcze nie mogłem się przyzwyczaić, że do nich należę. W sumie na początku oni też mieli problemy z zaakceptowaniem mnie. Potem już przyzwyczaili się, że trzymam z nimi.
Na szczęście nie musiałem odpowiadać, gdyż przekroczyliśmy próg szkoły. Od razu z naprzeciwka w naszym kierunku rzuciła się Kate, przyjaciółka po fachu Nati. Blondynki od razu zaczęły wymieniać się swoimi wczorajszymi przygodami. W ogóle mnie to nie interesowało, kto z kim, za ile i za co. Przepędziłem jakiegoś pierwszaka z ławki i sam na niej usiadłem. Chwilę później zadzwonił dzwonek. Z klas wypłynęły tłumy ludzi. Ktoś niechcący zahaczył nogą o mój połatany już plecak. Przekląłem go w duchu, przyglądając się teczce. Na szczęście wciąż była cała. Ale to nie zmieniało faktu, że mimo wszystko potrzebowałbym nowej.
Z mojej paczki chłopaków w szkole nie było, co właściwie nie powinno mnie dziwić. W końcu oni nigdy nie przychodzili do budy. Mówili najczęściej, że nie chcą marnować czasu. Właściwie to się z nimi zgadzałem, też teraz wolałbym zarabiać kasę. Ale dobrze wiedziałem, że za dnia jest mniejszy ruch, a nie chciałem się odkrywać, pragnąłem nie wyróżniać się z tłumu.
Powoli zacząłem się wlec w stronę klasy. Usiadłem w ławce, wypakowałem zeszyt i schowałem twarz w dłoniach. Burknąłem „jestem” podczas sprawdzania obecności. Ale kobieta nie dawała mi spokoju, ciągle gderała. W końcu dotarło do mnie, że mam iść do odpowiedzi. Powiedziałem, że nic nie umiem. Odczepiła się ode mnie. Przez resztę lekcji chyba spałem, nic z niej nie zapamiętałem. Nawet nie wiedziałem, co to jest za przedmiot. Tak wyglądało moje życie. Nigdy nie kontaktowałem, a jednak, na dwóję zawsze potrafiłem jakoś wybrnąć.
-Pierre, zaczekaj! – czyiś krzyk wybudził mnie ze ślepego biegu do następnej klasy. Nie znałem tej barwy głosu, a dźwięki rozpoznawałem dosyć dobrze. Z czystej ciekawości się odwróciłem i zacząłem szukać wzrokiem osoby, która mnie wołała – Cześć, Pierre! – zdziwiłem się, zauważając, że człowiek, który tak wrzeszczał, stoi tuż obok mnie. W dodatku ja tego chłopaka w ogóle nie rozpoznawałem. Wiedziałem tylko tyle, że jest w tym samym wieku co ja i nazywa się Charles.
-Dla ciebie PAN! – wypiąłem się dumnie, a potem odwróciłem się z zamiarem odejścia. Nie chciałem go słuchać, zwłaszcza, że i tak zapewne nie miał mi nic ciekawego do powiedzenia.  
-Wysłuchaj mnie przez chwilę! Obiecuję, że nie zajmę ci dużo czasu! – prosił mnie brunet. Wzruszyłem ramionami i z powrotem się odwróciłem. Chłopak odetchnął z ulgą.
-Pospiesz się! – warknąłem – Nie chcę marnować całej przerwy!
-Okej, okej – odparł Charles – Trochę głupio tak, no ale... – wzruszył ramionami, rumieniąc się nieco – Dobra, nie owijam w bawełnę – wziął głęboki wdech, ale znowu się nie odezwał.
-Twój czas się skończył – wkurzyłem się po jakiejś minucie ciszy.
-Nie, zaczekaj! – krzyknął, zanim zdążyłem się odwrócić. Spojrzałem na niego znudzony – Chodzi o to, że z kumplami założyliśmy zespół i brakuje nam wokalisty i zastanawialiśmy się czy... No wiesz... – zawahał się, ale tylko przez moment – ... czy nie zechciałbyś zjawić się na przesłuchaniach – teraz już jego twarz przypominała mi twarz buraka. Na początku gapiłem się na niego zdumiony, a potem wybuchnąłem głośnym śmiechem.
-Ja?! – wrzasnąłem, nadal się śmiejąc – Ja?! Z wami?! W zespole?! O rany... – złapałem się za głowę – Ja wiedziałem, że wy jesteście głupi, ale że aż tak?! Zespół?!
-Wbrew pozorom to niegłupi pomysł... – wtrącił Charles w ogóle nie obrażony na mnie za moją reakcję.
-To jest bardzo głupi pomysł, Charles...
-Chuck – przerwał mi uśmiechnięty brunet – Możesz mi mówić po prostu Chuck.
-Chuck, to jest najgorszy pomysł, na jaki mogliście wpaść. Ile wy zamierzacie zarobić, bawiąc się w muzyków?  Myślicie, że każdy zakłada sobie ot tak zespół i jest sławny? Ja nie wiem, co wy macie zamiast mózgów...
-No jasne, że nie. Pierre, to ma być przede wszystkim zabawa i przyjemność.
-Przyjemność? – prychnąłem – Przebywanie z wami i przyjemność? Wybacz, ale nie mam czasu na „przyjemności” – zauważyłem, że Chuck ledwo trzyma nerwy na wodzy. A jakoś nie miałem ochoty na kłótnie, dlatego szybko się stamtąd zabrałem. Tego dnia więcej go nie widziałem. Ale wciąż gnębiła mnie jedna myśl: Dlaczego oni zapytali o to akurat mnie? W końcu w szkole jest wielu chłopaków, którzy zawsze podczas jakichś przygłupich apelów. Moim wokalem nikt nigdy się nie interesował, właściwie to nikt nigdy nie słyszał mojego śpiewu. A gdyby Chuck kogoś szukał, na pewno bym to zauważył. Być może byłem zadufany w sobie, ale... Wydawało mi się, że zostałem wybrany.
Co nie zmienia faktu, że nie zamierzam się w to mieszać. Jeśli chcą, proszę bardzo, mogą zakładać sobie zespół. Ale beze mnie. Żeby być popularnym, trzeba mieć cholerne szczęście. Mnie natura nim nie obdarzyła. Zresztą nie miałem czasu na zabawę.  Ja musiałem się martwić o to, żeby mieć coś jutro na śniadanie. Oni mieli wszystko pod nosem, mamusia im obiadki gotowała. Westchnąłem cicho. Chyba byłem trochę zazdrosny. 

2 komentarze:

  1. noooo i doczekałam się :D
    Zapowiada się nieźle :)
    Mam nadzieję, że Pierre przyjdzie na przesłuchanie... i nie ma zmiłuj muszą go przyjąć :D
    Wtedy Chuck i chłopaki pomogą mu wyjść z tego bagna :D

    Z niecierpliwością czekam na kolejny part ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. noooo i jest :D
    Zapowiada się genialne opowiadanie ;)
    Mam nadzieję, że Pierre przyjmie propozycję Chucka. Wtedy na pewno chłopaki pomogą mu wyjść z tego bagna ;)

    Z niecierpliwością czekam na kolejnego parta :)

    OdpowiedzUsuń