sobota, 18 maja 2013

PART XXII


Następnego dnia gdy tylko się obudziłem, w mojej głowie pojawiła się myśl, że muszę pędzić do szpitala. Dziesięć minut później już byłem w drodze na przystanek autobusowy. Tym razem pomyślałem o tym, by wziąć kasę na bilet i bez problemu dostałem się do szpitala w kilka minut. Winda oczywiście była nieczynna, więc truchtem pokonałem schody, przysięgając sobie w duchu, że w przyszłe wakacje popracuję nad kondycją. Omal nie zemdlałem, przeskakując przez ostatni schodek. Przez kilka minut stałem, oddychając ciężko, a potem otworzyłem przezroczyste drzwi i wszedłem na oddział, rozglądając się. Zupełnie zapomniałem, w której sali leży Pierre. Na szczęście zauważyłem znajomą trójkę chłopaków. Odetchnąłem z ulgą, rzucając się w ich kierunku.
-Co się dzieje? – zapytałem wesoło. Błękitnooki spojrzał na mnie ponuro. Przez moment pomyślałem, że  z Pierre’em znowu coś jest nie tak – Chłopaki, czemu nie wchodzicie?
-Chyba... Chyba się boimy – odparł drżącym głosem Chuck – Podobno już się obudził – brunet przełknął cicho ślinę i wlepił wzrok w podłogę.
-To raczej powinniśmy się cieszyć – uśmiechnąłem się szeroko.
-My się cieszymy! – krzyknął Jeff porywczo – My naprawdę się cieszymy, ale... – urwał. Z pomocą szybko przyszedł mu Seb.
-Słuchaj, Dave, to nie jest takie proste. Przez nas on prawie się zabił. A teraz mamy tak po prostu wejść i z nim się śmiać?
-Nie – zaprzeczyłem – Nie, macie swoją postawą pokazać mu, że popełniliście błąd.
-A jeśli on nie będzie chciał nas widzieć? – zapytał ponuro Seb – Po czymś takim to zrozumiałe...
-Jeśli nie spróbujecie, to się nie przekonacie – wzruszyłem ramionami. Oni pospuszczali głowy. Westchnąłem cicho. Chyba nie pomogłem – Okej, jeśli chcecie, to mogę wejść i wybadać sytuację.
-Naprawdę? – rozpromieniła się cała grupa. Pokiwałem głową – Tylko wiesz... Dyskretnie. Żeby czasem nie domyślił się, że tu jesteśmy.
Machnąłem dłonią w geście zgody i ruszyłem  w stronę sali. Zanim jednak dotarłem do drzwi, usłyszałem głos Jeff’a.
-Dave, Pierre leży tutaj – wskazał dłonią drzwi obok tych, do których chciałem wejść. Przekląłem cicho pod nosem i wszedłem do odpowiedniej Sali.
-Siema brachu! – wrzasnąłem z radością, patrząc na znudzonego bruneta. Ten spojrzał na mnie smutno, a potem wlepił wzrok w ścianę. Wyglądał o wiele lepiej niż wczoraj, ale był dziwnie przygnębiony – Kupiłem ci coś do żarcia, doskonale znam te przysmaki szpitalne – uśmiechnąłem się, odkładając jednorazówkę na stolik – Właściwie to miałem nic nie kupować, ale jakoś tak mi zapachniało... – paplałem, rozdzielając banany – Chcesz jednego? – zapytałem. Zaprzeczył głową – To nie – wzruszyłem ramionami – Ja się chętnie podzielę – usiadłem na taborecie i zacząłem obierać owoc ze skórki.
-Widziałeś się z chłopakami? – zapytał ponuro – Nie byli u mnie... W sumie to czemu ja się dziwię – mówił do siebie.
-A wiesz, widziałem ich – powiedziałem, gryząc banana – I powiem ci nawet więcej, u ciebie też byli. Są – poprawiłem się szybko. Brunet odwrócił głowę w moją stronę, w jego oczach ujrzałem niewielką nadzieję – Pewnie od kilku godzin stoją pod drzwiami – kontynuowałem – Boją się wejść.
-Boją się? – powtórzył brunet jakby nie wiedział, o co chodzi. Wstałem.
-Zaraz sam się przekonasz – bez żadnego ostrzeżenia ruszyłem w stronę drzwi.
-David, co ty niby chcesz... NIE! – zdążył krzyknąć, a raczej ja tyle zdążyłem usłyszeć, zanim zamknąłem za sobą drzwi.
-Przepraszam, chłopaki – wyszczerzyłem się przepraszająco – Jakoś domyślił się, ze tu jesteście. Chce z wami gadać.
Jeff, Seb i Chuck tak zbledli, że aż przez krótki moment pomyślałem, że z głośnym wrzaskiem stąd zwieją ze strachu. Ale oni chyba mieli swój honor, bo powoli podnieśli się z krzeseł i ruszyli w stronę drzwi, znikając po chwili za ich czeluściami. Ja z powrotem usiadłem na krzesełku, dumny ze swojego genialnego planu. Teraz już wszystko miało się wyjaśnić, wszyściusieńko. Bałem się tylko o to, że zjedzą wszystkie banany, bo sam miałem ochotę na jeszcze jednego.
***
-Ta dziewczyna jest nienormalna – wrzeszczałem w kółko, wraz z Sebem zbiegając po szpitalnych schodach – No nienormalna, Seb! Posuwać się do takiego kroku, żeby zatrzymać przy sobie chłopaka, to już świństwo! W co ona do jasnej cholery gra?!
-Nie mam pojęcia – wymamrotał zamyślony błękitnooki – Ale to jest podejrzane. To po prostu nie może być prawda...
-No jasne, ze nie może – prychnąłem – Ona specjalnie skłamała, nie miała innego wyjścia, żeby utrzymać przy sobie Pierre’a! Gdyby mu nie powiedziała, że jest w ciąży, to już dawno nie byłoby ich związku ani tej cholernej próby samobójczej Pierre’a! To wszystko wina tego napuszałego balerona!
-Kogo? – przerwał mi błękitnooki, ale zaraz machnął dłonią lekceważąco – Zresztą nieważne...
-Seb, my nie możemy tego tak zostawić! – wrzasnąłem – Ona prędzej czy później go wykończy! A on jest tak załamany, że nawet tego nie zauważy! Musimy coś zrobić!
-David... – westchnął cicho Seb. Zauważyłem, że nie pała tak wielkim entuzjazmem jak ja – Ja nie wiem, czy to dobry pomysł... Pierre nie lubi, jak ktoś wpycha się do jego prywatnego życia. Nie będzie zadowolony, jeśli się dowie...
-Seb, a co się stało, jak ostatnio nie zareagowaliście? Pierre omal się nie zabił! – wrzasnąłem wściekły. Zobaczyłem, że Seb rumieni się. Zaatakowałem akurat słaby punkt, najsłabszy – Chyba zależy ci na dobru przyjaciela, co? On sobie sam z tym wszystkim nie poradzi! Widzisz, w jakim jest stanie? Musimy pogadać z tą idiotką i zapędzić ją w kozi róg!
-Dave, to nie nasza sprawa...
-Dobra, wiesz co, ja nie będę cię namawiał – wzruszyłem obojętnie ramionami i przyspieszyłem – Jeśli nie chcesz, to sam sobie poradzę. Nati nie jest na tyle sprytna, by mnie wykiwać. Tylko czy ja wytrzymam i nie chlasnę jej w twarz...
-Czekaj! – Seb chyba potrzebował momentu do przemyślenia, bo za chwilę do mnie dobiegł. Uśmiechnąłem się lekko. Ludzie są naprawdę przewidywalni – Okej. Okej pomogę ci. Ale żeby nie było, że ja cię nie ostrzegałem...
-Spokojnie! - odparłem radośnie, przybijając piątkę z błękitnookim – Jeszcze Pie będzie nam za to dziękował.
-Jeszcze... – wymamrotał Seb niepewnie. Chyba wciąż wątpił w mój pomysł ratowania Bouviera. A ja wręcz przeciwnie, niemal podskakiwałem z entuzjazmem. Koszmarnie mi się nudziło w tym Montrealu, a jednak z czasem okazało się, że i tu nie wieje nudą. Nati przerosła samą siebie, przekroczyła wszelkie granice przyzwoitości. Nie mogłem dłużej tego tolerować. Ona może robić sobie co chce, ale nie z Pierre’em. Bo jeśli tak chce się bawić, to będzie miała ze mną do czynienia.
***
-... i przez jakiś czas będziemy się zmieniać...
-Dave, obgadywaliśmy to już z milion razy – przerwał mi zmęczony Seb – I milion razy ustaliliśmy, że siedzenie w samotności jest cholernie nudne, więc będziemy śledzić ją w parze.
-Tak mówiłem? – podrapałem się po głowie. Błękitnooki westchnął cicho. Chyba tylko on wciąż jeszcze się do mnie nie przyzwyczaił – No to jeśli tak mówiłem, to niech tak będzie.
Razem wyszliśmy ze szkoły. Staliśmy na dziedzińcu i czekaliśmy na Jeffa i Chucka. Pierre mówił nam, że po szkole jeszcze chce pogadać ze swoją dziewczyną. Czekaliśmy, śledząc, jak Nati obściskuje się na pokaz z naszym kumplem i omal nie zwymiotowaliśmy. Gdy Seb nie stał obok i nie mówił do mnie, to chyba bym podbiegł i jej przywalił. Ale wiedziałem, że to nie ma sensu, bo błękitnooki mnie zatrzyma, żeby wszystkiego nie zniszczyć. I bardzo dobrze, nie chcieliśmy przecież, żeby ona za wcześnie się zorientowała, że ją śledzimy.
Przez kilka godzin siedzieliśmy u Chucka, pracując nad kolejnym utworem. Pierre usiłował coś napisać, ale jedyne słowa, jakie zanotował jego długopis, to „God must hate me”. Mówiliśmy, żeby dał sobie spokój, jeśli nie ma weny, ale chłopak się uparł. Chyba bardzo zależało mu na tym, żeby coś napisać, ale od czasu tego wypadku coś go hamowało. I my wiedzieliśmy, co to takiego. Nati. On nie mógł uwolnić się od tej dziewczyny myślami. I wcale nie dlatego, że ją kochał. On jej wręcz nienawidził.
W końcu jednak Bouvier poddał się i dołączył do nas ze swoim wokalem. Grało nam się genialnie, wszystkie instrumenty łączyły się idealnie. Aż nie byłem w stanie uwierzyć, że to my gramy. Nasz zespół był o wiele lepszy niż grupa, z która wcześniej współpracowałem. Tym razem byłem pewien, że coś z naszej muzyki będzie, i to coś nadzwyczajnego, coś naprawdę wielkiego.
Wraz z Sebem po próbie postanowiliśmy śledzić Pierre’a. Domyśliliśmy się, że pójdzie do Nati, a żaden z nas nie miał pojęcia, gdzie ona może mieszkać. A wiedzieliśmy, że to jednak niezbędne. Ani ja ani błękitnooki nie mieliśmy sił, by jeszcze do tego wszystkiego o czymkolwiek gadać. Szliśmy więc w ciszy, uważając na rozglądającego się bruneta. Nie mogliśmy pozwolić, by się skapnął, że coś kombinujemy. Jeszcze by się obraził, a tego nie chcieliśmy.

1 komentarz:

  1. haha xD Jaki Dave dyskretny :)

    A ta Nati niech się wreszcie od Pierre'a odczepi!!! xD

    W sumie to ja nie wiem dlaczego David powstrzymuje się od "chlaśnięcia jej w twarz"... ja już dawno bym to zrobiła ^^

    OdpowiedzUsuń