Następnego dnia gdy tylko się obudziłem, w mojej głowie
pojawiła się myśl, że muszę pędzić do szpitala. Dziesięć minut później już
byłem w drodze na przystanek autobusowy. Tym razem pomyślałem o tym, by wziąć
kasę na bilet i bez problemu dostałem się do szpitala w kilka minut. Winda
oczywiście była nieczynna, więc truchtem pokonałem schody, przysięgając sobie w
duchu, że w przyszłe wakacje popracuję nad kondycją. Omal nie zemdlałem,
przeskakując przez ostatni schodek. Przez kilka minut stałem, oddychając ciężko,
a potem otworzyłem przezroczyste drzwi i wszedłem na oddział, rozglądając się. Zupełnie
zapomniałem, w której sali leży Pierre. Na szczęście zauważyłem znajomą trójkę
chłopaków. Odetchnąłem z ulgą, rzucając się w ich kierunku.
-Co się dzieje? – zapytałem wesoło. Błękitnooki spojrzał
na mnie ponuro. Przez moment pomyślałem, że
z Pierre’em znowu coś jest nie tak – Chłopaki, czemu nie wchodzicie?
-Chyba... Chyba się boimy – odparł drżącym głosem Chuck –
Podobno już się obudził – brunet przełknął cicho ślinę i wlepił wzrok w
podłogę.
-To raczej powinniśmy się cieszyć – uśmiechnąłem się
szeroko.
-My się cieszymy! – krzyknął Jeff porywczo – My naprawdę
się cieszymy, ale... – urwał. Z pomocą szybko przyszedł mu Seb.
-Słuchaj, Dave, to nie jest takie proste. Przez nas on
prawie się zabił. A teraz mamy tak po prostu wejść i z nim się śmiać?
-Nie – zaprzeczyłem – Nie, macie swoją postawą pokazać
mu, że popełniliście błąd.
-A jeśli on nie będzie chciał nas widzieć? – zapytał
ponuro Seb – Po czymś takim to zrozumiałe...
-Jeśli nie spróbujecie, to się nie przekonacie –
wzruszyłem ramionami. Oni pospuszczali głowy. Westchnąłem cicho. Chyba nie
pomogłem – Okej, jeśli chcecie, to mogę wejść i wybadać sytuację.
-Naprawdę? – rozpromieniła się cała grupa. Pokiwałem
głową – Tylko wiesz... Dyskretnie. Żeby czasem nie domyślił się, że tu
jesteśmy.
Machnąłem dłonią w geście zgody i ruszyłem w stronę sali. Zanim jednak dotarłem do
drzwi, usłyszałem głos Jeff’a.
-Dave, Pierre leży tutaj – wskazał dłonią drzwi obok
tych, do których chciałem wejść. Przekląłem cicho pod nosem i wszedłem do
odpowiedniej Sali.
-Siema brachu! – wrzasnąłem z radością, patrząc na
znudzonego bruneta. Ten spojrzał na mnie smutno, a potem wlepił wzrok w ścianę.
Wyglądał o wiele lepiej niż wczoraj, ale był dziwnie przygnębiony – Kupiłem ci
coś do żarcia, doskonale znam te przysmaki szpitalne – uśmiechnąłem się,
odkładając jednorazówkę na stolik – Właściwie to miałem nic nie kupować, ale
jakoś tak mi zapachniało... – paplałem, rozdzielając banany – Chcesz jednego? –
zapytałem. Zaprzeczył głową – To nie – wzruszyłem ramionami – Ja się chętnie
podzielę – usiadłem na taborecie i zacząłem obierać owoc ze skórki.
-Widziałeś się z chłopakami? – zapytał ponuro – Nie byli
u mnie... W sumie to czemu ja się dziwię – mówił do siebie.
-A wiesz, widziałem ich – powiedziałem, gryząc banana – I
powiem ci nawet więcej, u ciebie też byli. Są – poprawiłem się szybko. Brunet
odwrócił głowę w moją stronę, w jego oczach ujrzałem niewielką nadzieję – Pewnie
od kilku godzin stoją pod drzwiami – kontynuowałem – Boją się wejść.
-Boją się? – powtórzył brunet jakby nie wiedział, o co
chodzi. Wstałem.
-Zaraz sam się przekonasz – bez żadnego ostrzeżenia
ruszyłem w stronę drzwi.
-David, co ty niby chcesz... NIE! – zdążył krzyknąć, a
raczej ja tyle zdążyłem usłyszeć, zanim zamknąłem za sobą drzwi.
-Przepraszam, chłopaki – wyszczerzyłem się przepraszająco
– Jakoś domyślił się, ze tu jesteście. Chce z wami gadać.
Jeff, Seb i Chuck tak zbledli, że aż przez krótki moment
pomyślałem, że z głośnym wrzaskiem stąd zwieją ze strachu. Ale oni chyba mieli
swój honor, bo powoli podnieśli się z krzeseł i ruszyli w stronę drzwi,
znikając po chwili za ich czeluściami. Ja z powrotem usiadłem na krzesełku,
dumny ze swojego genialnego planu. Teraz już wszystko miało się wyjaśnić,
wszyściusieńko. Bałem się tylko o to, że zjedzą wszystkie banany, bo sam miałem
ochotę na jeszcze jednego.
***
-Ta dziewczyna jest nienormalna – wrzeszczałem w kółko,
wraz z Sebem zbiegając po szpitalnych schodach – No nienormalna, Seb! Posuwać
się do takiego kroku, żeby zatrzymać przy sobie chłopaka, to już świństwo! W co
ona do jasnej cholery gra?!
-Nie mam pojęcia – wymamrotał zamyślony błękitnooki – Ale
to jest podejrzane. To po prostu nie może być prawda...
-No jasne, ze nie może – prychnąłem – Ona specjalnie
skłamała, nie miała innego wyjścia, żeby utrzymać przy sobie Pierre’a! Gdyby mu
nie powiedziała, że jest w ciąży, to już dawno nie byłoby ich związku ani tej
cholernej próby samobójczej Pierre’a! To wszystko wina tego napuszałego
balerona!
-Kogo? – przerwał mi błękitnooki, ale zaraz machnął
dłonią lekceważąco – Zresztą nieważne...
-Seb, my nie możemy tego tak zostawić! – wrzasnąłem – Ona
prędzej czy później go wykończy! A on jest tak załamany, że nawet tego nie
zauważy! Musimy coś zrobić!
-David... – westchnął cicho Seb. Zauważyłem, że nie pała
tak wielkim entuzjazmem jak ja – Ja nie wiem, czy to dobry pomysł... Pierre nie
lubi, jak ktoś wpycha się do jego prywatnego życia. Nie będzie zadowolony,
jeśli się dowie...
-Seb, a co się stało, jak ostatnio nie zareagowaliście? Pierre
omal się nie zabił! – wrzasnąłem wściekły. Zobaczyłem, że Seb rumieni się.
Zaatakowałem akurat słaby punkt, najsłabszy – Chyba zależy ci na dobru
przyjaciela, co? On sobie sam z tym wszystkim nie poradzi! Widzisz, w jakim
jest stanie? Musimy pogadać z tą idiotką i zapędzić ją w kozi róg!
-Dave, to nie nasza sprawa...
-Dobra, wiesz co, ja nie będę cię namawiał – wzruszyłem
obojętnie ramionami i przyspieszyłem – Jeśli nie chcesz, to sam sobie poradzę.
Nati nie jest na tyle sprytna, by mnie wykiwać. Tylko czy ja wytrzymam i nie
chlasnę jej w twarz...
-Czekaj! – Seb chyba potrzebował momentu do przemyślenia,
bo za chwilę do mnie dobiegł. Uśmiechnąłem się lekko. Ludzie są naprawdę
przewidywalni – Okej. Okej pomogę ci. Ale żeby nie było, że ja cię nie
ostrzegałem...
-Spokojnie! - odparłem radośnie, przybijając piątkę z
błękitnookim – Jeszcze Pie będzie nam za to dziękował.
-Jeszcze... – wymamrotał Seb niepewnie. Chyba wciąż
wątpił w mój pomysł ratowania Bouviera. A ja wręcz przeciwnie, niemal
podskakiwałem z entuzjazmem. Koszmarnie mi się nudziło w tym Montrealu, a
jednak z czasem okazało się, że i tu nie wieje nudą. Nati przerosła samą
siebie, przekroczyła wszelkie granice przyzwoitości. Nie mogłem dłużej tego
tolerować. Ona może robić sobie co chce, ale nie z Pierre’em. Bo jeśli tak chce
się bawić, to będzie miała ze mną do czynienia.
***
-... i przez jakiś czas będziemy się zmieniać...
-Dave, obgadywaliśmy to już z milion razy – przerwał mi
zmęczony Seb – I milion razy ustaliliśmy, że siedzenie w samotności jest
cholernie nudne, więc będziemy śledzić ją w parze.
-Tak mówiłem? – podrapałem się po głowie. Błękitnooki westchnął
cicho. Chyba tylko on wciąż jeszcze się do mnie nie przyzwyczaił – No to jeśli
tak mówiłem, to niech tak będzie.
Razem wyszliśmy ze szkoły. Staliśmy na dziedzińcu i
czekaliśmy na Jeffa i Chucka. Pierre mówił nam, że po szkole jeszcze chce
pogadać ze swoją dziewczyną. Czekaliśmy, śledząc, jak Nati obściskuje się na
pokaz z naszym kumplem i omal nie zwymiotowaliśmy. Gdy Seb nie stał obok i nie
mówił do mnie, to chyba bym podbiegł i jej przywalił. Ale wiedziałem, że to nie
ma sensu, bo błękitnooki mnie zatrzyma, żeby wszystkiego nie zniszczyć. I
bardzo dobrze, nie chcieliśmy przecież, żeby ona za wcześnie się zorientowała,
że ją śledzimy.
Przez kilka godzin siedzieliśmy u Chucka, pracując nad
kolejnym utworem. Pierre usiłował coś napisać, ale jedyne słowa, jakie
zanotował jego długopis, to „God must hate me”. Mówiliśmy, żeby dał sobie
spokój, jeśli nie ma weny, ale chłopak się uparł. Chyba bardzo zależało mu na
tym, żeby coś napisać, ale od czasu tego wypadku coś go hamowało. I my
wiedzieliśmy, co to takiego. Nati. On nie mógł uwolnić się od tej dziewczyny
myślami. I wcale nie dlatego, że ją kochał. On jej wręcz nienawidził.
W końcu jednak Bouvier poddał się i dołączył do nas ze
swoim wokalem. Grało nam się genialnie, wszystkie instrumenty łączyły się
idealnie. Aż nie byłem w stanie uwierzyć, że to my gramy. Nasz zespół był o
wiele lepszy niż grupa, z która wcześniej współpracowałem. Tym razem byłem
pewien, że coś z naszej muzyki będzie, i to coś nadzwyczajnego, coś naprawdę
wielkiego.
Wraz z Sebem po próbie postanowiliśmy śledzić Pierre’a.
Domyśliliśmy się, że pójdzie do Nati, a żaden z nas nie miał pojęcia, gdzie ona
może mieszkać. A wiedzieliśmy, że to jednak niezbędne. Ani ja ani błękitnooki
nie mieliśmy sił, by jeszcze do tego wszystkiego o czymkolwiek gadać. Szliśmy
więc w ciszy, uważając na rozglądającego się bruneta. Nie mogliśmy pozwolić, by
się skapnął, że coś kombinujemy. Jeszcze by się obraził, a tego nie chcieliśmy.
haha xD Jaki Dave dyskretny :)
OdpowiedzUsuńA ta Nati niech się wreszcie od Pierre'a odczepi!!! xD
W sumie to ja nie wiem dlaczego David powstrzymuje się od "chlaśnięcia jej w twarz"... ja już dawno bym to zrobiła ^^