-I co, znalazłeś portfel? – zapytał blondyn ściskając dłoń
swojej dziewczyny. Otrząsnąłem się z zamyślenia, przez moment zastanawiając
się, o jaki portfel chodzi. Dopiero po chwili przypomniałem sobie o kłamstwie.
-Tak, znalazłem – westchnąłem ciężko, podchodząc do łóżka
chorej – Cześć, Kate, jak zdrowie? – zapytałem, nie chcąc dalej ciągnąć
poprzedniego tematu. Widziałem już na jej twarzy ślady chemii, ale chyba tylko
dzięki blondynowi ciągle się uśmiechała, co skutecznie ukrywało to wszystko.
-Mogło być gorzej – odparła słabo, o wiele słabiej niż
normalnie. Spojrzałem na nią ze współczuciem. Wcześniej nigdy nie zauważyłem
tego, jak bardzo ona jest szczupła, przypomina szkielet. Westchnąłem ciężko i
usiadłem obok kolegi, który ciekawie przypatrywał mi się.
-Coś się stało? - Zapytał ostrożnie, kiedy wlepiłem wzrok
w dłonie i znowu się zawiesiłem. Spojrzałem w jego brązowe oczy i uznałem, że
właściwie o dziecku mogę mu już powiedzieć.
-Tak naprawdę to nic złego – odparłem, wciąż zamyślony –
Po prostu... Jak tu szedłem, spotkałem Pat. Ona.. Ona jest w ciąży – wydusiłem
z siebie. Davida źrenice momentalnie się rozszerzyły ze zdumienia. Chłopak
spojrzał na swoją dziewczynę, która także wydawała się być zaskoczona. Za
chwilę jednak miejsce szoku zajęła ogromna radość. Oboje zaczęli mi gratulować,
co sprawiło, że czułem się cholernie głupio. Omal nie powiedziałem im, że to
nie ja powinienem odbierać gratulacje, ale szybko przed oczami stanęła mi twarz
Pat. Nie potrafiłem złamać danego jej słowa, nie umiałem. Przekląłem siebie w
duchu, wysłuchując, jak Dave już truje mi, że koniecznie musi być ojcem
chrzestnym. Wiedziałem, że on lepiej nadawałby się na rolę taty niż ja.
Wstałem, nie potrafiąc już wytrzymać wesołej paplaniny
mojego kumpla. Wymówiłem się toaletą. Szybko wyślizgnąłem się z sali i ruszyłem
w stronę kiblów przeznaczonych dla odwiedzających. Spojrzałem na własne
zmęczone odbicie w lustrze. To całe udawanie już zaczynało mi dokuczać, a
miałem wytrzymać to przez kilka miesięcy. W jaki sposób? Zamrugałem
kilkakrotnie. Wiedziałem, że w końcu puszczę farbę, nie mogłem okłamywać
najbliższych mi osób. Oparłem się rękoma o zlew. Cholera, co ja mam robić?
Zacząć unikać Dave’a? Bez sensu. Jakim cudem miałem utrzymać język za zębami?
Przegryzłem dolną wargę. Mogłem szukać przez cały czas odpowiedzi na to
pytanie, a i tak bym jej nie znalazł. Przemyłem szybko twarz, by
pozbyć się potu. Spojrzałem na własne odbicie i przywołałem na twarz delikatny
uśmiech. Nie mogłem dać po sobie poznać, że cos mnie gnębi. Powoli wyślizgnąłem
się z toalety i ślimaczym tempem ruszyłem ku sali, w której leżała Kate. Już
miałem wejść do środka, kiedy usłyszałem głos Dave’a:
-Skarbie, dziecko można zaadoptować...
I pomimo głosu mojego serca wrzeszczącego, że powinienem
w tym momencie odejść od drzwi, ja jeszcze bardziej się do nich przysunąłem.
Robiłem coś, czego Dave nigdy by mi nie wybaczył: podsłuchiwałem rozmowę,
której oni najwyraźniej nie chcieli przy mnie prowadzić.
-Dobrze wiesz, że z tą chorobą nie udałoby się nam go
wychować. Zresztą jaki dom dziecka oddałby nam wychowanka? Dave, to
niemożliwe...
Na moment zapadła cisza. Zajrzałem przez szparę do
środka. Dave stał tyłem do mnie, wlepiał wzrok w coś, co akurat działo się pod
oknem. Kate patrzyła na swoje palce. Westchnąłem cicho i ruszyłem dłonią w
stronę klamki, jednak cofnąłem ją, ponownie słysząc głos Davida.
-A jakie to ma teraz znaczenie? We dwoje jesteśmy
szczęśliwi. Wcale nie potrzebujemy dziecka.
-Ma ogromne znaczenie. Widzę, że chciałbyś być ojcem,
a... a przeze mnie... nie zostaniesz nim nigdy. Ja... Ja chciałabym.... Po
prostu chciałabym... żebyś... był szczęśliwy...
-I jestem szczęśliwy. Z tobą jestem szczęśliwy. Może i
chciałbym zostać tatą, ale nie możemy mówić o nierealnej przyszłości. Kate,
jeśli miałbym wybrać między tobą a dzieckiem z kimś innym, to wybrałbym ciebie.
Zdążyłem już zauważyć, że mając taki skarb jak ty, muszę tracić coś w zamian.
Tak jest zbudowany ten świat i trzeba się z tym pogodzić, rozumiesz?
Ponownie zapadła cisza. Wyczułem, że to już koniec tej
rozmowy, rozmowy, która znowu narobiła mi wielkiego mętliku w głowie. Jeszcze
przez chwilę na wszelki wypadek poczekałem, ale sytuacja się nie zmieniała,
więc wszedłem do środka. Obraz, który ujrzałem, cholernie mnie wzruszył. Dave z
taką miłością przytulał do swojej piersi Kate, że aż im zazdrościłem. Nawet
mnie nie zauważyli, tak bardzo byli zajęci sobą. Trochę im tego zazdrościłem,
ale ja miałem swoją Pat i przytulałem ją tak samo. A jutro ponownie próbuję
przekonać ją, że Dave zasługuje na wiedzę.
Swoje plany mogłem zrealizować dopiero następnego dnia
późnym wieczorem, bo od rana robiliśmy ciężką próbę, ostatnią przed wyjazdem do
studia. Nie wiedziałem już czy mam poruszać kwestię Dave’a podczas naszej
pożegnalnej nocy, w końcu nie chciałem tego niszczyć. A poza tym nie
zapomniałem, że ona jest w ciąży i nie może się denerwować. Mimo wszystko
ostrożnie zasugerowałem jej, że powinna o wszystkim powiedzieć prawdziwemu
ojcu. Dziewczyna zaczęła warczeć, że jeżeli mi się taki układ nie podoba, to
możemy się przestać spotykać. Tego oczywiście nie chciałem, oboje nie
chcieliśmy, na szczęście jakoś zdołałem ją uspokoić i przekonać, że naprawdę ją
kocham.
Następne dni były tak bardzo zakręcone, że właściwie nie
miałem czasu, by o tym wszystkim myśleć. Do studia mieliśmy dojechać sami. Tata
Chucka na szczęście pozwolił nam pożyczyć sobie furgonetkę, którą zwykle
dowoziliśmy sprzęt na koncerty. Z chłopakami załadowaliśmy wszystko, wątpiłem,
by chociaż mysz zdołała się tam prześlizgnąć. Ja prowadziłem wóz, obok mnie
siedział podniecony Chuck. Reszta miała jechać z Jeffem. Na szczęście podróż
obyła się bez niespodzianek, chociaż perkusista SP mylił się we wskazywaniu mi
drogi, co kilka razy prawie doprowadziło do stłuczki. Ale mimo wszystko udało
nam się tam dotrzeć.
Oczywiście cały sprzęt musieliśmy wnosić sami, nikt nie
chciał nam pomóc, a raczej my tak bardzo baliśmy się o nasze instrumenty, że
nie pozwalaliśmy nikomu ich dotknąć. Gdy już wszystko wypakowaliśmy, byliśmy
tak bardzo podnieceni, że producent tylko machnął ręką i powiedział, że dzisiaj
zrobimy sobie wolne, a od jutra zaczniemy ciężką pracę. Pokazał nam łóżka, od
razu zaczęliśmy kłócić się o to, które będzie czyje. Udało mi się zarezerwować
pod oknem, na samej górze. Pode mną spał Jeff, który już narzekał na moje
chrapanie, chociaż jeszcze go nie słyszał. Naprzeciwko nas miejsca zajęli Dave
i Chuck, którzy umówili się, że będą się wymieniać. Ostatnie zajął zadowolony z
takiego obrotu sprawy Seb, który miał jedno podwójne łóżko całe dla siebie. W
nocy oczywiście zrobiliśmy sobie pięcioosobowa imprezę, musieliśmy uczcić
pierwszą noc w studiu. Rano byliśmy skacowani jak po porządnej bibie, za co
dostaliśmy ochrzan od producenta. Tego jednego dnia nam nie odpuścił. I miał
rację, czekała nas kupa roboty. Przez kilka miesięcy nawet nie pomyśleliśmy o tym,
by napić się po raz drugi, tak bardzo wieczorami byliśmy zmęczeni. Ale to
wszystko nam się odpłacało atmosferą. Jeszcze nigdy się tak świetnie nie
bawiłem.
Cały ten czas zleciał szybko nie tylko mnie, ale także
pozostałej czwórce chłopaków. Teraz już byliśmy pewni, że muzyka to nasze
przeznaczenie. Ostatniego dnia to producent postawił nam szampana za dobrze
wykonana robotę, choć zwykle to on wydzierał się na mnie, że nie umiem ogarnąć
własnego zespołu. Ja tylko wzruszałem ramionami, nie bardzo wiedząc, co mam
zrobić.
-O, Dave! – krzyknąłem zaskoczony, wchodząc do naszej
„sypialni” i widząc blondyna, który kończył się pakować. Przekląłem cicho pod
nosem i zerknąłem na swoje porozwalane rzeczy na szafce i na łóżku. Chyba jako
jedyny jeszcze nie tknąłem własnej torby. Tak naprawdę nie chciałem stąd
wyjeżdżać, chociaż cholernie tęskniłem za Pat, za jej dotykiem i pocałunkami.
Ale to był idealny świat, świat bez problemów. Tymczasem trzeba było wrócić do
rzeczywistości.
Coś czuję, że Pierre nie wytrzyma i powie Davidowi całą prawdę... i moim zdaniem to właśnie jest najlepsze rozwiązanie :)
OdpowiedzUsuńDave i Kate też zasługują na stworzenie prawdziwej rodziny :)