Nauczyciel coś tam gadał, ale nie zwracałem uwagi na jego
gadanie, jak zwykle zresztą. Dopiero po pięciu minutach, kiedy dotarło do mnie,
że ktoś puka do drzwi, wróciłem myślami do szkoły. Do klasy wszedł dyrektor, a
za nim wskoczył podobny do małpy blondyn, którego nigdy na oczy nie widziałem.
Dyrektor spojrzał na biologa, ten tylko machnął dłonią.
-To jest David – oznajmił głośno jakby chciał, aby
jeszcze w innych klasach go usłyszano. Wskazał ręką na ciekawie rozglądającego
się i trochę przypominającego dziecko blondyna. Rozległy się głośne szepty, ale
dyrektor szybko je uspokoił swoimi kolejnymi słowami – Będzie chodził do waszej
klasy. Mam nadzieję, że szybko przyzwyczaicie się do nowego kolegi... – nikt
już nie słuchał reszty przemowy. Wszyscy przyglądali się Davidowi, który do
twarzy miał przyklejony uśmieszek i wyglądał co najmniej dziwnie.
-To co, może teraz ty o sobie coś powiesz? – zaproponował
dyrektor, zauważając, że zainteresowanie jego osobą spadło. David nabrał powietrza
w usta, a potem powoli je wypuścił. Miałem wrażenie, że w ogóle się nie
denerwuje.
-Ciężka sprawa – westchnął, drapiąc się po głowie z jedną
brwią uniesioną do góry – A co mi tam, mogę spróbować. Jestem David, mam tyle
lat co wy. Na razie mój pierwotny cel to zdanie matury, chociaż jak nie zdam,
to nic strasznego się nie stanie.
Interesuję się muzyką. Kumple z poprzedniej szkoły mówili, że jestem
lekkomyślny i nieogarnięty, nie mam pojęcia, dlaczego – wzruszył ramionami –
Czasami przypominam kosmitę, też nie wiem, dlaczego. Ktoś mi kiedyś powiedział,
że to przez wygląd, ale potem przez dwie godziny stałem przed lustrem i
doszedłem do wniosku, że to nie to. Sam już nie wiem, o co im chodziło z tym
kosmitą. Ciągle mnie to zastanawia, a jak zapytałem kolegów, to odparli, że mam
się sam domyślić. Nie polecam wam takich przyjaciół, wszystkiego musz...
-Dziękuję, David – przerwał mu w końcu zmęczony już
gadaniem blondyna dyrektor. Cała klasa była w szoku, ja także. W końcu
niecodziennie spotyka się tak bardzo otwartą osobę – Myślę, że już sporo się o tobie
dowiedzieliśmy – dyrektor chrząknął znacząco i rozejrzał się po klasie – Możesz
sobie usiąść... o wiedzę, że koło Bouviera jest wolne.
Przekląłem cicho pod nosem. Jeszcze tego mi brakuje...
Blondyn nie wydawał się być ani trochę obrażony za to, że
przerwano mu monolog. Wręcz z radością podbiegł do mojej ławki, prawie
potykając się o swoje sznurówki. Z głośnym szumem odsunął sobie krzesło i z
entuzjazmem na nie wskoczył. Chyba nawet nie zwrócił uwagi na moją kwaśną minę.
Co prawda wydawał się być naprawdę sympatyczny, ale na pierwszy rzut oka stwierdziłem,
że do mnie nie pasuje. Wszystko przyjmował z taką lekkością. Miałem wrażenie,
że nigdy nie dostał kopniaka od życia, a taki na pewno przydałby mu się. Kilka
razy próbował do mnie zagadać, ale jego starania zakolegowania się ze mną
spełzły na niczym. Po prostu nie byliśmy z tej samej bajki.
-Daj spokój, wydaje się być naprawdę fajny – zagadnęła
nieśmiało Kate do Nati, która od razu głośno na przerwie wyśmiała blondyna za
wszystko, co tylko jej oczy dostrzegły. A jej wzrok zawsze sięgał tam, gdzie
nie powinien.
-Przestań! – prychnęła blondynka, odrzucając swe blond
włosy do tyłu – On jest typowym człowiekiem plebsu, powinien być ich przywódcą!
– zachichotała – Nie widzisz, jakie to dziecko? Jak go zobaczyłam, to
zastanawiałam się, czy on skończył 10 lat, bo na takiego nie wygląda!
Miałem ochotę powiedzieć Nati, że ona zachowuje się wręcz
odwrotnie, wygląda jak pseudodorosła, a tak naprawdę jest rozpieszczonym
bachorem, ale przerwał mi głośny wybuch śmiechu. Na szczęście, bo dotarło do
mnie, co chciałem zrobić. Ja tam do Dave’a nic nie mam. Zauważyłem, że Kate
także się śmieje, ale jest to śmiech wymuszony. Westchnąłem cicho. Znałem Kate
od dawna, wiedziałem, że ulegnie grupie i sama będzie dokuczać Dave’owi. W
duchu współczułem biedakowi. Skoro już teraz się z niego nabijają, potem może
być już tylko gorzej.
NARRACJA DAVE’A
Z nieco podstarzałego, ale wciąż jeszcze sprawnego
pudełka wyciągnąłem połówkę bułki z serem. Usiadłem na ławce i powoli zacząłem
rozwijać sreberko. Czułem na sobie czyiś wzrok, milion różnych oczu. Starałem
się tym nie przejmować, ale szczerze mówiąc to trochę upierdliwe. Naprawdę nie
lubię, kiedy ktoś się gapi, jak jem, bo mam wrażenie, że oni także są głodni,
chociaż wiem, że mają własne kanapki. Ale i tak jest mi głupio i przez całą
przerwę nie zjadam nic, a potem w ciągu lekcji burczy mi w brzuchu. Tym razem
głód był silniejszy i bez wahania ugryzłem bułkę. Chcąc zabić tę kilkuminutową
nudę, zacząłem przyglądać się ludziom, usiłując wyhaczyć kogoś, kogo
zapamiętałem z wyglądu ze swojej nowej klasy. W zasadzie rozpoznawałem tylko
Pierre’a, z którym siedziałem na prawie każdej lekcji, bo tylko obok niego było
wolne miejsce. Na reszcie siedziałem sam. Miałem takie niemiłe wrażenie, że
wszyscy wokół mnie patrzą na mnie z ironią, nie mam pojęcia, dlaczego.
Zastanawiałem się, czy czasem nie przesadziłem z powitaniem, ale wydawało mi
się, że nie powiedziałem nic złego. Więc o co im wszystkim mogło chodzić?
Rozejrzałem się po korytarzu. Gdzieś tam na dziedzińcu
siedział Pierre ze swoją dziewczyną i całą świtą. Pilnie ich obserwowałem.
Wydawało m i się, że brunet w ogóle nie ma ochoty z nimi przebywać.
Zastanawiałem się, o co tu chodzi. W tej szkole coś się dzieje, tylko oni
zgrabnie to ukrywają. Ugryzłem kanapkę. W sumie to nie powinno mnie to
obchodzić. Obok Nati usiadła inna dziewczyna, obie w tym samym momencie
wybuchły głośnym śmiechem. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że ja ją znam, że
wczoraj przecież razem siedzieliśmy na przystanku. Uśmiechnąłem się do siebie.
W końcu mogłem o coś zaczepić!
Dziesięć minut później znowu zadzwonił dzwonek. Pierre i
jego świta nie ruszyli się, jak zwykle czekali na nauczyciela. W końcu
chemiczka zaczęła iść, cała grupa leniwie wstała i także się ruszyła. Przekląłem
pod nosem. Teraz na pewno nie będę mógł pogadać z Kate. Zdążyłem już poznać jej
imię, a przynajmniej tak wszyscy się do niej zwracali. Trochę się bałem, że
ona, pomimo naszego wczorajszego spotkania nie będzie chciała mnie znać z
jakichś nieznanych mi powodów.
Szczęście w nieszczęściu nauczycielka zagadała się z
jakimś uczniem z innej klasy. Wtedy się przełamałem. Machnąłem lekceważąco
dłonią. W końcu raz się żyje. Powoli podszedłem. Ona nawet mnie nie zauważyła,
opowiadała o czymś jednej ze swoich koleżanek. Nieśmiało szturchnąłem ją palcem
w ramię. Dziewczyny wybuchnęły głośnym śmiechem i wszystkie się odwróciły gapiąc
się na mnie i wciąż cicho chichocząc.
-Cześć, Kate! – wyszczerzyłem się szeroko z nadzieją, że
ona pamięta wczorajszy dzień. Ona spojrzała na mnie, unosząc jedną brew do
góry.
-Cześć – odparła lekceważąco, podpierając się pod boki i
śledząc mnie wyczekująco. Zmieszałem się nieco, a ona, zauważywszy, że się
gubię, postanowiła mnie pospieszyć – Czego chcesz? – zapytała brutalnie, na co
wszyscy znowu wybuchli głośnym śmiechem.
-Pogadać – odparłem radośnie, w ogóle nie przejmując się
jej chłodnym tonem.
-Ze mną? – prychnęła głośno, rzucając zdumione spojrzenie
koleżankom, które natychmiast zaczęły chichotać – Chyba jednak nie – warknęła,
obracając się na pięcie – Że też taki plebs ma w ogóle odwagę się do mnie
odzywać...
Otworzyłem usta, ale z mojej buzi nie wyleciało zupełnie
nic. Gapiłem się na nią z szeroko otwartymi oczyma i myślałem nad tym, co ona
wyprawia. Nie rozumiałem jej. Po prostu nie mogłem pojąć filozofii jej
myślenia. Chciałem coś powiedzieć, ale ktoś kopnął mnie w łydkę. Odwróciłem się
i zauważyłem, że chemiczka już wchodzi do klasy. Westchnąłem ze zrezygnowaniem,
ciągnąc za sobą plecak. Zatrzymałem się przy drzwiach, czekając, aż wszyscy
zajmą swoje miejsca. Ale zanim to zrobili, Pierre już pomachał do mnie.
Westchnąłem i ruszyłem w jego stronę. Trochę głupio się czułem, znowu
zawracając mu głowę. Z drugiej strony.. Dlaczego mnie do siebie zaprosił? W
końcu jeszcze nie zauważyłem, żeby jakoś szczególnie mnie polubił. Właściwie to
w ogóle się do mnie nie odzywał. A ja nie naciskałem.
-Odczep się od Kate – wyszeptał jakby mówił o
najzwyklejszej rzeczy na świecie. Rzuciłem mu pytające spojrzenie –
Dyskretniej! – warknął brunet – Jeśli zauważy, że gadamy, to weźmie mnie do
tablicy. A jak dostanę przez ciebie pałę, to nie dożyjesz jutra! – pogroził mi.
-Dlaczego mam się odczepić? – zapytałem, olewając kolegę
i pilnie śledząc ruchy nauczycielki. Kobieta akurat podniosła głowę znad
papierów i przeleciała wzrokiem po klasie. Tym razem nikogo nie przyłapała.
-Bo ona nie jest dla ciebie – wysyczał ledwo otwierając
usta Pierre – Ja ją znam bardzo dobrze lepiej posłuchaj mojej dobrej rady.
-Znasz ją bardzo dobrze? – zapytałem kpiąco – Prawda jest
taka, że w ogóle jej nie znasz – prychnąłem pewnie, być może zbyt pewnie.
-A co ty możesz o niej wiedzieć? – uśmiechnął się drwiąco
brunet. Chciałem opowiedzieć mu o naszym wczorajszym spotkaniu, ale obaj
usłyszeliśmy triumfalny głos chemicy:
-Bouvier, teraz ty sobie znalazłeś koleżkę do
pogaduch? Może przy tablicy sobie pogadasz? Zapraszam, zadanie już czeka!
Już po pierwszym parcie polubiłam te opowiadanie ;D Jest świetne, nie mogłam przestać się śmiać, gdy Seb gonił Chucka xd
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Nati szybko odwali się od Pierre'a i będzie mógł być z Marie.
Ooo! Cieszę się, że Tobie się podoba! Dzięki <3
Usuńnonono... Biedny Dave, nagrabił sobię u Pierre'a ;)
OdpowiedzUsuńJaki on jest nieogarnięty <3333
Co oni się tak go wszyscy czepiają? Przecież on jest taki KOCHANY <3 :D