wtorek, 13 sierpnia 2013

PART XXXVII

Nie miałem lepszego pomysłu niż odszukanie jej i wyjaśnienie całej sprawy. Szybko porwałem swoje ubrania i nałożyłem je. Z bijącym serduchem wyleciałem na klatkę schodową, zupełnie zapominając o zamknięciu mieszkania. Zastanawiałem się, gdzie ona może być i po krótkiej analizie własnych myśli stwierdziłem, że nie mam pojęcia. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że właściwie to ja wcale jej nie znam, nigdy nie powiedziała mi, gdzie lubi chodzić, co lubi jeść ani żadnych takich głupot. A jednak ją kochałem i nie chciałem, żebyśmy się rozstawali. Nie w taki sposób. Zawsze miałem to do siebie, że walczyłem. Walczyłem nawet gdy szanse były niemal zerowe, do upadłego. Przebiegłem chyba z pół Montrealu, rozglądając się za jej osobą. Przeszukiwałem wszystkie puby i kawiarnie, wszystkie miejsca, które kojarzyły mi się właśnie z nią. Coraz bardziej się denerwowałem, moje pomysły zaczynały się już kończyć, a ja sam miałem wrażenie, że za chwilę zemdleję ze zmęczenia. Wiedziałem, że musze ją znaleźć już teraz nie tylko po to, by odpowiedziała na moje pytania, ale aby po prostu przekonać się, że jest cała i zdrowa.
Po dwóch godzinach ledwo stałem na nogach. Powoli zaczynałem się poddawać, myśleć, że to wszystko nie ma sensu. Ale nie mogłem zaprzestać poszukiwań, chociaż potrzebowałem odpoczynku. Otarłem pot z czoła, po raz kolejny się rozglądając. Dokładnie naprzeciwko mnie znajdował się sklep. Westchnąłem ciężko, uznając, że powinienem tam wejść, żeby sobie kupić chociażby wodę. Przeszedłem na drugą stronę i wślizgnąłem się do budynku. Przeleciałem wzrokiem po wszystkich nazwach wód, akurat mojej ulubionej nie było. Właśnie zastanawiałem się, którą wybrać, kiedy kątem oka zauważyłem, że do sklepu wchodzą Chuck i Seb. Przekląłem cicho pod nosem, porywając pierwszą lepszą butelkę i modląc się, by żaden z chłopaków mnie nie zauważył. Pobiegłem w stronę kas. W Montrealu jest dosłownie milion sklepów, czy oni musieli przyjść akurat tutaj i akurat o tej porze? Zacisnąłem pięści. Strasznie się niecierpliwiłem, stojąc w kolejce. Ciągle patrzyłem w ich stronę, nadal mnie nie widzieli, Seb chyba wybierał ryż. Naprawdę mi ulżyło, kiedy w końcu dotarłem do kasy. Myślałem, że mi się uda. Już zamykałem portfel, kiedy usłyszałem, jak ktoś wywrzaskuje moje imię. Przekląłem, ale starałem się nie zwracać uwagi na dobrze znany sobie głos. Porwałem swoje picie i wyślizgnąłem się z budynku. Nie chciałem ich wysłuchiwać, nie miałem na to najmniejszej ochoty. Postanowiłem jak najszybciej stamtąd spieprzyć. Miałem ich za kumpli, a oni byli po prostu fałszywi. Wszyscy grali za moimi plecami. Po czymś takim nie mogłem z nimi zwyczajnie rozmawiać.
Wszedłem w jakąś ponurą uliczkę. Byłem pewien, że tutaj mnie nie znajdą, nawet jeśli będą kontynuowali poszukiwania. Postanowiłem przez jakiś czas tutaj posiedzieć, tak dla bezpieczeństwa. Uważnie się rozejrzałem. Nagle ją ujrzałem. Otworzyłem szeroko oczy, nie wierząc we własne szczęście. Powolnym krokiem ruszyłem w jej kierunku. Katem oka ujrzałem butelkę po wódce. Nie wątpiłem w jej przynależność do Kate. Westchnąłem cicho, wyczuwając problem. Usiadłem tuż obok niej i chociaż dziewczyna ani razu na mnie nie zerknęła, wiedziałem, że wie o mojej obecności.
-Idź stąd – wymamrotała zachrypniętym głosem, nadal nie patrząc w moje oczy – Nie powinieneś tutaj przychodzić, nie powinieneś mnie szukać.
-Dlaczego? - Zapytałem cicho – Nie odejdę stąd, dopóki nie wyjaśnisz mi, o co tu chodzi – oznajmiłem. Ona chyba nie chciała mi nic wyjaśniać, bo tylko zapytała, nieco skrępowana:
-Ty... Nie zakładałeś prezerwatywy, prawda?
Moje oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej i odwróciłem głowę w jej stronę. Zaprzeczyłem, wpatrując się w jej oczy. Ona tylko jęknęła głośno i schowała twarz pomiędzy kolanami. Usłyszałem, jak wybucha głośnym płaczem. Ostrożnie przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem, nadal nie pojmując, o co chodzi.
-P... Przepraszam, Dave – wybąkała historycznie – Ja nie chciałam... Tak bardzo nie chciałam...
-Kate – uśmiechnąłem się pokrzepująco -  Przecież nic się nie stało, jesteśmy dwójką dorosłych ludzi...
-T... ty nic... nie rozumiesz... M... Musisz jak najszybciej... M... Musisz.... iść do lekarza...
-Do lekarza? – powtórzyłem zdumiony, zastanawiając się, o co do jasnej cholery w tym wszystkim chodzi. Co do tego wszystkiego ma... lekarz?
-T... tak.... – potwierdziła nerwowo – Mu... Musisz zrobić badania... JA... Ja... mam...
-Co masz? – zapytałem nerwowo, czując jak coraz bardziej zaczynam drżeć. Przełknąłem ślinę, modląc się, by to nie było to, co akurat przyszło mi na myśl.
-Mam HIV-a... Jestem chora na AIDS – Kate ponownie wybuchła głośnym płaczem, pozostawiając mnie w ogromnym szoku i z wielkim mętlikiem w głowie. Ostatnie słowa dziewczyny wstrząsnęły mną tak bardzo, że nie potrafiłem się ruszyć, nie miałem pojęcia, co robić. To wszystko spłynęło na mnie tak szybko, stanowczo za szybko, nie umiałem sobie z tym poradzić. Schowałem twarz w dłoniach załamany. Jeśli ona była chora... to oznacza... To oznacza, że mogłem się zarazić. A jeśli się zaraziłem... Umrę.
-Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? – zapytałem cicho. Przez moment czekałem, aż dziewczyna się uspokoi, co i tak nie nastąpiło.
-Miałam powiedzieć tobie... Jedynemu przyjacielowi... Jedynej osobie, która przy mnie pozostała... Miałam się przyznać?... Myślałam... Myślałam, że ciebie stracę... A bez ciebie to życie w ogóle nie miałoby sensu... Zrozum... Ja myślałem... że my... Że my nigdy nie... – dalej dziewczyna nie mogła już mówić. Znowu płakała. Ja sam nie miałem pojęcia, co dalej robić. Z jednej strony Kate mnie oszukała, ale z drugiej strony rozumiałem ją. Ja sam chyba najlepszemu kumplowi nie byłbym w stanie o tym powiedzieć. Spojrzałem na dziewczynę. Jeszcze nigdy nie widziałem jej tak zdruzgotanej i załamanej. Serce mi się krajało na jej widok. Nie mogłem zostawić jej w takim stanie, w tym miejscu samej. W końcu mimo wszystko kochałem ją. Kochałem ją cholernie mocno. Po raz kolejny przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem. Chciałem tylko, by wiedziała, że nie jest z tym wszystkim sama, że nigdy nie będzie. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. W tej jednej chwili wszystkie moje plany na przyszłość legły w gruzach. Zrozumiałem, że w każdym momencie to może zniknąć. Ja mogę umrzeć.
-Przecież można zahamować rozwój tego wirusa – wymamrotałem z nadzieją, ściskając jej dłoń.
-T... to jest cholernie drogie... – odparła ona, nadal nie potrafiąc się uspokoić.
-No tak, ale przecież to da się załatwić... Są jakieś fundacje, nie wiem... – starałem się jakoś podnieść ją na duchu, ale to chyba nie pomogło, bo im bardziej się starałem, tym bardziej ona popadła w depresję.
-Przestań – prychnęła ona – Dobrze wiesz, że ja sama nie jestem w stanie tego wszystkiego pozałatwiać. Zresztą nie chcę bawić się w tę biurokrację.
-Przecież nie jesteś sama! – krzyknąłem, próbując wykrzesić z siebie choć odrobinę entuzjazmu – Ja przez cały czas jestem z tobą!
-Ty... – ona wybuchła jeszcze głośniejszym płaczem, ponownie nie wiedziałem, dlaczego – Ty... ty pewnie zaraz wstaniesz i sobie stąd pójdziesz...I... I nigdy.... Nie wrócisz...
-Nieprawda! – zaprzeczyłem i jeszcze mocniej ją przytuliłem – zostanę z tobą do samego końca, bez względu na wszystko słyszysz? Czy jesteś chora, czy zdrowa, wciąż jesteś moją Kate, którą pokochałem. Spójrz na mnie! – poprosiłem. Ona, słysząc mój głos, uniosła głowę do góry. Nasze spojrzenia się spotkały. Jej ogromne oczy były wypełnione łzami. Otarłem je rękawem mojej bluzy. Przez moment wpatrywałem się w jej twarz. Oddałbym wszystko, by ujrzeć na jej twarzy ponownie szeroki uśmiech.
-Dave... Ja... Zrozumiem... Naprawdę... Nie powinieneś tak bardzo się starać... Powinieneś przestać się mną interesować...
-Kate, uwierz mi, ja dobrze wiem, co powinienem robić i na pewno powinienem przez cały czas przy tobie być. Kocham cię i do końca życia bym sobie nie wybaczył, gdybym teraz ciebie zostawił.
-D... Dave ja... nie wiem, co powiedzieć...  – wyszeptała ona, przyklejając się do mojej piersi. Jej serce mocno biło. Wyczułem, że swoimi słowami zapaliłem niewielką iskierkę nadziei na lepszą przyszłość. Ja sam jakoś nie potrafiłem uwierzyć we własne słowa, nie umiałem wyobrazić sobie przyszłości. Ale nie mogłem powiedzieć tego Kate. Musiałem podtrzymywać ją na duchu, w końcu nikogo więcej nie miała. Teraz czeka mnie naprawdę trudny okres mojego życia.

-Nie musisz nic mówić. Wystarczy mi, ze jesteś. 

1 komentarz:

  1. o kurcze... :O
    Na pewno nic Davidowi nie będzie!!! Nie może!!!!
    Kate powinna mu o wszystkim powiedzieć wcześniej!!! Podziwiam go za wyrozumiałość... Naprawdę musi ją kochać.
    Razem sobie jakoś z tym poradzą. Chłopaki na pewno też im pomogą i wszystko będzie dobrze :D

    OdpowiedzUsuń