czwartek, 24 stycznia 2013

PART IV


-Pierre! – usłyszałem gdzieś za sobą dobrze już znany mi głos – Pierre, zaczekaj!
Prychnąłem cicho pod nosem, ale odwróciłem się. W moją stronę biegł oczywiście Chuck, chyba nawet z Sebem. Właściwie to cieszyłem się, że mnie zaczepili. Mogłem od razu ich opieprzyć za wtrącanie się w nieswoje sprawy.
-Co wy sobie wyobrażacie?! – warknąłem, zanim oni zdążyli chociażby otworzyć buzie – Ile razy mam wam powtarzać, że nie zostanę żadnym gównianym wokalistą waszego durnego zespołu?! Macie na mnie nie nasyłać nikogo, nawet ładnych dziewczyn, które dziwnym trafem zaczynają mówić o sławie! To na mnie nie działa, rozumiecie?!
-Co? – zapytał głupio Chuck, spoglądając na swojego przyjaciela. Obaj byli zdumieni, a raczej udawali zdumionych. Nie zamierzałem dać się nabrać.
-Gówno! Macie przestać się wtrącać w moje życie! Niech do was wreszcie dotrze, że dla was i dla waszego głupiego zespołu tutaj nie ma miejsca! Dajcie mi spokój, okej?!
-Bouvier, co ty wymyślasz? – zapytał Seb – Przecież my na ciebie nie naciskamy w żaden sposób!
-Wcale! – warknąłem z ironią – A ta dziewczyna to co, z nieba spadła? Skąd niby wiedziała o waszym zespole? I niby przypadkiem miała tą gazetę?! Dajcie spokój...
-Dziewczyna? – powtórzyli głupio chłopaki jednocześnie – My nic nie wiemy o żadnej dziewczynie!
-Ale w sumie racja, kilka osób wie, że chcemy założyć zespół i że brakuje nam wokalisty. Ona musiała być jedną z tych kilku osób...
-Tak, i oczywiście wy wcale nie macie z tym nic wspólnego... – prychnąłem obojętnie – Nie wierzę w to!
-Ty idioto, naprawdę myślisz, że gdyby nam na tobie zależało, to korzystalibyśmy z pomocy trzeciej osoby?  Zresztą słuchaj, nie jesteś niezastąpiony. Jeśli nie chcesz, to nie, twoja strata! My równie dobrze możemy znaleźć kogoś innego na wokal. Nie myśl sobie, że my będziemy na ciebie czekać, Bouvier. Nie jesteś pępkiem świata i nie zachowuj się, jakbyś nim był! To chore!
-Wiesz co? – zbliżyłem się do Comeau, który nawet się nie przestraszył mojego spojrzenia – Jesteś ostatnią osobą, która ma prawo prawić mi kazania.
-Płytkość twojego myślenia mnie rozwala – prychnął Chuck, który wyglądał jakby nie mógł już wytrzymać. Zapewne gdyby nie stojący obok niego kumpel rozerwałby mnie na strzępy.
-Że co?
-Nieważne – uciął krótko perkusista – Chodź, Seb, idziemy, póki jeszcze nic mu nie zrobiłem, bo jeszcze jakieś nieszczęście z tego będzie.
Oni szybko zniknęli w tłumie młodzieży, a ja nie zamierzałem ich zatrzymywać. Dłonie mi drżały ze złości. Ja egoistą? Czy ja naprawdę jestem egoistą czy tylko samodzielnie żyjącym człowiekiem? W sumie od zawsze byłem sam, sam musiałem o siebie zadbać. Czy to egoizm?
Dzwonek obwieścił koniec przerwy, jednocześnie wybudzając mnie z głębokiego zamyślenia. Zerwałem się i biegiem ruszyłem ku klasie, w której teraz miała się odbyć moja lekcja. Dopiero siedząc w ławce uświadomiłem sobie, co Chuck miał na myśli, mówiąc o moim płytkim myśleniu. Ta cała gra była napisana przez moje samolubstwo, ta dziewczyna nie miała nic wspólnego z chłopakami. To ja zawaliłem. To ja źle połączyłem te klocki.
-Psia krew – wysyczałem, chwytając się za głowę i chowając ją między swoimi łokciami. Usłyszałem cichy chichot klasy i poczułem, że się rumienię. Nienawidziłem rzucać się w oczy.
Nie mam pojęcia, dlaczego uznałem, że trzeba ją przeprosić. Właściwie niczego złego nie zrobiłem. Ale miałem wrażenie, że muszę. Po prostu. Dlatego tuż po lekcji czekałem, aż wyjdzie z klasy. Nie pojawiła się. Poczułem lekkie ukłucie w sercu, kiedy zauważyłem, jak nauczyciel zamyka drzwi klasy. Niemile zaskoczony zszedłem schodami na dół. Nie wiedziałem o niej właściwie nic, ani do jakiej chodzi klasy, ani nawet jak ma na imię. A coraz bardziej zależało mi, by raz na zawsze to wszystko wyjaśnić.
Latałem jak głupi po szkolnych korytarzach, poszukując jej. Jak na złość to nic nie dawało. Denerwowałem się coraz bardziej, sam nie wiedziałem, dlaczego. W końcu postanowiłem ją poobserwować po lekcjach. Zatrzymałem się przy samym wyjściu, by nikogo nie ominąć swoim wzrokiem. Zauważyłem Chucka, Seba i Jeffa żywo dyskutujących na jakiś temat. Nawet mnie nie zobaczyli. Chociaż w sumie w ogóle mi na tym nie zależało.
Ona raczej wcześniej mnie zauważyła i raczej nie miała ochoty ze mną rozmawiać, bo próbowała cichcem przemknąć obok. Nie udało jej się, od razu wyhaczyłem ją swoim wzrokiem.
-Zaczekaj! – krzyknąłem, biegnąc za nią. Nawet nie zareagowała jakby miała nadzieję, że nie mówię właśnie o niej. Dopiero gdy jąą zatrzymałem, kładąc rękę na ramieniu, ona odwróciła się zamaszyście.
-Czego chcesz? – warknęła tak zjadliwie, że aż otworzyłem oczy ze zdumienia. Szczerze mówiąc to nie spodziewałem się takiej reakcji – Streszczaj się!
-Spokojnie – uśmiechnąłem się ciepło – Chciałem cię tylko przeprosić za to, jak cię potraktowałem rano...
Ona tylko prychnęła cicho i ruszyła naprzód. Zrozumiałem, że moje starania nie mają żadnego znaczenia. Wzruszyłem obojętnie ramionami, wsunąłem dłonie do kieszeni i sam skierowałem się w stronę sklepu, by kupić sobie coś na obiad. Uznałem, że zrobiłem wszystko, co mogłem zrobić. A jednak, to wciąż mnie dręczyło. Dlaczego tak bardzo zależało mi na tym, by ją przeprosić? W końcu to tylko jedna dziewczyna. W końcu raniłem ich o wiele więcej.
-Kurde! – jęknąłem, obracając się na pięcie i biegnąc ku jej osobie.
-Znowu ty? – zapytała zmęczona, gdy ciężko oddychając zrównałem się z nią krokami – Upierdliwy jesteś – prychnęła, przyspieszając.
-Bo mi zależy – oświadczyłem. Ona spojrzała na mnie rozszerzonymi oczyma.
-źle trafiłeś – odparła dumnie – Nienawidzę obojętności. Mogłeś chociaż wyjaśnić, o co chodzi, a ty mnie perfidnie zostawiłeś na środku korytarza. Zwyczajnie mnie olałeś!
-Przeprosiłem już, co jeszcze mam zrobić?!
-Pokazać, że naprawdę ci zależy!
-W jaki sposób!?
-To już zadanie dla ciebie.
Westchnąłem ciężko, wpatrując się we własne buty. Jej tajemniczość mnie dobijała, a za razem pociągała.
-Może jakaś podpowiedź? – zapytałem z niewielką nadzieją, którą ona natychmiast zgasiła swoim spojrzeniem – Okej, jakoś sobie poradzę – wzruszyłem ramionami, chociaż tak naprawdę to nie miałem pojęcia, od czego zacząć.
-Ja ciebie nie rozumiem – oznajmiła, krzyżując ramiona na piersiach – Nie potrafię ciebie rozgryźć.
-Ja sam siebie czasem nie rozumiem - wystawiłem jej język, na co dziewczyna wybuchła głośnym śmiechem – Czy ja powiedziałem coś śmiesznego? – zapytałem głupio.
-Niee... –roześmiała się – to cześć – pożegnała się nagle, niespodziewanie dla mnie skręcając w bok, zanim zdążyłem chociażby się roześmiać. Wzruszyłem ramionami. Ona była podejrzanie tajemnicza. No i... Znowu zapomniałem zapytać się jej o imię.

1 komentarz:

  1. I bardzo dobrze Chuck mu powiedział! Niech sobie Bouvier nie myśli że jest pępkiem świata xD
    Mam nadzieję, że jednak się opamęta i dogada z chłopakami ;)
    No i że wreszcie dowie się jak ma na imię ta tajemnicza dziewczyna :D

    OdpowiedzUsuń