niedziela, 25 sierpnia 2013

PART XL

-I co, znalazłeś portfel? – zapytał blondyn ściskając dłoń swojej dziewczyny. Otrząsnąłem się z zamyślenia, przez moment zastanawiając się, o jaki portfel chodzi. Dopiero po chwili przypomniałem sobie o kłamstwie.
-Tak, znalazłem – westchnąłem ciężko, podchodząc do łóżka chorej – Cześć, Kate, jak zdrowie? – zapytałem, nie chcąc dalej ciągnąć poprzedniego tematu. Widziałem już na jej twarzy ślady chemii, ale chyba tylko dzięki blondynowi ciągle się uśmiechała, co skutecznie ukrywało to wszystko.
-Mogło być gorzej – odparła słabo, o wiele słabiej niż normalnie. Spojrzałem na nią ze współczuciem. Wcześniej nigdy nie zauważyłem tego, jak bardzo ona jest szczupła, przypomina szkielet. Westchnąłem ciężko i usiadłem obok kolegi, który ciekawie przypatrywał mi się.
-Coś się stało? - Zapytał ostrożnie, kiedy wlepiłem wzrok w dłonie i znowu się zawiesiłem. Spojrzałem w jego brązowe oczy i uznałem, że właściwie o dziecku mogę mu już powiedzieć.
-Tak naprawdę to nic złego – odparłem, wciąż zamyślony – Po prostu... Jak tu szedłem, spotkałem Pat. Ona.. Ona jest w ciąży – wydusiłem z siebie. Davida źrenice momentalnie się rozszerzyły ze zdumienia. Chłopak spojrzał na swoją dziewczynę, która także wydawała się być zaskoczona. Za chwilę jednak miejsce szoku zajęła ogromna radość. Oboje zaczęli mi gratulować, co sprawiło, że czułem się cholernie głupio. Omal nie powiedziałem im, że to nie ja powinienem odbierać gratulacje, ale szybko przed oczami stanęła mi twarz Pat. Nie potrafiłem złamać danego jej słowa, nie umiałem. Przekląłem siebie w duchu, wysłuchując, jak Dave już truje mi, że koniecznie musi być ojcem chrzestnym. Wiedziałem, że on lepiej nadawałby się na rolę taty niż ja.
Wstałem, nie potrafiąc już wytrzymać wesołej paplaniny mojego kumpla. Wymówiłem się toaletą. Szybko wyślizgnąłem się z sali i ruszyłem w stronę kiblów przeznaczonych dla odwiedzających. Spojrzałem na własne zmęczone odbicie w lustrze. To całe udawanie już zaczynało mi dokuczać, a miałem wytrzymać to przez kilka miesięcy. W jaki sposób? Zamrugałem kilkakrotnie. Wiedziałem, że w końcu puszczę farbę, nie mogłem okłamywać najbliższych mi osób. Oparłem się rękoma o zlew. Cholera, co ja mam robić? Zacząć unikać Dave’a? Bez sensu. Jakim cudem miałem utrzymać język za zębami? Przegryzłem dolną wargę. Mogłem szukać przez cały czas odpowiedzi na to pytanie,  a i tak bym  jej nie znalazł. Przemyłem szybko twarz, by pozbyć się potu. Spojrzałem na własne odbicie i przywołałem na twarz delikatny uśmiech. Nie mogłem dać po sobie poznać, że cos mnie gnębi. Powoli wyślizgnąłem się z toalety i ślimaczym tempem ruszyłem ku sali, w której leżała Kate. Już miałem wejść do środka, kiedy usłyszałem głos Dave’a:
-Skarbie, dziecko można zaadoptować...
I pomimo głosu mojego serca wrzeszczącego, że powinienem w tym momencie odejść od drzwi, ja jeszcze bardziej się do nich przysunąłem. Robiłem coś, czego Dave nigdy by mi nie wybaczył: podsłuchiwałem rozmowę, której oni najwyraźniej nie chcieli przy mnie prowadzić.
-Dobrze wiesz, że z tą chorobą nie udałoby się nam go wychować. Zresztą jaki dom dziecka oddałby nam wychowanka? Dave, to niemożliwe...
Na moment zapadła cisza. Zajrzałem przez szparę do środka. Dave stał tyłem do mnie, wlepiał wzrok w coś, co akurat działo się pod oknem. Kate patrzyła na swoje palce. Westchnąłem cicho i ruszyłem dłonią w stronę klamki, jednak cofnąłem ją, ponownie słysząc głos Davida.
-A jakie to ma teraz znaczenie? We dwoje jesteśmy szczęśliwi. Wcale nie potrzebujemy dziecka.
-Ma ogromne znaczenie. Widzę, że chciałbyś być ojcem, a... a przeze mnie... nie zostaniesz nim nigdy. Ja... Ja chciałabym.... Po prostu chciałabym... żebyś... był szczęśliwy...
-I jestem szczęśliwy. Z tobą jestem szczęśliwy. Może i chciałbym zostać tatą, ale nie możemy mówić o nierealnej przyszłości. Kate, jeśli miałbym wybrać między tobą a dzieckiem z kimś innym, to wybrałbym ciebie. Zdążyłem już zauważyć, że mając taki skarb jak ty, muszę tracić coś w zamian. Tak jest zbudowany ten świat i trzeba się z tym pogodzić, rozumiesz?
Ponownie zapadła cisza. Wyczułem, że to już koniec tej rozmowy, rozmowy, która znowu narobiła mi wielkiego mętliku w głowie. Jeszcze przez chwilę na wszelki wypadek poczekałem, ale sytuacja się nie zmieniała, więc wszedłem do środka. Obraz, który ujrzałem, cholernie mnie wzruszył. Dave z taką miłością przytulał do swojej piersi Kate, że aż im zazdrościłem. Nawet mnie nie zauważyli, tak bardzo byli zajęci sobą. Trochę im tego zazdrościłem, ale ja miałem swoją Pat i przytulałem ją tak samo. A jutro ponownie próbuję przekonać ją, że Dave zasługuje na wiedzę.
Swoje plany mogłem zrealizować dopiero następnego dnia późnym wieczorem, bo od rana robiliśmy ciężką próbę, ostatnią przed wyjazdem do studia. Nie wiedziałem już czy mam poruszać kwestię Dave’a podczas naszej pożegnalnej nocy, w końcu nie chciałem tego niszczyć. A poza tym nie zapomniałem, że ona jest w ciąży i nie może się denerwować. Mimo wszystko ostrożnie zasugerowałem jej, że powinna o wszystkim powiedzieć prawdziwemu ojcu. Dziewczyna zaczęła warczeć, że jeżeli mi się taki układ nie podoba, to możemy się przestać spotykać. Tego oczywiście nie chciałem, oboje nie chcieliśmy, na szczęście jakoś zdołałem ją uspokoić i przekonać, że naprawdę ją kocham.
Następne dni były tak bardzo zakręcone, że właściwie nie miałem czasu, by o tym wszystkim myśleć. Do studia mieliśmy dojechać sami. Tata Chucka na szczęście pozwolił nam pożyczyć sobie furgonetkę, którą zwykle dowoziliśmy sprzęt na koncerty. Z chłopakami załadowaliśmy wszystko, wątpiłem, by chociaż mysz zdołała się tam prześlizgnąć. Ja prowadziłem wóz, obok mnie siedział podniecony Chuck. Reszta miała jechać z Jeffem. Na szczęście podróż obyła się bez niespodzianek, chociaż perkusista SP mylił się we wskazywaniu mi drogi, co kilka razy prawie doprowadziło do stłuczki. Ale mimo wszystko udało nam się tam dotrzeć.
Oczywiście cały sprzęt musieliśmy wnosić sami, nikt nie chciał nam pomóc, a raczej my tak bardzo baliśmy się o nasze instrumenty, że nie pozwalaliśmy nikomu ich dotknąć. Gdy już wszystko wypakowaliśmy, byliśmy tak bardzo podnieceni, że producent tylko machnął ręką i powiedział, że dzisiaj zrobimy sobie wolne, a od jutra zaczniemy ciężką pracę. Pokazał nam łóżka, od razu zaczęliśmy kłócić się o to, które będzie czyje. Udało mi się zarezerwować pod oknem, na samej górze. Pode mną spał Jeff, który już narzekał na moje chrapanie, chociaż jeszcze go nie słyszał. Naprzeciwko nas miejsca zajęli Dave i Chuck, którzy umówili się, że będą się wymieniać. Ostatnie zajął zadowolony z takiego obrotu sprawy Seb, który miał jedno podwójne łóżko całe dla siebie. W nocy oczywiście zrobiliśmy sobie pięcioosobowa imprezę, musieliśmy uczcić pierwszą noc w studiu. Rano byliśmy skacowani jak po porządnej bibie, za co dostaliśmy ochrzan od producenta. Tego jednego dnia nam nie odpuścił. I miał rację, czekała nas kupa roboty. Przez kilka miesięcy nawet nie pomyśleliśmy o tym, by napić się po raz drugi, tak bardzo wieczorami byliśmy zmęczeni. Ale to wszystko nam się odpłacało atmosferą. Jeszcze nigdy się tak świetnie nie bawiłem.
Cały ten czas zleciał szybko nie tylko mnie, ale także pozostałej czwórce chłopaków. Teraz już byliśmy pewni, że muzyka to nasze przeznaczenie. Ostatniego dnia to producent postawił nam szampana za dobrze wykonana robotę, choć zwykle to on wydzierał się na mnie, że nie umiem ogarnąć własnego zespołu. Ja tylko wzruszałem ramionami, nie bardzo wiedząc, co mam zrobić.
-O, Dave! – krzyknąłem zaskoczony, wchodząc do naszej „sypialni” i widząc blondyna, który kończył się pakować. Przekląłem cicho pod nosem i zerknąłem na swoje porozwalane rzeczy na szafce i na łóżku. Chyba jako jedyny jeszcze nie tknąłem własnej torby. Tak naprawdę nie chciałem stąd wyjeżdżać, chociaż cholernie tęskniłem za Pat, za jej dotykiem i pocałunkami. Ale to był idealny świat, świat bez problemów. Tymczasem trzeba było wrócić do rzeczywistości. 

1 komentarz:

  1. Coś czuję, że Pierre nie wytrzyma i powie Davidowi całą prawdę... i moim zdaniem to właśnie jest najlepsze rozwiązanie :)
    Dave i Kate też zasługują na stworzenie prawdziwej rodziny :)

    OdpowiedzUsuń