niedziela, 24 marca 2013

PART XII


Nauczyciel coś tam gadał, ale nie zwracałem uwagi na jego gadanie, jak zwykle zresztą. Dopiero po pięciu minutach, kiedy dotarło do mnie, że ktoś puka do drzwi, wróciłem myślami do szkoły. Do klasy wszedł dyrektor, a za nim wskoczył podobny do małpy blondyn, którego nigdy na oczy nie widziałem. Dyrektor spojrzał na biologa, ten tylko machnął dłonią.
-To jest David – oznajmił głośno jakby chciał, aby jeszcze w innych klasach go usłyszano. Wskazał ręką na ciekawie rozglądającego się i trochę przypominającego dziecko blondyna. Rozległy się głośne szepty, ale dyrektor szybko je uspokoił swoimi kolejnymi słowami – Będzie chodził do waszej klasy. Mam nadzieję, że szybko przyzwyczaicie się do nowego kolegi... – nikt już nie słuchał reszty przemowy. Wszyscy przyglądali się Davidowi, który do twarzy miał przyklejony uśmieszek i wyglądał co najmniej dziwnie.
-To co, może teraz ty o sobie coś powiesz? – zaproponował dyrektor, zauważając, że zainteresowanie jego osobą spadło. David nabrał powietrza w usta, a potem powoli je wypuścił. Miałem wrażenie, że w ogóle się nie denerwuje.
-Ciężka sprawa – westchnął, drapiąc się po głowie z jedną brwią uniesioną do góry – A co mi tam, mogę spróbować. Jestem David, mam tyle lat co wy. Na razie mój pierwotny cel to zdanie matury, chociaż jak nie zdam, to nic strasznego się  nie stanie. Interesuję się muzyką. Kumple z poprzedniej szkoły mówili, że jestem lekkomyślny i nieogarnięty, nie mam pojęcia, dlaczego – wzruszył ramionami – Czasami przypominam kosmitę, też nie wiem, dlaczego. Ktoś mi kiedyś powiedział, że to przez wygląd, ale potem przez dwie godziny stałem przed lustrem i doszedłem do wniosku, że to nie to. Sam już nie wiem, o co im chodziło z tym kosmitą. Ciągle mnie to zastanawia, a jak zapytałem kolegów, to odparli, że mam się sam domyślić. Nie polecam wam takich przyjaciół, wszystkiego musz...
-Dziękuję, David – przerwał mu w końcu zmęczony już gadaniem blondyna dyrektor. Cała klasa była w szoku, ja także. W końcu niecodziennie spotyka się tak bardzo otwartą osobę – Myślę, że już sporo się o tobie dowiedzieliśmy – dyrektor chrząknął znacząco i rozejrzał się po klasie – Możesz sobie usiąść... o wiedzę, że koło Bouviera jest wolne.
Przekląłem cicho pod nosem. Jeszcze tego mi brakuje...
Blondyn nie wydawał się być ani trochę obrażony za to, że przerwano mu monolog. Wręcz z radością podbiegł do mojej ławki, prawie potykając się o swoje sznurówki. Z głośnym szumem odsunął sobie krzesło i z entuzjazmem na nie wskoczył. Chyba nawet nie zwrócił uwagi na moją kwaśną minę. Co prawda wydawał się być naprawdę sympatyczny, ale na pierwszy rzut oka stwierdziłem, że do mnie nie pasuje. Wszystko przyjmował z taką lekkością. Miałem wrażenie, że nigdy nie dostał kopniaka od życia, a taki na pewno przydałby mu się. Kilka razy próbował do mnie zagadać, ale jego starania zakolegowania się ze mną spełzły na niczym. Po prostu nie byliśmy z tej samej bajki.
-Daj spokój, wydaje się być naprawdę fajny – zagadnęła nieśmiało Kate do Nati, która od razu głośno na przerwie wyśmiała blondyna za wszystko, co tylko jej oczy dostrzegły. A jej wzrok zawsze sięgał tam, gdzie nie powinien.
-Przestań! – prychnęła blondynka, odrzucając swe blond włosy do tyłu – On jest typowym człowiekiem plebsu, powinien być ich przywódcą! – zachichotała – Nie widzisz, jakie to dziecko? Jak go zobaczyłam, to zastanawiałam się, czy on skończył 10 lat, bo na takiego nie wygląda!
Miałem ochotę powiedzieć Nati, że ona zachowuje się wręcz odwrotnie, wygląda jak pseudodorosła, a tak naprawdę jest rozpieszczonym bachorem, ale przerwał mi głośny wybuch śmiechu. Na szczęście, bo dotarło do mnie, co chciałem zrobić. Ja tam do Dave’a nic nie mam. Zauważyłem, że Kate także się śmieje, ale jest to śmiech wymuszony. Westchnąłem cicho. Znałem Kate od dawna, wiedziałem, że ulegnie grupie i sama będzie dokuczać Dave’owi. W duchu współczułem biedakowi. Skoro już teraz się z niego nabijają, potem może być już tylko gorzej.

NARRACJA DAVE’A

Z nieco podstarzałego, ale wciąż jeszcze sprawnego pudełka wyciągnąłem połówkę bułki z serem. Usiadłem na ławce i powoli zacząłem rozwijać sreberko. Czułem na sobie czyiś wzrok, milion różnych oczu. Starałem się tym nie przejmować, ale szczerze mówiąc to trochę upierdliwe. Naprawdę nie lubię, kiedy ktoś się gapi, jak jem, bo mam wrażenie, że oni także są głodni, chociaż wiem, że mają własne kanapki. Ale i tak jest mi głupio i przez całą przerwę nie zjadam nic, a potem w ciągu lekcji burczy mi w brzuchu. Tym razem głód był silniejszy i bez wahania ugryzłem bułkę. Chcąc zabić tę kilkuminutową nudę, zacząłem przyglądać się ludziom, usiłując wyhaczyć kogoś, kogo zapamiętałem z wyglądu ze swojej nowej klasy. W zasadzie rozpoznawałem tylko Pierre’a, z którym siedziałem na prawie każdej lekcji, bo tylko obok niego było wolne miejsce. Na reszcie siedziałem sam. Miałem takie niemiłe wrażenie, że wszyscy wokół mnie patrzą na mnie z ironią, nie mam pojęcia, dlaczego. Zastanawiałem się, czy czasem nie przesadziłem z powitaniem, ale wydawało mi się, że nie powiedziałem nic złego. Więc o co im wszystkim mogło chodzić?
Rozejrzałem się po korytarzu. Gdzieś tam na dziedzińcu siedział Pierre ze swoją dziewczyną i całą świtą. Pilnie ich obserwowałem. Wydawało m i się, że brunet w ogóle nie ma ochoty z nimi przebywać. Zastanawiałem się, o co tu chodzi. W tej szkole coś się dzieje, tylko oni zgrabnie to ukrywają. Ugryzłem kanapkę. W sumie to nie powinno mnie to obchodzić. Obok Nati usiadła inna dziewczyna, obie w tym samym momencie wybuchły głośnym śmiechem. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że ja ją znam, że wczoraj przecież razem siedzieliśmy na przystanku. Uśmiechnąłem się do siebie. W końcu mogłem o coś zaczepić!
Dziesięć minut później znowu zadzwonił dzwonek. Pierre i jego świta nie ruszyli się, jak zwykle czekali na nauczyciela. W końcu chemiczka zaczęła iść, cała grupa leniwie wstała i także się ruszyła. Przekląłem pod nosem. Teraz na pewno nie będę mógł pogadać z Kate. Zdążyłem już poznać jej imię, a przynajmniej tak wszyscy się do niej zwracali. Trochę się bałem, że ona, pomimo naszego wczorajszego spotkania nie będzie chciała mnie znać z jakichś nieznanych mi powodów.
Szczęście w nieszczęściu nauczycielka zagadała się z jakimś uczniem z innej klasy. Wtedy się przełamałem. Machnąłem lekceważąco dłonią. W końcu raz się żyje. Powoli podszedłem. Ona nawet mnie nie zauważyła, opowiadała o czymś jednej ze swoich koleżanek. Nieśmiało szturchnąłem ją palcem w ramię. Dziewczyny wybuchnęły głośnym śmiechem i wszystkie się odwróciły gapiąc się na mnie i wciąż cicho chichocząc.
-Cześć, Kate! – wyszczerzyłem się szeroko z nadzieją, że ona pamięta wczorajszy dzień. Ona spojrzała na mnie, unosząc jedną brew do góry.
-Cześć – odparła lekceważąco, podpierając się pod boki i śledząc mnie wyczekująco. Zmieszałem się nieco, a ona, zauważywszy, że się gubię, postanowiła mnie pospieszyć – Czego chcesz? – zapytała brutalnie, na co wszyscy znowu wybuchli głośnym śmiechem.
-Pogadać – odparłem radośnie, w ogóle nie przejmując się jej chłodnym tonem.
-Ze mną? – prychnęła głośno, rzucając zdumione spojrzenie koleżankom, które natychmiast zaczęły chichotać – Chyba jednak nie – warknęła, obracając się na pięcie – Że też taki plebs ma w ogóle odwagę się do mnie odzywać...
Otworzyłem usta, ale z mojej buzi nie wyleciało zupełnie nic. Gapiłem się na nią z szeroko otwartymi oczyma i myślałem nad tym, co ona wyprawia. Nie rozumiałem jej. Po prostu nie mogłem pojąć filozofii jej myślenia. Chciałem coś powiedzieć, ale ktoś kopnął mnie w łydkę. Odwróciłem się i zauważyłem, że chemiczka już wchodzi do klasy. Westchnąłem ze zrezygnowaniem, ciągnąc za sobą plecak. Zatrzymałem się przy drzwiach, czekając, aż wszyscy zajmą swoje miejsca. Ale zanim to zrobili, Pierre już pomachał do mnie. Westchnąłem i ruszyłem w jego stronę. Trochę głupio się czułem, znowu zawracając mu głowę. Z drugiej strony.. Dlaczego mnie do siebie zaprosił? W końcu jeszcze nie zauważyłem, żeby jakoś szczególnie mnie polubił. Właściwie to w ogóle się do mnie nie odzywał. A ja nie naciskałem.
-Odczep się od Kate – wyszeptał jakby mówił o najzwyklejszej rzeczy na świecie. Rzuciłem mu pytające spojrzenie – Dyskretniej! – warknął brunet – Jeśli zauważy, że gadamy, to weźmie mnie do tablicy. A jak dostanę przez ciebie pałę, to nie dożyjesz jutra! – pogroził mi.
-Dlaczego mam się odczepić? – zapytałem, olewając kolegę i pilnie śledząc ruchy nauczycielki. Kobieta akurat podniosła głowę znad papierów i przeleciała wzrokiem po klasie. Tym razem nikogo nie przyłapała.
-Bo ona nie jest dla ciebie – wysyczał ledwo otwierając usta Pierre – Ja ją znam bardzo dobrze lepiej posłuchaj mojej dobrej rady.
-Znasz ją bardzo dobrze? – zapytałem kpiąco – Prawda jest taka, że w ogóle jej nie znasz – prychnąłem pewnie, być może zbyt pewnie.
-A co ty możesz o niej wiedzieć? – uśmiechnął się drwiąco brunet. Chciałem opowiedzieć mu o naszym wczorajszym spotkaniu, ale obaj usłyszeliśmy triumfalny głos chemicy:
-Bouvier, teraz ty sobie znalazłeś koleżkę do pogaduch? Może przy tablicy sobie pogadasz? Zapraszam, zadanie już czeka! 

3 komentarze:

  1. Już po pierwszym parcie polubiłam te opowiadanie ;D Jest świetne, nie mogłam przestać się śmiać, gdy Seb gonił Chucka xd
    Mam nadzieję, że Nati szybko odwali się od Pierre'a i będzie mógł być z Marie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo! Cieszę się, że Tobie się podoba! Dzięki <3

      Usuń
  2. nonono... Biedny Dave, nagrabił sobię u Pierre'a ;)

    Jaki on jest nieogarnięty <3333
    Co oni się tak go wszyscy czepiają? Przecież on jest taki KOCHANY <3 :D

    OdpowiedzUsuń