Nie miałem lepszego pomysłu niż odszukanie jej i
wyjaśnienie całej sprawy. Szybko porwałem swoje ubrania i nałożyłem je. Z
bijącym serduchem wyleciałem na klatkę schodową, zupełnie zapominając o
zamknięciu mieszkania. Zastanawiałem się, gdzie ona może być i po krótkiej
analizie własnych myśli stwierdziłem, że nie mam pojęcia. Dopiero wtedy zdałem sobie
sprawę z tego, że właściwie to ja wcale jej nie znam, nigdy nie powiedziała mi,
gdzie lubi chodzić, co lubi jeść ani żadnych takich głupot. A jednak ją
kochałem i nie chciałem, żebyśmy się rozstawali. Nie w taki sposób. Zawsze
miałem to do siebie, że walczyłem. Walczyłem nawet gdy szanse były niemal
zerowe, do upadłego. Przebiegłem chyba z pół Montrealu, rozglądając się za jej
osobą. Przeszukiwałem wszystkie puby i kawiarnie, wszystkie miejsca, które
kojarzyły mi się właśnie z nią. Coraz bardziej się denerwowałem, moje pomysły
zaczynały się już kończyć, a ja sam miałem wrażenie, że za chwilę zemdleję ze
zmęczenia. Wiedziałem, że musze ją znaleźć już teraz nie tylko po to, by
odpowiedziała na moje pytania, ale aby po prostu przekonać się, że jest cała i
zdrowa.
Po dwóch godzinach ledwo stałem na nogach. Powoli zaczynałem
się poddawać, myśleć, że to wszystko nie ma sensu. Ale nie mogłem zaprzestać
poszukiwań, chociaż potrzebowałem odpoczynku. Otarłem pot z czoła, po raz
kolejny się rozglądając. Dokładnie naprzeciwko mnie znajdował się sklep. Westchnąłem
ciężko, uznając, że powinienem tam wejść, żeby sobie kupić chociażby wodę.
Przeszedłem na drugą stronę i wślizgnąłem się do budynku. Przeleciałem wzrokiem
po wszystkich nazwach wód, akurat mojej ulubionej nie było. Właśnie
zastanawiałem się, którą wybrać, kiedy kątem oka zauważyłem, że do sklepu
wchodzą Chuck i Seb. Przekląłem cicho pod nosem, porywając pierwszą lepszą butelkę
i modląc się, by żaden z chłopaków mnie nie zauważył. Pobiegłem w stronę kas. W
Montrealu jest dosłownie milion sklepów, czy oni musieli przyjść akurat tutaj i
akurat o tej porze? Zacisnąłem pięści. Strasznie się niecierpliwiłem, stojąc w
kolejce. Ciągle patrzyłem w ich stronę, nadal mnie nie widzieli, Seb chyba
wybierał ryż. Naprawdę mi ulżyło, kiedy w końcu dotarłem do kasy. Myślałem, że
mi się uda. Już zamykałem portfel, kiedy usłyszałem, jak ktoś wywrzaskuje moje
imię. Przekląłem, ale starałem się nie zwracać uwagi na dobrze znany sobie głos.
Porwałem swoje picie i wyślizgnąłem się z budynku. Nie chciałem ich
wysłuchiwać, nie miałem na to najmniejszej ochoty. Postanowiłem jak najszybciej
stamtąd spieprzyć. Miałem ich za kumpli, a oni byli po prostu fałszywi. Wszyscy
grali za moimi plecami. Po czymś takim nie mogłem z nimi zwyczajnie rozmawiać.
Wszedłem w jakąś ponurą uliczkę. Byłem pewien, że tutaj
mnie nie znajdą, nawet jeśli będą kontynuowali poszukiwania. Postanowiłem przez
jakiś czas tutaj posiedzieć, tak dla bezpieczeństwa. Uważnie się rozejrzałem.
Nagle ją ujrzałem. Otworzyłem szeroko oczy, nie wierząc we własne szczęście.
Powolnym krokiem ruszyłem w jej kierunku. Katem oka ujrzałem butelkę po wódce.
Nie wątpiłem w jej przynależność do Kate. Westchnąłem cicho, wyczuwając
problem. Usiadłem tuż obok niej i chociaż dziewczyna ani razu na mnie nie
zerknęła, wiedziałem, że wie o mojej obecności.
-Idź stąd – wymamrotała zachrypniętym głosem, nadal nie
patrząc w moje oczy – Nie powinieneś tutaj przychodzić, nie powinieneś mnie
szukać.
-Dlaczego? - Zapytałem cicho – Nie odejdę stąd, dopóki
nie wyjaśnisz mi, o co tu chodzi – oznajmiłem. Ona chyba nie chciała mi nic
wyjaśniać, bo tylko zapytała, nieco skrępowana:
-Ty... Nie zakładałeś prezerwatywy, prawda?
Moje oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej i odwróciłem
głowę w jej stronę. Zaprzeczyłem, wpatrując się w jej oczy. Ona tylko jęknęła
głośno i schowała twarz pomiędzy kolanami. Usłyszałem, jak wybucha głośnym
płaczem. Ostrożnie przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem, nadal nie
pojmując, o co chodzi.
-P... Przepraszam, Dave – wybąkała historycznie – Ja nie
chciałam... Tak bardzo nie chciałam...
-Kate – uśmiechnąłem się pokrzepująco - Przecież nic się nie stało, jesteśmy dwójką
dorosłych ludzi...
-T... ty nic... nie rozumiesz... M... Musisz jak
najszybciej... M... Musisz.... iść do lekarza...
-Do lekarza? – powtórzyłem zdumiony, zastanawiając się, o
co do jasnej cholery w tym wszystkim chodzi. Co do tego wszystkiego ma...
lekarz?
-T... tak.... – potwierdziła nerwowo – Mu... Musisz
zrobić badania... JA... Ja... mam...
-Co masz? – zapytałem nerwowo, czując jak coraz bardziej
zaczynam drżeć. Przełknąłem ślinę, modląc się, by to nie było to, co akurat
przyszło mi na myśl.
-Mam HIV-a... Jestem chora na AIDS – Kate ponownie
wybuchła głośnym płaczem, pozostawiając mnie w ogromnym szoku i z wielkim
mętlikiem w głowie. Ostatnie słowa dziewczyny wstrząsnęły mną tak bardzo, że
nie potrafiłem się ruszyć, nie miałem pojęcia, co robić. To wszystko spłynęło
na mnie tak szybko, stanowczo za szybko, nie umiałem sobie z tym poradzić.
Schowałem twarz w dłoniach załamany. Jeśli ona była chora... to oznacza... To
oznacza, że mogłem się zarazić. A jeśli się zaraziłem... Umrę.
-Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? – zapytałem cicho.
Przez moment czekałem, aż dziewczyna się uspokoi, co i tak nie nastąpiło.
-Miałam powiedzieć tobie... Jedynemu przyjacielowi...
Jedynej osobie, która przy mnie pozostała... Miałam się przyznać?...
Myślałam... Myślałam, że ciebie stracę... A bez ciebie to życie w ogóle nie
miałoby sensu... Zrozum... Ja myślałem... że my... Że my nigdy nie... – dalej
dziewczyna nie mogła już mówić. Znowu płakała. Ja sam nie miałem pojęcia, co
dalej robić. Z jednej strony Kate mnie oszukała, ale z drugiej strony
rozumiałem ją. Ja sam chyba najlepszemu kumplowi nie byłbym w stanie o tym
powiedzieć. Spojrzałem na dziewczynę. Jeszcze nigdy nie widziałem jej tak
zdruzgotanej i załamanej. Serce mi się krajało na jej widok. Nie mogłem
zostawić jej w takim stanie, w tym miejscu samej. W końcu mimo wszystko
kochałem ją. Kochałem ją cholernie mocno. Po raz kolejny przyciągnąłem ją do
siebie i przytuliłem. Chciałem tylko, by wiedziała, że nie jest z tym wszystkim
sama, że nigdy nie będzie. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. W tej
jednej chwili wszystkie moje plany na przyszłość legły w gruzach. Zrozumiałem,
że w każdym momencie to może zniknąć. Ja mogę umrzeć.
-Przecież można zahamować rozwój tego wirusa –
wymamrotałem z nadzieją, ściskając jej dłoń.
-T... to jest cholernie drogie... – odparła ona, nadal
nie potrafiąc się uspokoić.
-No tak, ale przecież to da się załatwić... Są jakieś
fundacje, nie wiem... – starałem się jakoś podnieść ją na duchu, ale to chyba
nie pomogło, bo im bardziej się starałem, tym bardziej ona popadła w depresję.
-Przestań – prychnęła ona – Dobrze wiesz, że ja sama nie
jestem w stanie tego wszystkiego pozałatwiać. Zresztą nie chcę bawić się w tę
biurokrację.
-Przecież nie jesteś sama! – krzyknąłem, próbując
wykrzesić z siebie choć odrobinę entuzjazmu – Ja przez cały czas jestem z tobą!
-Ty... – ona wybuchła jeszcze głośniejszym płaczem,
ponownie nie wiedziałem, dlaczego – Ty... ty pewnie zaraz wstaniesz i sobie stąd
pójdziesz...I... I nigdy.... Nie wrócisz...
-Nieprawda! – zaprzeczyłem i jeszcze mocniej ją
przytuliłem – zostanę z tobą do samego końca, bez względu na wszystko słyszysz?
Czy jesteś chora, czy zdrowa, wciąż jesteś moją Kate, którą pokochałem. Spójrz
na mnie! – poprosiłem. Ona, słysząc mój głos, uniosła głowę do góry. Nasze
spojrzenia się spotkały. Jej ogromne oczy były wypełnione łzami. Otarłem je
rękawem mojej bluzy. Przez moment wpatrywałem się w jej twarz. Oddałbym
wszystko, by ujrzeć na jej twarzy ponownie szeroki uśmiech.
-Dave... Ja... Zrozumiem... Naprawdę... Nie powinieneś
tak bardzo się starać... Powinieneś przestać się mną interesować...
-Kate, uwierz mi, ja dobrze wiem, co powinienem robić i
na pewno powinienem przez cały czas przy tobie być. Kocham cię i do końca życia
bym sobie nie wybaczył, gdybym teraz ciebie zostawił.
-D... Dave ja... nie wiem, co powiedzieć... – wyszeptała ona, przyklejając się do mojej
piersi. Jej serce mocno biło. Wyczułem, że swoimi słowami zapaliłem niewielką
iskierkę nadziei na lepszą przyszłość. Ja sam jakoś nie potrafiłem uwierzyć we
własne słowa, nie umiałem wyobrazić sobie przyszłości. Ale nie mogłem
powiedzieć tego Kate. Musiałem podtrzymywać ją na duchu, w końcu nikogo więcej
nie miała. Teraz czeka mnie naprawdę trudny okres mojego życia.
-Nie musisz nic mówić. Wystarczy mi, ze jesteś.
o kurcze... :O
OdpowiedzUsuńNa pewno nic Davidowi nie będzie!!! Nie może!!!!
Kate powinna mu o wszystkim powiedzieć wcześniej!!! Podziwiam go za wyrozumiałość... Naprawdę musi ją kochać.
Razem sobie jakoś z tym poradzą. Chłopaki na pewno też im pomogą i wszystko będzie dobrze :D