-Pierre! – usłyszałem gdzieś za sobą dobrze już znany mi
głos – Pierre, zaczekaj!
Prychnąłem cicho pod nosem, ale odwróciłem się. W moją
stronę biegł oczywiście Chuck, chyba nawet z Sebem. Właściwie to cieszyłem się,
że mnie zaczepili. Mogłem od razu ich opieprzyć za wtrącanie się w nieswoje
sprawy.
-Co wy sobie wyobrażacie?! – warknąłem, zanim oni zdążyli
chociażby otworzyć buzie – Ile razy mam wam powtarzać, że nie zostanę żadnym
gównianym wokalistą waszego durnego zespołu?! Macie na mnie nie nasyłać nikogo,
nawet ładnych dziewczyn, które dziwnym trafem zaczynają mówić o sławie! To na
mnie nie działa, rozumiecie?!
-Co? – zapytał głupio Chuck, spoglądając na swojego
przyjaciela. Obaj byli zdumieni, a raczej udawali zdumionych. Nie zamierzałem
dać się nabrać.
-Gówno! Macie przestać się wtrącać w moje życie! Niech do
was wreszcie dotrze, że dla was i dla waszego głupiego zespołu tutaj nie ma
miejsca! Dajcie mi spokój, okej?!
-Bouvier, co ty wymyślasz? – zapytał Seb – Przecież my na
ciebie nie naciskamy w żaden sposób!
-Wcale! – warknąłem z ironią – A ta dziewczyna to co, z
nieba spadła? Skąd niby wiedziała o waszym zespole? I niby przypadkiem miała tą
gazetę?! Dajcie spokój...
-Dziewczyna? – powtórzyli głupio chłopaki jednocześnie –
My nic nie wiemy o żadnej dziewczynie!
-Ale w sumie racja, kilka osób wie, że chcemy założyć
zespół i że brakuje nam wokalisty. Ona musiała być jedną z tych kilku osób...
-Tak, i oczywiście wy wcale nie macie z tym nic
wspólnego... – prychnąłem obojętnie – Nie wierzę w to!
-Ty idioto, naprawdę myślisz, że gdyby nam na tobie
zależało, to korzystalibyśmy z pomocy trzeciej osoby? Zresztą słuchaj, nie jesteś niezastąpiony.
Jeśli nie chcesz, to nie, twoja strata! My równie dobrze możemy znaleźć kogoś
innego na wokal. Nie myśl sobie, że my będziemy na ciebie czekać, Bouvier. Nie
jesteś pępkiem świata i nie zachowuj się, jakbyś nim był! To chore!
-Wiesz co? – zbliżyłem się do Comeau, który nawet się nie
przestraszył mojego spojrzenia – Jesteś ostatnią osobą, która ma prawo prawić
mi kazania.
-Płytkość twojego myślenia mnie rozwala – prychnął Chuck,
który wyglądał jakby nie mógł już wytrzymać. Zapewne gdyby nie stojący obok
niego kumpel rozerwałby mnie na strzępy.
-Że co?
-Nieważne – uciął krótko perkusista – Chodź, Seb,
idziemy, póki jeszcze nic mu nie zrobiłem, bo jeszcze jakieś nieszczęście z
tego będzie.
Oni szybko zniknęli w tłumie młodzieży, a ja nie
zamierzałem ich zatrzymywać. Dłonie mi drżały ze złości. Ja egoistą? Czy ja
naprawdę jestem egoistą czy tylko samodzielnie żyjącym człowiekiem? W sumie od
zawsze byłem sam, sam musiałem o siebie zadbać. Czy to egoizm?
Dzwonek obwieścił koniec przerwy, jednocześnie wybudzając
mnie z głębokiego zamyślenia. Zerwałem się i biegiem ruszyłem ku klasie, w
której teraz miała się odbyć moja lekcja. Dopiero siedząc w ławce uświadomiłem
sobie, co Chuck miał na myśli, mówiąc o moim płytkim myśleniu. Ta cała gra była
napisana przez moje samolubstwo, ta dziewczyna nie miała nic wspólnego z
chłopakami. To ja zawaliłem. To ja źle połączyłem te klocki.
-Psia krew – wysyczałem, chwytając się za głowę i
chowając ją między swoimi łokciami. Usłyszałem cichy chichot klasy i poczułem,
że się rumienię. Nienawidziłem rzucać się w oczy.
Nie mam pojęcia, dlaczego uznałem, że trzeba ją
przeprosić. Właściwie niczego złego nie zrobiłem. Ale miałem wrażenie, że
muszę. Po prostu. Dlatego tuż po lekcji czekałem, aż wyjdzie z klasy. Nie
pojawiła się. Poczułem lekkie ukłucie w sercu, kiedy zauważyłem, jak nauczyciel
zamyka drzwi klasy. Niemile zaskoczony zszedłem schodami na dół. Nie wiedziałem
o niej właściwie nic, ani do jakiej chodzi klasy, ani nawet jak ma na imię. A
coraz bardziej zależało mi, by raz na zawsze to wszystko wyjaśnić.
Latałem jak głupi po szkolnych korytarzach, poszukując
jej. Jak na złość to nic nie dawało. Denerwowałem się coraz bardziej, sam nie
wiedziałem, dlaczego. W końcu postanowiłem ją poobserwować po lekcjach. Zatrzymałem
się przy samym wyjściu, by nikogo nie ominąć swoim wzrokiem. Zauważyłem Chucka,
Seba i Jeffa żywo dyskutujących na jakiś temat. Nawet mnie nie zobaczyli. Chociaż
w sumie w ogóle mi na tym nie zależało.
Ona raczej wcześniej mnie zauważyła i raczej nie miała
ochoty ze mną rozmawiać, bo próbowała cichcem przemknąć obok. Nie udało jej
się, od razu wyhaczyłem ją swoim wzrokiem.
-Zaczekaj! – krzyknąłem, biegnąc za nią. Nawet nie
zareagowała jakby miała nadzieję, że nie mówię właśnie o niej. Dopiero gdy jąą
zatrzymałem, kładąc rękę na ramieniu, ona odwróciła się zamaszyście.
-Czego chcesz? – warknęła tak zjadliwie, że aż otworzyłem
oczy ze zdumienia. Szczerze mówiąc to nie spodziewałem się takiej reakcji –
Streszczaj się!
-Spokojnie – uśmiechnąłem się ciepło – Chciałem cię tylko
przeprosić za to, jak cię potraktowałem rano...
Ona tylko prychnęła cicho i ruszyła naprzód. Zrozumiałem,
że moje starania nie mają żadnego znaczenia. Wzruszyłem obojętnie ramionami,
wsunąłem dłonie do kieszeni i sam skierowałem się w stronę sklepu, by kupić
sobie coś na obiad. Uznałem, że zrobiłem wszystko, co mogłem zrobić. A jednak,
to wciąż mnie dręczyło. Dlaczego tak bardzo zależało mi na tym, by ją
przeprosić? W końcu to tylko jedna dziewczyna. W końcu raniłem ich o wiele
więcej.
-Kurde! – jęknąłem, obracając się na pięcie i biegnąc ku
jej osobie.
-Znowu ty? – zapytała zmęczona, gdy ciężko oddychając
zrównałem się z nią krokami – Upierdliwy jesteś – prychnęła, przyspieszając.
-Bo mi zależy – oświadczyłem. Ona spojrzała na mnie
rozszerzonymi oczyma.
-źle trafiłeś – odparła dumnie – Nienawidzę obojętności.
Mogłeś chociaż wyjaśnić, o co chodzi, a ty mnie perfidnie zostawiłeś na środku korytarza.
Zwyczajnie mnie olałeś!
-Przeprosiłem już, co jeszcze mam zrobić?!
-Pokazać, że naprawdę ci zależy!
-W jaki sposób!?
-To już zadanie dla ciebie.
Westchnąłem ciężko, wpatrując się we własne buty. Jej
tajemniczość mnie dobijała, a za razem pociągała.
-Może jakaś podpowiedź? – zapytałem z niewielką nadzieją,
którą ona natychmiast zgasiła swoim spojrzeniem – Okej, jakoś sobie poradzę –
wzruszyłem ramionami, chociaż tak naprawdę to nie miałem pojęcia, od czego
zacząć.
-Ja ciebie nie rozumiem – oznajmiła, krzyżując ramiona na
piersiach – Nie potrafię ciebie rozgryźć.
-Ja sam siebie czasem nie rozumiem - wystawiłem jej język,
na co dziewczyna wybuchła głośnym śmiechem – Czy ja powiedziałem coś
śmiesznego? – zapytałem głupio.
-Niee... –roześmiała się – to cześć – pożegnała się
nagle, niespodziewanie dla mnie skręcając w bok, zanim zdążyłem chociażby się
roześmiać. Wzruszyłem ramionami. Ona była podejrzanie tajemnicza. No i... Znowu
zapomniałem zapytać się jej o imię.
I bardzo dobrze Chuck mu powiedział! Niech sobie Bouvier nie myśli że jest pępkiem świata xD
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że jednak się opamęta i dogada z chłopakami ;)
No i że wreszcie dowie się jak ma na imię ta tajemnicza dziewczyna :D