NARRACJA PIERRE’A
To wcale nie było takie proste jak wydawało się Dave’owi.
Po prostu wydusić z siebie prawdę, przyznać się do kłamstw. Miałem cholernie
złe przeczucia, że to się nie uda. Ale ufałem blondynowi, coś mówiło mi, że powinienem
wreszcie to z siebie wyrzucić. Już wcześniej o tym myślałem, a Dave tylko
potwierdził moje przypuszczenia. Przełknąłem ślinę i wszedłem do garażu
Chuck’a. On już był, nawet siedział przy perkusji, Seb także czekał.
Przywitałem się z nimi i usiadłem na kanapie, wlepiając wzrok w podłogę.
Postanowiłem o wszystkim powiedzieć, kiedy tylko Jeff będzie na miejscu, chyba
tylko dlatego, że cholernie się bałem i myślałem, że ten strach się zmniejszy
wraz z czasem. Myliłem się, on tylko wzrastał coraz bardziej.
-Co się dzieje, Pierre? – pytał po raz kolejny zaniepokojony
Seb, zauważając moje dziwne zachowanie. Ja tylko wzruszyłem ramionami, nawet na
niego nie spoglądając. Wiedziałem, że błękitnooki nie zamierza dać mi spokoju.
Westchnąłem cicho.
-Zaprosiłem Davida na próbę – wymamrotałem pod nosem –
Powinniście zobaczyć, jak gra na basie. Basisty akurat nam brakuje, a on jest
idealny.
Chuck zagrał coś na perkusji, wyrażając swoją radość, a
Seb z entuzjazmem przeskoczył przez kanapę i usiadł tuż obok mnie.
-Naprawdę sądzisz, że się nada? – zapytał, przekrzykując
instrument. Pokiwałem głową.
-Gra genialnie – przytaknąłem. Comeu zmęczył się i
przestał grać. Za chwilę dołączył do nas, ciurkiem pijąc swoją półlitrową wodę
– Jeszcze nie poznałem osoby, która tak potrafiłaby się bawić dźwiękami...
-O kim mowa? – zapytał Jeff, wkraczając do garażu.
Poczułem, jak pot oblewa mi czoło, a ręce zaczynają drżeć. Przełknąłem cicho
ślinę. Wiedziałem, że przyszła na mnie pora, wiedziałem, że powinienem już
zacząć mówić. Ale nie potrafiłem pokonać strachu.
-O Davidzie – odparł Seb, przypatrując mi się z
niepokojem – Pierre, dobrze się czujesz? Jak chcesz możesz iść do domu...
-Nie – odparłem
słabo. Postanowiłem wziąć się w garść. Uniosłem głowę wysoko do góry.
Teraz albo nigdy – Nie. Chłopaki, muszę wam coś powiedzieć. Coś bardzo ważnego.
-Aż się boję... – wymamrotał Chuck ironicznie, ale nie
dokończył, bo błękitnooki kopnął go w kostkę. Zapadła głucha cisza. Domyśliłem
się, że czekają na moje słowa. A ja znowu nie mogłem zacząć.
-Ja... oszukiwałem was – wydukałem w końcu czerwony ze
wstydu. Z powrotem spuściłem głowę – Przez cały czas was oszukiwałem i
koszmarnie się z tym czuję... – wciąż
nie miałem odwagi na nich spojrzeć, ale usłyszałem kroki któregoś z chłopaków.
Wstał i odszedł. Nie miałem czasu, by nad tym się zastanawiać. Kontynuowałem
opowieść o tym, czym się zajmowałem i kim jest dla mnie Nati. Kiedy skończyłem,
miałem niemiłe wrażenie, że cisza za chwilę mnie udusi. Ale mój strach ani
trochę nie zmalał, wręcz przeciwnie, cały czas wzrastał.
-Dlaczego nie powiedziałeś nam od razu? – to było
pierwsze pytanie, które usłyszałem z ust Jeffa. Przełknąłem ślinę.
-Bałem się – odparłem słabo.
-Nieprawda – prychnął Seb – Ty nam nie ufałeś – na moment
znowu zapadła cisza, ale błękitnooki dorzucił kolejną swoją myśl – Pytanie, czy
teraz nam ufasz.
-Przestań... – resztę moich słów pochłonęły dźwięki
perkusji, na której znowu Chuck zaczął grać.
-Uspokój się! – warknął błękitnooki– Rozmawiamy!
-Przecież to nieważne! – wymamrotał wkurzony perkusista –
Pierre nam wcześniej o tym nie mówił, więc to wcale nie jest ważne...
-Chuck... – odezwał się trochę z żalem Jeff – Daj już
spokój...
-Dać spokój??? – warknął ironicznie brunet – Znowu mam
dać spokój? Olać wszystko i grać jakby nic się nie stało?! No przecież! –
wrzasnął, waląc w bębny. Jeff i Seb zamilkli, chyba w głębi serca popierali go,
ale nie chcieli się odzywać. Ja się bałem coraz bardziej. Zdawałem sobie
sprawę, że nieźle już nabroiłem. Od teraz wszystko zależało właśnie od
chłopaków.
-Chuck chyba ma rację – odezwał się pierwszy błękitnooki
– Pierre, zawiniłeś, i to nie po raz pierwszy...
-Wiem – wydusiłem z siebie – Wiem, nie powinienem przed
wami czegoś takiego ukrywać... Przepraszam...
-Przepraszam! – powtórzył wkurzony wielkoczoły, znowu
waląc w perkusję – I to ma być takie proste, tak? On sobie przeprosi i my
wszyscy będziemy weseli, i z powrotem będziemy grać jak dawniej.
-Przecież żałuję tego, co zrobiłem. Co jeszcze mam
zrobić? – zapytałem, chyba nie chcąc wywołać kolejnej kłótni. A jednak i tego
nie potrafiłem uniknąć.
-Ty już lepiej się nie odzywaj. Chłopaki, on nam nie
ufał, rozumiecie? Jak mamy stworzyć jedność, skoro nie możemy mieć pewności, że
jesteśmy tą jednością? To tak nie może funkcjonować!
-Okej, Chuck, wiem, że popełniłem błąd! – krzyknąłem bez
krzty złości, z nadzieją, że kumpel jednak mnie wysłucha – Ale dotarło do mnie,
że nie powinienem tak robić!
-I skąd my mamy mieć tę pewność? – zapytał cicho Jeff,
chyba chwytając o co chodzi jego przyjacielowi. Czułem, że teraz i on jest
przeciwko mnie, dlatego nie odpowiedziałem na to pytanie. Mimo wszystko on
domyślił się, o czym myślałem – Mamy ci zaufać? – zapytał z odrobiną kpiny.
Znowu nic nie powiedziałem, chociaż ode mnie oczekiwano, żebym zabrał głos. Po
chwili ciszy Chuck prychnął z nieukrywaną niechęcią. Szczerze mówić wciąż
jeszcze myślałem, że zespół da się uratować, mimo że przez jakiś czas nie
będzie tak jak dawniej.
-Więc co chcecie zrobić? – zapytałem cicho, po kolei
zahaczając o ich twarze. Jedynie Seb wciąż nie wyglądał na przekonanego stanowiskiem
Chucka. Tak samo jak i moim.
-Jeszcze się głupio pytasz?
Domyśliłem się, co ta szorstka odpowiedź może oznaczać.
Przekląłem cicho pod nosem.
-Czekajcie! – zerwałem się – A co ma to, kim byłem i co
robiłem do naszego zespołu? Wyjaśnijcie mi, bo nie rozumiem...
-No właśnie widać! – wrzasnął najbardziej rozkrzyczany
spośród całej trójki chłopak – Nam nie chodzi o to, jakim byłeś człowiekiem i
nigdy nie chodziło! Nam chodzi o to, jak się zachowałeś wobec nas! Uważaliśmy
cię za przyjaciela...
-ty naprawdę myślałeś, że my za to co robiłeś, moglibyśmy
wywalić ciebie z zespołu? – zapytał ledwo dosłyszalnie Seb. Coś zakuło mnie w
sercu. Chyba już wiedziałem, o co im chodzi.
-Powiedzcie wprost, że do was nie pasuję – wyszeptałem
załamany, mając jeszcze te resztki nadziei, że w ostatniej chwili zmienią
zdanie.
-Nie pasujesz do nas – wysyczał jadowicie Chuck. Jeff
pokiwał głową jakby chciał to potwierdził, a Seb tylko spojrzał na mnie ze
smutkiem. Żaden nie odezwał się w mojej obronie. Jeszcze bardziej załamany niż
przed kilkoma sekundami wlepiłem wzrok w podłogę i odszedłem ślimaczym tempem.
Jeszcze przy drzwiach modliłem się, by
coś się wydarzyło, by krzyknęli, by zmienili decyzję. To nic nie dało.
Przekroczyłem próg, towarzyszyła mi pustka i chłód. i to była tylko i wyłącznie
moja wina. Bo przecież to ja się nie wywiązałem. Ja popełniłem błąd. Wcale nie
miałem żalu do chłopaków, sam zapewne bym się wkurzył w podobnej sytuacji. W
końcu nienawidziłem, gdy ktoś mnie oszukuje czy okłamuje. Dlaczego musiałem tak
chamsko z nimi postąpić? Dlaczego w odpowiednim momencie nie zorientowałem się,
że to pędzi za daleko? Ja spieprzyłem swoją przyszłość. Ja spieprzyłem
wszystko.
Tylko do jasnej cholery co z tego? Co ja mam robić?
Właśnie zgubiłem sens własnego życia. A właściwie zniszczyłem. I co teraz? Co
mam robić? No co mam ze sobą zrobić? Czekać i liczyć na cud? Chłopaki mi nigdy
nie wybaczą, choćbym błagał ich na kolanach, widziałem to w oczach Chucka. Co
robić?
NARRACJA DAVE’A
Nie byłem pewien tego co robię. Czułem się zżyty z kumplami
z tamtego miasta. Jakoś nie mogłem uwierzyć w to, że oni tak po prostu mnie skreślili.
Naprawdę myślałem, że na zawsze pozostaniemy przyjaciółmi. Tymczasem oni
potraktowali mnie jak jakąś rzecz. Nawet nie zapytali mnie o zdanie. Przecież
miałem wrócić. A teraz... teraz nie mam po co wracać. Teraz moje życie
kształtuje się tutaj, w Montrealu. I o to musze dbać.
Pierre mówił mi, że mam się nie krępować, tylko włazić.
Ale ja tak nie potrafiłem. Zresztą nie wiedziałem nawet, czy oni są w garażu.
Zatrzymałem się przed domem Chucka, zastanawiając się, co robić. W końcu
machnąłem na to wszystko dłonią i postanowiłem najpierw zapukać do drzwi domu
Chucka. Wskakiwałem już po schodkach, kiedy drzwi brutalnie się przed moim
nosem otworzyły. Na szczęście zdołałem zachować równowagę. Z domu wyłoniła się
starsza, ale pogodnie nastawiona kobieta, zapewne pani Comeau. Zdążyłem tylko
uprzejmie się przywitać, ona już domyśliła się, po co przyszedłem.
-Jest jak zwykle w garażu, wali w te swoje bębny, zamiast
zająć się czymś pożytecznym. Tylko nie siedźcie mi tam za długo!
Podziękowałem jej za informację i ruszyłem ku drugim
drzwiom. Znowu trochę się bałem, ale próbowałem olać strach. Właściwie to nie
miałem się czego bać, w końcu Pierre’owi moja gra się podobała. Ale Pierre to
nie chłopaki.
Na pewno jeśli nie spróbuję, to nigdy się nie przekonam.
Właściwie bez wahania zapukałem do drzwi garażu. Przez
moment stałem w bezruchu, czekając, aż ktoś mi otworzy. Nie doczekałem się,
więc leciutko otworzyłem drzwi. Co gorsza nie usłyszałem instrumentów, a głosy
chłopaków. Niepewnie wślizgnąłem się do środka. Dopiero wtedy dotarło do mnie,
że w sumie to nie powinienem przeszkadzać. Ale zanim zdążyłem wyjść, Seb już
zdążył zauważyć moją obecność.
-Nie krępuj się, Dave! – zawołał przyjaźnie. Chuck i Jeff
automatycznie odwrócili się w moją stronę. Zobaczywszy mnie, również się
uśmiechnęli. Miałem niemiłe wrażenie, że przyszedłem nie w porę, ale nieśmiało
ruszyłem do przodu.
-Słuchajcie, czy ja wam nie przeszkadzam? – zapytałem
niepewnie.
-Nie – zaprzeczył natychmiast Chuck – Pierre coś
napomknął, że masz ochotę z nami pobrzdąkać – przeszedł od razu do rzeczy. Wtedy
wyczułem, że musiałem przerwać im bardzo ważną rozmowę. Przekląłem siebie w
duchu, ale nie chciałem wyjść na ciekawskiego, dlatego o nic się nie
dopytywałem. Jeff podał mi jeden z basów, zachęcając mnie do gry solowej.
Zacząłem od jednej z piosenki green day’a, bo ten zespół zawsze przynosił mi
szczęście, potem zagrałem coś innego. Grałem i grałem, znowu topiąc się w tym
cudownym uczuciu, znikając w krainie przyjemnych dźwięków. A jednak to nie było
to samo co z Pierre’em. Coś mi tutaj nie pasowało.
Kiedy tylko przerwałem, usłyszałem, jak chłopaki
zaczynają mi klaskać i cieszyć się jak dzieciaki. Razem coś wrzeszczeli, ale ja
nie mogłem żadnego z nich zrozumieć.
-dobra, cicho, dajmy ochłonąć chłopakowi! – krzyknął Seb,
uciszając kolegów. Rzucił mi jedną ze stojących butelek wody, za co byłem mu
ogromnie wdzięczny i kontynuował swoją wypowiedź – Dave, nie będę owijał w
bawełnę. Chcesz dołączyć do naszego zespołu?
-Moment, moment – wymamrotałem. Wszystko działo się dla
mnie za szybko, nie rozumiałem ich –Czekajcie... A nie zamierzacie zapytać
Pierre’a o zdanie? On chyba też jest w zespole, nie? – zapytałem, czujnie
śledząc ich twarze. W głowie wciąż miałem to wspomnienie, kiedy kumpel
proponował mi grę. On wspomniał o kolegach, mówił, że sam nie może podjąć
decyzji. Oni zagubili się, wyraźnie nie mieli pojęcia, co powiedzieć. W końcu
Jeff wzruszył ramionami i przejął pałeczkę:
-Dajcie spokój, przecież musi wiedzieć! – po czym zwrócił
się do mnie – Mieliśmy sprzeczkę z Pierre’em... Dosyć poważną...
-O cholera – jęknąłem, od razu domyślając się, o co
chodzi – Nie mówcie mi, że go wywaliliście!
-No tak jakby... – wymknęło się Sebowi.
-David, my po prostu nie mogliśmy z nim grać.
-Bo co? – wrzasnąłem, delikatnie odkładając bas – Bo co,
bo był trochę inny niż wy? Bo sypiał z dziewczynami za kasę? Przecież on też
jest człowiekiem, w dodatku niesamowitym człowiekiem! Czy wy naprawdę go
znaliście?
-Ty nic nie rozumiesz...
-Rozumiem więcej niż myślisz. Zresztą nie ma czasu na
gadanie – doskoczyłem szybko do drzwi. Dopiero otwierając je, pomyślałem, że
właściwie chłopaki mogą iść ze mną, nawet powinni. Spojrzałem na nich nagląco –
No chodźcie! – warknąłem, pospieszając ich i coraz bardziej się niecierpliwiąc.
Oni chyba przez moment zastanawiali się, czy iść. Prychnąłem pod nosem i
pospiesznie wyszedłem. Zostawiłem im tę decyzję, mając nadzieję, że jednak do
mnie dołączą. W końcu Pierre to ich przyjaciel. A przynajmniej ja dotąd tak
myślałem.
Bardzo ciekawy part ;)
OdpowiedzUsuńKurcze... cały czas miałam nadzieję, że chłopacy zrozumieją Pierre'a. Przecież sam się im przyznał. Biedny... :(
Oh David <3 Jak to dobrze, że on się wstawił za Pierrem. Teraz już na pewno się dogadają :) Bo innej opcji nie ma!!! :P
Moje biedne Boubou <3 ;(
OdpowiedzUsuń