Tak naprawdę ja wciąż miałem nadzieję, że za kilka minut
obudzę się obok nagiej Kate i stwierdzę, że to wszystko to koszmarny sen. Tak
się nie stało. Przynajmniej do momentu, w którym wsiadłem do samochodu Seba
pożyczonego przez Pierre’a. Brunet jakoś próbował nawiązać rozmowę, ale słabo
mu to wychodziło. Nie miałem ochoty na gadanie, słuchanie w kółko tego samego „wszystko
będzie dobrze”. Próbowałem jakoś pogodzić się z najgorszym, bo dobrze
wiedziałem, że rozczarowanie jeszcze bardziej by bolało. Po ujrzeniu wyników
miałem jeszcze odwiedzić Kate, ale to chyba nie był dobry pomysł. Żałowałem, że
obiecałem jej, że się zjawię. Już nawet
Pierre przestał gadać, zauważając, że wcale go nie słucham. Też się denerwował,
chociaż nie pokazywał tego po sobie. I po prawdzie byłem mu za to wdzięczny.
Jeszcze brakowałoby mi tego, żeby wzięli nas za szaleńców, a łatwo było nas pomylić.
Od zawsze nienawidziłem czekać. Chyba wolałbym o
wszystkim się dowiedzieć od razu. Albo w lewo, albo w prawo. Tymczasem sekundy
pozamieniały się w minuty, a minuty w godziny. Czas chyba specjalnie zwalniał,
żeby mi dokuczyć. Lekko spocone dłonie ślizgały mi się po ławce pozostawiając
po sobie ciemny ślad. Modliłem się, by to wszystko już się skończyło. Nie
chciałem już tutaj siedzieć, pragnąłem wziąć łyk świeżego powietrza. Coraz gorzej
się tu czułem. Te wszystkie spojrzenia mnie dobijały. Miałem już serdecznie
dość tej niepewności, która ciągnęła się tygodniami.
Odetchnąłem z ulgą, kiedy wreszcie pielęgniarka
przyniosła mi dużą, brązową kopertę z wypisanym moim nazwiskiem. Niepewnie ją
chwyciłem. Tysiące myśli przeleciało przez moją głowę. Ale ja nie chciałem już
myśleć, chciałem po prostu mieć to wszystko za sobą. Spojrzałem na Pierre’a,
był blady jak kreda. Pokiwał powoli głową, kierując wzrok na kopertę.
Westchnąłem cicho i zabrałem się za rozrywanie papieru. Serce mocno mi waliło,
kiedy przelatywałem wzrokiem przez te wszystkie informacje, których i tak nie
rozumiałem w poszukiwaniu tej jednej wiadomości. Gdy wreszcie ją odnalazłem i
trzy razy przeczytałem, wcale nie odczułem tej ulgi. Uniosłem głowę do góry,
papiery wyślizgnęły mi się z dłoni. Kątem oka zauważyłem, jak Pierre zbiera
dokumenty z podłogi i sam zaczyna szukać odpowiedzi na to pytanie.
-No stary! – wrzasnął na cały oddział – Jesteś zdrowy!
Nie cieszysz się?!
-Uspokój się – wymamrotałem ponuro, czując się trochę
głupio przez lekkomyślne zachowanie kumpla. Brunet nie rozumiał, co się ze mną
dzieje, dlaczego w ogóle nie widać u mnie optymizmu.
-O co ci znowu chodzi, Dave? – zapytał rozdrażniony moim
zachowaniem
-Co z tego, że ja jestem zdrowy? – zapytałem cicho chyba
bardziej siebie niż jego – To nie zmienia faktu, że Kate jest chora. Pierre,
ja... Nie mogę jej w żaden sposób pomóc.
-Dave, możesz jej pomóc. Ty ciągle jej pomagasz.
Wystarczy to, że jesteś przy niej – odpowiedział Bouvier, wciąż patrząc na mnie
ze współczuciem. Westchnąłem ciężko, chwytając się za głowę. To mnie
przytłaczało.
-Ja... Pierre, ja nie wiem... czy ja
wytrzymam...Widziałeś... Sam widziałeś... co się działo przed chwilą... Nie
wytrzymam, Pie... Nie wytrzymam psychicznie...
-Dasz radę! – brunet z entuzjazmem poklepał mnie po
plecach – Najważniejsze, że ty jesteś cały i zdrowy! Teraz musisz się nią
opiekować na każdym kroku, pokazywać, że z nią jesteś. Ona musi mieć przede
wszystkim w tobie wsparcie.
-Taaak. – wymamrotałem pod nosem – tylko że ja...
Powinienem też być odporny psychicznie. Najgorsze dopiero przed nami. Ja nie
wiem, czy uda mi się... – nie dokończyłem zdania, tylko schowałem głowę w
dłoniach.
-David! – krzyknął Pierre, nadal optymistycznie
nastawiony do całej sytuacji – Masz nas! Pomożemy tobie jak tylko będziemy
mogli! Tylko ważne, abyś przy niej się nie załamał, bo wtedy ona przestanie
walczyć, rozumiesz?
Powoli pokiwałem głową, zdając sobie sprawę z tego, jak
trudne stoi przede mną zadanie. Nie miałem pojęcia, czy na pewno podołam. Wiedziałem,
że będę miał wsparcie przyjaciół, ale... Walka ze śmiercią wcale nie należy do
najprostszych. Muszę sprawić, by ona przestała się bać, by te lata były
najpiękniejszymi latami jej życia. Będę musiał wytrzymywać z nią na dobre i na
złe, wytrzymywać widok jej słabości. Westchnąłem ciężko i wstałem.
-Masz coś przeciwko, bym ją teraz odwiedził? – zapytałem,
trochę się wahając. Nie za bardzo chciałem w to wszystko mieszać kumpla i
dodatkowo zajmować jego czas. Pierre pokiwał głową, chyba nawet nie słysząc
mojej prośby. Cały czas patrzył się na coś, co działo się z tyłu, za mną.
Odwróciłem się, ale zauważyłem tylko nieznane sobie twarze ludzi.
-Co się dzieje? – zapytałem, widząc zamyślonego bruneta.
-A nie, nie – odparł Pierre, również szybko wstając –
Wydawało mi się, że widzę znajomego, ale to nie on. To co, idziemy do Kate?
NARRACJA PIERRE’A
Rzeczywiście ujrzałem dobrze znaną sobie twarz i Dave’owi zapewne też. I wcale mi się to nie
wydawało, kiedy z kumplem przeciskaliśmy się przez trochę przyciasny korytarz.
Na szczęście nas nie zauważyła, chociaż i tak zamierzałem wybadać całą sprawę.
Mniej więcej w połowie drogi pomyślałem sobie, że najlepiej będzie, gdy
zaczepię ją już teraz. Gwałtownie się zatrzymałem, czego blondyn nie zauważył.
Na poczekaniu wymyśliłem kłamstwo, że chyba portfel mi wyleciał z kieszeni i
muszę go poszukać. Dowiedziałem się, gdzie leży Kate, obiecując, ze gdy tylko
znajdę zgubę, od razu tam przylecę. Odwróciłem się i schodami zbiegłem na dół,
przeklinając pod nosem zepsutą windę. Zaczynałem się bać, zauważyłem, że ręce
mi drżały. Nie chciałem myśleć o najgorszym, wmawiałem sobie, że to muszą być
jakieś kontrolne badania. Tylko dlaczego nic by mi o nich nie wspomniała?
Myślałem, że nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. Tymczasem.. No właśnie...
czy ona przede mną coś ukrywa?
Wciąż siedziała w tym samym miejscu i wciąż przeglądała
tę samą ulotkę co przed kilkoma minutami. Nie zobaczyła mnie nawet gdy stałem
tuż przed nią. Chyba była bardzo zdenerwowana, bo jej dłonie świeciły się od
potu.
-Co ty tu robisz? – zapytałem cicho, z odrobiną chłodu w
głosie. Ona, wyraźnie przestraszona, uniosła głowę do góry. Próbowała coś
powiedzieć, ale żadne słowo nie wyszło z jej buzi. Pech chciał, że akurat
pielęgniarka wyszła z gabinetu lekarskiego i wyczytała jej nazwisko. Dziewczyna
wstała z przepraszającym uśmiechem, ja jednak nie chciałem jej puścić.
-O co tu chodzi? – zapytałem, patrząc w jej oczy. Ona
nerwowo się rozejrzała.
-Pierre, nie rób scen, puść mnie! – warknęła, ale ja nie
dałem za wygraną, dalej nie ruszałem się z miejsca.
-Powiedz mi, o co tu chodzi! – powtórzyłem pytanie, nadal
spokojnie.
-Wszystko ci później wyjaśnię – wymamrotała zdenerwowana
dziewczyna – Ale zrozum, teraz muszę iść.
-Okej – odparłem, wpadając na inny pomysł – Okej, ja tu
na ciebi9e zaczekam – odwróciłem się. Dopiero wtedy zauważyłem mnóstwo
wpatrujących się we mnie twarzy. Miałem ochotę powiedzieć kilka słów tym
ludziom, ale się rozmyśliłem. Przepuściłem Pat, a sam zająłem jej miejsce.
Oparłem głowę o zgięte w łokciach ręce, wlepiając wzrok w tabliczkę z napisem
„ginekolog” i zastanawiając się, w co ona do jasnej cholery gra.
Czekałem na nią blisko pół godziny. Strasznie mi się
nudziło, ale nie poddawałem się, nie zamierzałem sobie odpuścić. Nie teraz.
Kiedy wyszła, z ulgą odetchnąłem, ale tylko na ułamek sekundy. Jej smutek ozdabiający
twarz wstrząsnął mną tak bardzo, że aż na moment zdrętwiałem. Na szczęście ona
nie zamierzała przede mną uciekać, zapewne uważała, ze nie ma sensu. Stanęła
przede mną, ale nie powiedziała nic, tylko chwyciła moją dłoń i pociągnęła mnie
w stronę drzwi. Szliśmy w milczeniu, chociaż ja nie mogłem już wytrzymać tej
chorej ciszy. Wydostaliśmy się na zewnątrz, świeże powietrze próbowało nas
orzeźwić, ale właściwie to mi nie pomogło, Pat chyba także. Oboje usiedliśmy na
jakiejś ławce, oboje chyba tak samo zdenerwowani. Nie chciałem jej pospieszać,
wiedziałem, że to dla niej ogromny stres.
-Jestem w ciąży – wyleciało jej z ust ku mojemu
zdziwieniu. Odwróciłem głowę, by na nią spojrzeć. Odetchnąłem z ulgą i
uśmiechnąłem się lekko, chociaż szczerze mówiąc, do śmiechu mi nie było. Ale i
tak cieszyłem się, ze to tylko ciąża, a nie jakaś choroba.
-to świetnie! – krzyknąłem z udawanym entuzjazmem, chcąc
przekonać ją, że naprawdę się cieszę. Wciąż jeszcze byłem w szoku, ale
przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem. Wtedy wyczułem, jak coś spływa
po mojej dłoni. Łza – skarbie, przecież to powód do radości, a nie do płaczu!
Wszystko się ułoży. Zaczniemy nagrywać płytę, dostaniemy za nią jakąś kasę. Nie
martw się, damy sobie radę.
-T... Ty nic... Nic nie rozumiesz! – wyszlochała
dziewczyna, wtulając się w moją pierś – Ono nie jest twoje! – dziewczyna
wybuchła jeszcze większym płaczem, czyniąc mnie jeszcze bardziej zaszokowanym.
Do głowy od razu wpadło mi pytanie o to, czyje jest to dziecko. Nie zadałem go
głośno, chyba się bałem. Przełknąłem ślinę, nadal ją przytulając, chociaż nie
wiedziałem, czy powinienem.
-O... Ono j... jest... Dave’a... – wyrzuciła z siebie
Pat. Spojrzałem na nią szeroko otwartymi oczyma. Ona... z moim kumplem... Ze
swoim byłym... To wydawało mi się niemożliwe.
-Nie, Pierre! To nie tak! – krzyknęła, uspakajając się
nieco, zauważywszy moją minę i zapewne odczytawszy to, o czym pomyślałem – to
dziecko ma już ponad dwa miesiące, przecież my się wtedy nie spotykaliśmy!
-A... aha – odparłem, momentalnie się rumieniąc – Przepraszam
– wymamrotałem ze wstydem – Nie powinienem w ogóle tak myśleć.
-Przestań – prychnęła dziewczyna, wlepiając wzrok w
chodnik. Znowu zapadła cisza, tak niewygodna dla nas obojga. Czułem, że lada
chwila Pat ponownie wybuchnie płaczem. Chyba wciąż nie mogła uwierzyć w to, że
zostanie matką.
– Trzeba powiedzieć Davidowi – oznajmiłem wpatrując się w
najwyższe piętro szpitala. Dziewczyna odkleiła się ode mnie jak poparzona i
krzyknęła przerażona:
-Na głowę upadłeś?!
Spojrzałem na nią rozszerzonymi ze zdumienia oczyma,
bardzo zaskoczony jej reakcją. To chyba normalne, że Dave jako pierwszy
powinienem się o wszystkim dowiedzieć i oni oboje powinni ustalić, co dalej z
tym zrobić. Tymczasem moja dziewczyna chyba wpadła na kolejny pomysł, który
zapewne nie uzyska u mnie aprobaty.
-No co? – zapytałem głupio, wzruszając ramionami.
-Pierre, David nie może się dowiedzieć, że to dziecko
jest jego! Najlepiej będzie, jak rozgłosimy, ze to dziecko jest twoje! Z tego
co mi wczoraj opowiadałeś, on cały czas zajmuje się Kate, więc nic nie
zauważy...
-Pati! – przerwałem jęknięciem jej plany – Tak nie można!
-Pierre, chcesz być ojcem, prawda? - zapytała, chwytając mnie za słaby punkt.
Odpowiedź była oczywista. Pragnąłem stworzyć z nią i bobaskiem wspaniałą
rodzinę – No właśnie – dodała po chwili ciszy – A co jeśli David będzie chciał
odebrać nam maleństwo?
-Odebrać? – powtórzyłem jak echo. Jakoś nie potrafiłem
sobie wyobrazić kłócącego się Davida.
-Pierre, ty nie wiesz, do czego zdolni są ludzie, gdy gra
toczy się o ich dziecko! Proszę cię, zostawmy to tak jak jest, okej?
-Co?! – wrzasnąłem zaskoczony jej prośbą. Oczywiście nie
mogłem jej spełnić, przecież Dave to mój kumpel – Posłuchaj, ja tak nie mogę...
Pat, ogarnij się. Nie mogę przypisywać sobie ojcostwa.
-Czy ty nie rozumiesz, co ja do ciebie mówię? Nikt się
nie dowie! Wszystkim powiemy, że to ty jesteś ojcem, nikt się nie domyśli!
Tylko obiecaj mi, że nikomu nie powiesz!
-Wybacz, ale...
-Pierre, zależy ci na mnie i na własnej rodzinie? Zależy
ci? – zapytała, patrząc prosto w moje oczy. Spuściłem nisko głowę. Odpowiedź na
to pytanie była oczywista – Więc zrób to dla nas, dla naszej szczęśliwej rodziny.
Zrozum, że inaczej nie możemy. Jeśli naprawdę tobie na nas zależy, to obiecaj
nam, że nie puścisz pary z ust!
Westchnąłem cicho. Jeszcze przez jakiś czas próbowałem
wybić ten głupi pomysł z głowy Pat, ale ona nie dawała sobie nic przetłumaczyć.
W końcu i mnie zmusiła, bym pod przysięgą obiecał, że dotrzymam obietnicy,
chociaż ja zdawałem sobie sprawę z tego, że to nie jest dobry pomysł. Nie
miałem pojęcia, jak mam się zachowywać przy Davidzie, żeby nie wzbudzić jego
podejrzeń. Ciągle się nad tym zastanawiałem, nawet gdy odwiozłem swoją
dziewczynę do domu i wracałem do Davida i Kate. Przez to wszystko dwa razy
pomyliłem piętra. Kiedy w końcu dotarłem do odpowiedniej sali, ujrzałem
szczęśliwą parę zakochanych. Wtedy po raz pierwszy w życiu poczułem sympatię do
Kate. Dlaczego wtedy? Dotarło do mnie, że Kate potrafiła uczynić coś, czego mi
się nie udało. Ona umiała spowodować, by na twarzy Dave’a pojawił się szczery
uśmiech. Oni naprawdę się kochali. A dziecko by im chyba nie pomogło, a wręcz przeciwnie. Być może Pat wpadła na
dobry pomysł.
uf :D Jak dobrze, że David jest zdrowy :)
OdpowiedzUsuńNie sądzę, żeby ukrywanie jego ojcostwa było dobrym pomysłem... Przecież kiedyś na pewno i tak się dowie. Będą z tego tylko same problemy. No ale cóż.. skoro Pierre i Pat chcą razem wychować to dziecko to nic tylko życzyć im szczęścia :D