piątek, 18 stycznia 2013

PART III


Tym razem znowu koło pierwszej znalazłem się w domu. Moi rodzice, o ile tak mógłbym nazywać tych ludzi, tego nie zauważyli, podejrzewam, że zdążyli zapomnieć nawet o mojej obecności w ich życiu. W końcu widujemy się tylko rano, o ile oni w ogóle wtedy wstają, co zdarza się niezwykle rzadko.
W swoim pokoju nie sprzątałem już od wieków, chociaż miałem dość tego syfu. Paskudnie tutaj śmierdziało, prawdopodobnie od pożółkłej z brudu pościeli. Westchnąłem cicho, skacząc między górami śmieci. Przedostałem się do zakurzonego, prawie rozpadającego się ze starości biurka, otworzyłem szufladę. W środku znajdowała się jedynie drewniana skrzynka. Wziąłem ją i ostrożnie podniosłem jej wieko. Wewnątrz leżała ładnie poskładana kupka banknotów. Z kieszeni wyciągnąłem kolejne i wrzuciłem. Przez moment wpatrywałem się w nie. Miałem ogromną ochotę kupić sobie nową pościel i zapasy jedzenia, ale wiedziałem, że już tego ruszyć nie mogę. Bo wciąż wiele brakuje mi do lepszego życia.
Ostrożnie zamknąłem najpierw skrzynkę, potem szufladę i upadłem ciężko na łóżko. Coś zasyczało mi w żołądku. Odezwał się głód. Ale ja nie miałem sił nawet na to, by ruszyć się do lodówki. Zresztą byłem pewien, że nie ma po co tam zaglądać, że jest pusta. Zamknąłem oczy. Chciałem zasnąć, ale coś nie dawało mi spokoju. Rozejrzałem się czujnie. No tak, chyba powinienem zrobić pranie, jeśli chcę się w coś ubrać jutro.
Na siłę zmusiłem się , by wstać. Zebrałem z podłogi ubrania, położyłem je na łóżku. Szybko przebrałem się w piżamę, a moje dzisiejsze ciuchy odrzuciłem na kupę. Wziąłem to wszystko na ręce i ponownie się rozejrzałem, by o niczym nie zapomnieć. Wtedy w oczy rzucił mi się czarny stary akustyk. Przez moment w ogóle się nie poruszałem. W jednej chwili cały mój plan rozwiał się. Sięgnąłem po gitarę, obiecując sobie, że pogram tylko przez minutę. Akustyk tak zabrzęczał, że aż jęknąłem. Na szczęście wciąż pamiętałem, jak go nastroić i nie miałem z tym większych problemów.
***
Tego poranka znowu musiałem przespać budzik, bo gdy rano wstałem, było już dobrze po ósmej. Zerwałem się, zabrałem pierwsze lepsze ubrania z kupy, nie sprawdzając nawet uprzednio, czy nie śmierdzą. Spakowałem do plecaka przypadkowe zeszyty i rzuciłem się ku drzwiom. Ledwo miałem siłę, by biec. Po drodze wpadłem do spożywczaka, wziąłem jakieś gówno energetyzujące, rzuciłem się w stronę pieczywa, żeby chwycić coś na śniadanie. Potem z powrotem wróciłem do biegu, popijając to coś, co właściwie nic mi nie dawało.
Do szkoły wpadłem w trakcie drugiej lekcji. Oczywiście uznałem, że nie warto już na nią iść. Usiadłem na ławce obok klasy od biologii, gdzie miałem mieć teraz lekcję. Zamknąłem oczy ze zmęczenia. Wiedziałem, że wychowawczyni znowu ochrzani mnie za zaspanie. Musiałem się bardziej pilnować, w końcu i ona wkurzy się za moje nieobecności i będzie chciała wzywać rodziców. A do tego nie mogłem doprowadzić.
Otworzyłem oczy i aż zadrżałem. Naprzeciwko mnie siedziała młoda dziewczyna i wlepiała we mnie wzrok. Od razu zdenerwowało mnie jej świdrujące spojrzenie.
-Dobrze się czujesz? – zapytała z niepokojem. Przez moment gapiłem się na nią trochę zaskoczony.
-Co? – zapytałem głupio, ogarniając się.
-Pytałam, czy dobrze się czujesz – powtórzyła ona cierpliwie. Zamrugałem kilkakrotnie powiekami, zanim dotarło do mnie, co ona powiedziała.
-Świetnie – odparłem półprzytomnie. Dziewczyna jeszcze przez jakiś czas mi się przyglądała, potem wzruszyła ramionami.
-wyglądasz fatalnie – oznajmiła prosto z mostu, grzebiąc w swoim plecaku – Jak jakieś zombie – dodała z obrzydzeniem – Musiało ci się naprawdę śpieszyć do szkoły – podsumowała, wyciągając jakieś czasopismo. Potem już się nie odzywała, i bardzo dobrze, bo powoli zaczynała wkurzać mnie tą swoją paplaniną. Rozejrzałem się. Nikogo więcej oprócz nas nie było na tym korytarzu, więc za bardzo nie miałem co robić. Znowu utkwiłem w niej wzrok. Zauważyłem, że nie należy do najbrzydszych, nawet jest całkiem ładna. Nadawałaby się do tej roboty. Oczywiście jeśliby nie otwierała buźki.
-Czemu mi się tak przyglądasz? – dotarło do mnie jej pytanie. Zarumieniłem się i coś tam, wymamrotałem pod nosem, spuszczając wzrok. Dosłownie minutę później uniosłem głowę do góry i zobaczyłem, że to ona mi się dziwnie przygląda.
-I kto tu się na kogo patrzy? – zapytałem, wybuchając śmiechem. Ona spłonęła rumieńcem i także się uśmiechnęła. Z powrotem schowała nos w gazecie – Ciekawe to to? – postanowiłem trochę ją podręczyć
-Gdyby nie była ciekawa, to bym jej nie czytała –prychnęła krótko, przewracając stronę.
-A dużo się z niej dowiedziałaś? – podpytywałem sprytnie dalej, omal ponownie nie wybuchając głośnym śmiechem. Ona rzuciła mi zawistne spojrzenie jakby domyślała się, że nie pytam przypadkowo. Ale z mojej twarzy nie wyczytała nic.
-Całkiem sporo – odparła ostrożnie.
-Z przewróconej do góry nogami? – zachichotałem –Zazdroszczę!
Ona znowu spłonęła rumieńcem i przewróciła gazetę. Milczała grobowo, a ja w żaden sposób nie mogłem opanować śmiechu.
-No przestań już! – warknęła wkurzona, rzucając we mnie czasopismem. Złapałem je w powietrzu.
-No wiesz! – krzyknąłem oburzony – Nie podejrzewałbym taką delikatną dziewuszkę o taką agresję!
-Agresję!? – powtórzyła ona – Agresję to ja tobie za chwilę pokażę! – zacisnęła mocniej pięści – Lepiej odrzuć mi gazetę, bo...
-Bo? – podpytałem dalej. Specjalnie, żeby ją wkurzyć, zacząłem na pokaz przeglądać czasopismo. Dziewczyna niespodziewanie dla mnie rzuciła się, ledwo udało m i się uniknąć jej ciosu – Kolejny sukces green day’a – czytałem, zręcznie unikając jej dłoni – Ciekawe rzeczy... – wymamrotałem, przewracając kartkę – Aerosmith już bez wokalisty. Ojej, jak mi przykro – ponownie uciekłem jej sprzed nosa.
-Dobra, masz swoich idoli – prychnąłem po blisko dziesięciu minutach, rzucając jej gazetę i siadając z powrotem na ławce – Mi się wiedza na ich temat nie przyda.
-Powinieneś też zacząć je przeglądać – wydusiła zziajana już dziewczyna, ale zadowolona z odzyskanej rzeczy, siadając tym razem obok mnie.
-Niby dlaczego? – wrzasnąłem zaskoczony z rozszerzonymi oczami. Ona przyłożyła palec do ust, żeby mnie uciszyć.
-Tu są lekcje, nie zapominaj się – upomniała mnie. Miałem ochotę przypomnieć jej o naszej kłótni sprzed kilku minut, która była co najmniej kilka razy głośniejsza. Podarowałem sobie.
-Nie unikaj tematu, tylko odpowiedz mi na pytanie. Dlaczego niby miałbym przeglądać te tandetne brukowce? – głębiłem dalej temat.
-Bo być może będziesz szukał w niej swoich kumpli.
-Moich kumpli? – powtórzyłem głupio zdenerwowany. Od razu przed oczami stanęły mi ćpuny z dworca. Czy to możliwe, by poprzedniej nocy wydarzyło się coś, o czym nie miałem pojęcia? Czy to możliwe, by ona znała moja tajemnicę?  - O co ci chodzi? Powiedz wprost!
-No nie słyszałeś? Chuck Comeau zakłada zespół. I podobno grają naprawdę nieźle...
Przez ułamek sekundy moje ciało oblała nieziemska ulga. Chwilę później natomiast moje wargi wygięły się w wyraźnym grymasie. Szybko odsunąłem się od dziewczyny i spojrzałem na nią z wyraźnym obrzydzeniem. Szybko zrozumiałem, o co jej chodzi, co ona miała na myśli.
-Oni cię namówili, tak? – zapytałem oschle.
-Że co?
-dobra, nie musisz mi odpowiadać, ja i tak wiem swoje. Co oni do cholery wyprawiają? – warknąłem chyba bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. Zacisnąłem pięści. Powoli to wszystko zaczynało mnie wkurzać. Powiedziałem im, że nie chcę. Czy dla nich moje zdanie to mało? Czy oni muszą jeszcze nasyłać na mnie napalone nastolatki? Czułem, że ona specjalnie zaczęła mówić o zespole. Jeśli oni myśleli, że tym sposobem uda im się namówić mnie, to się pomylili. Wręcz przeciwnie, to mnie jeszcze bardziej zniechęciło.
Od razu straciłem ochotę na rozmowę z ta dziewczyną. Ku jej zdumieniu wstałem wściekły, chwyciłem swój plecak i nie odpowiadając na żadne pytania z jej strony, odszedłem. Akurat w tym samym czasie zadzwonił dzwonek na przerwę. Postanowiłem pójść do toalety i trochę się ogarnąć. Dziewczyna miała rację, wyglądałem fatalnie z podkrążonymi oczami i zmęczonym spojrzeniem. Przemyłem kilkakrotnie twarz, to jednak niewiele mi dało. Wzruszyłem ramionami i wywlokłem się z łazienki. Zacząłem przeciskać się między ludźmi. 

1 komentarz:

  1. haha :D nie ma to jak czytać gazetę do go góry nogami :D
    Nie rozuiem Pierra, przecież widać, że ciągnie go do grania. Powinien przestać się wkurzać na Chucka i spróbować stworzyć z nimi zespół. :)

    OdpowiedzUsuń