piątek, 3 maja 2013

PART XIX



Uwielbiałem mieć pięć lekcji, w dodatku pięć lekcji bez ostatniego angielskiego, którego wręcz nienawidziłem. Naprawdę szykował się cudowny dzień, słońce jasno świeciło jakby było już lato, a Nathan chciał, żebym po południu poszedł obejrzeć z nim nowoodkrytą rampę. Nigdy nie lubiłem sam jeździć na desce, z kimś zawsze jest po prostu weselej.
Dzisiaj do domu wracałem sam. Na uszach miałem słuchawki, śpiewałem sobie pod nosem, wiec nie za bardzo kontaktowałem. Szedłem sobie powoli, bo właściwie to nie miałem się gdzie śpieszyć. Co prawda jutro był sprawdzian z geografii, ale ściągi zdążyłem już zrobić. Właściwie to nie musiałem tam wracać, przyciągało mnie tam tylko to, że zapewne już czekał na mnie ciepły obiadek.
Podskoczyłem ze strachu, kiedy ktoś dotkną ł mojego ramienia. Przerażony obróciłem się na pięcie. Oczywiście nie udało mi się zachować równowagi i upadłem. Przekląłem cicho pod nosem i otworzyłem oczy. Ciężko dyszący Pierre wpatrywał się we mnie trochę ze strachem. Zdumiony zdjąłem słuchawki i gapiłem się na niego, zastanawiając się, czego on może ode mnie chcieć.
-Wybacz – wymamrotał chłopak, pomagając mi wstać.
-Nie szkodzi –odparłem, otrzepując się z kurzu. Miałem wrażenie, że znowu zarobiłem kilka dodatkowych siniaków.
-Zeszyt... Od chemii – wyciągnął dłoń w moją stronę. Rozpoznałem swój skoroszyt.
-Dzięki – wziąłem od niego notatnik – Skąd go masz? – zapytałem z ciekawością. Nie za bardzo wiedziałem, co mówić.
-Spotkałem chemiczkę na korytarzu, dała mi wszystkie. Pomyślałem, że polecę w twoim kierunku, to może ciebie odhaczę.
Coś mi mówiło, że ten zeszyt to był tylko pretekst, że cel jest tak naprawdę inny, ale nie chciałem go ciągnąc za język. W końcu jakiś miesiąc temu obiecałem sobie, że nie będę wtryniał się w czyjeś życie i starałem się dotrzymać tej zasady. Więc tylko pokiwałem głową. Pierre nadal stał naprzeciwko mnie. Miałem wrażenie, że ze sobą walczy.
-Mam problem – wydusił w końcu z siebie. Westchnąłem cicho.
-O tym wiem już od dawna – odparłem, chowając dłonie w kieszeniach – Kwestia tego, czy chcesz o tym pogadać.
-Chcę – powiedział prawie natychmiast brunet jakby bał się, że za chwilę zmieni zdanie – Muszę. Muszę, bo inaczej zeświruję. Ja nawet nie mam komu o tym wszystkim powiedzieć. Chłopaki odpadają, Nati...- machnął lekceważąco dłonią – Chyba tylko ty jeden możesz mi pomóc.
W duszy poczułem swego rodzaju dumę, choć starałem się tego nie pokazywać. Zastanawiałem się, dlaczego akurat ja, przecież ze mną on nawet nie chce rozmawiać na przerwie. Ale cholernie cieszyłem się, że chce mi zaufać, dobrze wiedziałem, że to musi go wiele kosztować. A to oznaczało, że ma ogromny problem.
-Okej, to może... Chodźmy do mnie. To już właściwie tu, za rogiem – przeszedłem na drugą stronę ulicy. Brunet szedł za mną, milczał. W ciszy pokonaliśmy ten krótki kawałek drogi, w ciszy także szukałem kluczy do domu.
-Napijesz się czegoś? – zapytałem, wchodząc do środka i rzucając plecak w stronę szafki. To zawsze denerwowało moja matkę, a ostatnio często robiłem jej na złość. Od razu skierowałem się w stronę kuchni.
-Chcesz coś do picia? – zapytałem.
-Jeśli masz, to wodę – usłyszałem za sobą jego nieco zdenerwowany głos.
Dotarłszy do kuchni, wyciągnąłem szklankę z szafki i porwałem z blatu butelkę wody oraz sok bananowy dla siebie.
-chodźmy lepiej do mojego pokoju – oznajmiłem, mijając go i wychodząc z kuchni – Jak moja siostra skapnie się, że przyprowadziłem kolegę, to nie da nam spokoju – wyjaśniłem, wskakując po schodach – Wiesz, lubi brunetów – zachichotałem – A szczerze ci powiem, że nie chciałbyś jej spotkać.
-Miłości to ja mam już serdecznie dość – burknął Pierre. Uniosłem jedną brew do góry. Łokciem otworzyłem sobie drzwi i wszedłem do środka. Położyłem wszystko, co miałem w dłoniach na biurko. Na szczęście w porę zauważyłem, że mój sok bananowy nie do końca jest dokręcony, bo inaczej mogłoby dojść do małej tragedii. Nalewając wodę kumplowi zauważyłem, że ten przygląda się ciekawie mojemu basowi. Podszedłem do niego i wcisnąłem mu szklankę do dłoni, zwracając  na siebie uwagę.
-Grasz? – zapytał ciekawie, wskazując na instrument. Pokiwałem milcząco głową i odwróciłem się. Coś w sercu mnie zakuło. Cholernie tęskniłem za starym zespołem.
Usiadłem, podwijając kolana na krześle obrotowym. Chwyciłem swój sok bananowy i zacząłem go odkręcać. Przez chwilę się z tym męczyłem, chociaż sam go zakręcałem przed momentem.
-Kurde – Pierre oderwał wzrok od mojej gitary – Kurde – powtórzył, siadając na łóżku i chowając twarz w dłoniach – Kurde... Wywalą mnie z zespołu.
-Z zespołu? – zapytałem głupio – Z jakiego zespołu?
-Z zespołu no! – warknął, nie wiadomo dlaczego zdenerwowany – Przepraszam - wymamrotał ciszej po krótkiej chwili – Przepraszam. Z mojego zespołu. Mojego, Seba, Chucka i Jeffa. Wyrzucą mnie! – jęknął żałośnie. Nie za bardzo wiedziałem, co mam powiedzieć, co robić i w ogóle o co tu chodzi. Czekałem, aż chłopak mi wyjaśni.
-Dave, ja... Jestem złym człowiekiem. Naprawdę złym – mamrotał pod nosem. Odniosłem wrażenie, że on po prostu może być chory i mieć wysoką gorączkę. Ale nie wyglądał na takiego. Więc musiało być tak jak mówił – powoli zaczynał od tego wszystkiego wariować.
-Spokojnie, Pierre – próbowałem jakoś ostudzić jego nerwy – W każdym człowieku jest dobro, no a w tobie to na pewno...
-Nieprawda! – wrzasnął on ponownie trochę za głośno. Nie umiał zapanować nad emocjami – Słuchaj, Dave, ja wszystkich okłamywałem, rozumiesz? Wszystkich! Nawet przyjaciół. Wszystkich. Słuchaj, ja zrozumiem, jak nie będziesz chciał ze mną rozmawiać...
-Wyjaśnisz mi wreszcie, o co chodzi?? – zapytałem, nie bardzo wiedząc, co o tym wszystkim myśleć. Brunet zrobił mi już niemały zamęt w głowie, a w sumie nic konkretnego wciąż jeszcze nie powiedział.
-Ja... – chłopak mocniej zacisnął zęby. Chyba nie mógł się przemóc, nie umiał mi tego powiedzieć, chociaż bardzo chciał. Po jakiejś minucie jednak się przemógł- Byłem męską dziwką.
-O cholera – wyrwało mi się. Wpatrywałem się w niego, oczekując, że za chwilę wybuchnie śmiechem i powie, że to żart. Ale tak nie było. I on nie kłamał, czułem to, a nawet widziałem. Był zdruzgotany, nie mógł więcej nic powiedzieć. Wyglądał naprawdę okropnie. Mnie zamurowało, totalnie mnie zamurowało. W ogóle nie mogłem zrozumieć jego sytuacji, nie potrafiłem sobie tego wyobrazić. Nie docierało do mnie to, co przed chwilą powiedział Pierre. Posądziłbym o to wszystkich, ale nie jego.
-cholera – powtórzyłem zaszokowany – Ty? Ty brałeś kasę za to, że...
-Że sypiałem z kobietami. Tak, dobrze zrozumiałeś. Możesz mnie wyrzucić z domu i nigdy się do mnie nie odzywać, nie będę miał żalu – Pierre chyba spodziewał się, że tak właśnie zrobię, bo już nawet wstał, by odejść.
-Daj spokój – prychnąłem – Siadaj Jesteś tylko człowiekiem takim samym jak ja czy ktoś inny. Przecież nie wywalę cię – zacząłem drapać się po brodzie – Patrz, a ja zastanawiałem się, skąd ty to wszystko wiesz o Kate. Teraz rozumiem...
-Kumple po fachu – wymamrotał ze wstydem brunet – Cholera – jęknął, łapiąc się za głowę – David, ja już nie wiem, co mam robić. Chłopaki o niczym nie wiedzą i nie mogą się dowiedzieć. Ja z Nati dłużej nie wytrzymam... Tak, ona o wszystkim wie – potwierdził głową moje przypuszczenia.
-szantażuje cię? – zapytałem, przegryzając dolną wargę i myśląc intensywnie – Niewesoła sytuacja.
-Mówi, że jeśli nie będę posłuszny, to wszystkim rozpowie, że nadal to robię. A ja nie mogę tak żyć. Wiem, popełniłem błąd, ale cholera, jak ja miałem żyć? Słuchaj, moi rodzice w ogóle się mną nie interesują, nie dają mi kasy na życie,  nie płacą za rachunki. To wszystko ja mam na głowie, ja muszę zdobyć na to kasę. Ich interesuje wódka albo jej brak. Sam powiedz, czy ja miałem jakieś inne wyjście? Nie wierzyłem w to, że mogę robić cokolwiek poza tym. Musiałem skończyć szkołę, tylko na tym mi zależało. Dopiero kiedy zjawili się chłopaki, zrozumiałem, że z naszego zespołu naprawdę może coś być. Wtedy postanowiłem to rzucić. I wtedy zaczął się mój koszmar. Kolejny koszmar... – Bouvier załamał się – Cholerny pech chyba już mnie polubił.
-Kurde – wymamrotałem, zaskoczony całą historią kumpla i tym, że tak sprawnie udawało mu się to ukryć. Zawsze wydawało mi się, że takie sytuacje zdarzają się tylko w filmach – Nic nie widziałem.. Zupełnie nic...
-I bardzo dobrze, bo miałeś nic nie widzieć.
-Dlaczego? – zapytałem – Dlaczego tak bardzo zależało ci, żeby nikt się nie dowiedział?
-Tobie trudno jest to sobie wyobrazić, nie wiesz jak to jest... Wracasz do domu, wita cię wrzask, budzisz się, wita cię wrzask... Po jakimś czasie już się do tego przyzwyczaiłem. I zrozumiałem, ze jak nagadam na własnych rodziców, trafię do domu dziecka. A z nimi byłem wolny, tylko musiałem kombinować, żeby to wszystko nie wyszło na jaw. Zresztą pomijając to... Ja się wstydziłem. Nie mogłem pozwolić, by wszyscy zobaczyli, jak to naprawdę wygląda.
-No dobra, ale twoi przyjaciele... - napomknąłem.
-Myślisz, że ja im ufałem? Nie mogłem doprowadzić do tego, by jakimś cudem prawda wypłynęła. A wciąż nie miałem pewności, czy oni wszystkiego nie wypaplają gdzieś za rogiem. Kiedy zobaczyłem, że oni nie są tacy, było już za późno. Wpadłem w pułapkę, Dave.
-Każdą pułapkę da się pokonać – wyszeptałem, nadal dręcząc dolną wargę. Wyciągnąłem dłoń po swój napój, myśląc intensywnie nad pozycją bruneta. Wyjście widziałem tylko jedno –Słuchaj, Pierre, a nie uważasz, że już czas na wyjaśnienie tego wszystkiego? Już i tak za daleko to zaszło...
-Zwariowałeś??! – wrzasnął przerażony brunet – Zespół to całe moje życie! Jeśli oni się dowiedzą... Wyrzucą mnie! Już nie będę mógł z nimi śpiewać! A to jedyne, co ma sens w moim życiu! Ja bez tego nie będę w stanie żyć! Nie mogę ryzykować!
-Pierre, spokojnie – powiedziałem cicho – Nic nie ryzykujesz. Oni są twoimi przyjaciółmi. Na pewno docenią to, że ty im to mówisz, a nie że dowiadują się od osób trzecich. A jak już o wszystkim im opowiesz, to nie musisz bać się Nati. Cały problem będziesz miał z głowy.
-Ale... Dave... Ja... Nie wiem... – wahał się niezdecydowany Pierre – Mimo wszystko chcę być częścią zespołu... To dla mnie cholernie ważne... – mamrotał pod nosem. Westchnąłem cicho.
-Wierz mi lub nie, ale trochę już zdążyłem na was popatrzeć i zauważyłem, że jesteście prawdziwymi przyjaciółmi. A przyjaciele nie kłócą się o takie coś. Raczej się wspierają. Uwierz mi, coś o tym wiem – pokiwałem głową, przypominając sobie o swoich kumplach i swoim zespole. Znowu zatęskniłem.
-A... Ale... Chyba się wstydzę... Co jeśli oni nie zrozumieją...? Nie, ja nie mogę...
-Tchórzysz? – uśmiechnąłem się kpiąco. On tylko spuścił głowę. Chyba nie chciał się przyznać – Przestań, Pierre – zachichotałem – Przecież oni ciebie nie zjedzą.
-Ale mogą mnie zabić – wymamrotał zrozpaczony brunet, teraz już zupełnie zagubiony.
-Trochę odwagi, Pie! – poklepałem go po plecach, ale to raczej mu nie pomogło – Słuchaj, wolisz, żeby Nati o wszystkim im powiedziała? Czy chcesz okłamywać ich w nieskończoność? Daj, spokój Pie, to się nie opłaca. I tak wszystko wyjdzie na jaw. Kwestia tego czy stracisz ich zaufanie, bo jeśli nie powiesz, to stracisz na pewno. Więc wybieraj. Ja za ciebie tego nie zrobię – skrzyżowałem ramiona na piersiach i obróciłem się na krześle obrotowym. Zanim się zatrzymałem, usłyszałem głos Pierre’a.
-Okej, masz rację. Pogadam z nimi.
Uśmiechnąłem się lekko, zwalniając powoli. Pierre już stał, chyba zbierał się już do wyjścia. Zauważyłem, że wpatruje się w mój bas. Coś go ciekawiło w moim instrumencie.
-Długo grasz? – zapytał, wskazując na niego. Zmarszczyłem czoło.
-Kilka lat – odparłem – Na perkusji mam dłuższy staż, chyba z dziesięć lat. A co? – zapytałem, domyślając się, że nie o to chodzi brunetowi.
-Słuchaj... – przez moment się wahał, ale widząc mój uśmiech, jego odwaga wróciła – Słuchaj, zagrałbyś coś dla mnie?
-Właściwie to czemu nie? – uśmiechnąłem się szerzej. Wstałem i ruszyłem ku swojej gitarze. Przez moment bawiłem się z tymi cholernymi kablami. Potem zacząłem grać. Sam nawet nie wiedziałem, co to była za piosenka, chyba żadna, po prostu grałem to, co serce mi dyktowało. Nie lubiłem korzystać z jakichś schematów. Wolałem usłyszeć melodię i do niej się dopasować. Matka natura pozbawiła mnie wielu zalet, ale mogłem pochwalić się genialnym słuchem. Przynajmniej tak wszyscy mi mówili.
Pierre chyba też to wyczuł, bo już od pierwszej sekundy mojej gry wpatrywał się we mnie z czujnością i podejrzanym błyskiem w oku. Mniej więcej w połowie ukradł mi akustyka i sam zaczął brzdąkać. I być może wydaje się to niemożliwe, ale grał to samo co ja, chociaż ja sam nie bardzo wiedziałem, jaki akord będzie następny. A on chyba potrafił w jakiś sposób to wyczuć.
-Świetnie - wyszeptał, gdy oboje skończyliśmy grać. Odłożył mojego akustyka – Świetnie – powtórzył, odwracając się do mnie – Słuchaj, nie chciałbyś dołączyć do naszego zespołu? – zapytał wprost. Momentalnie zrobiłem się czerwony.
-Ja? Do Was?
-To znacz... – brunet urwał na chwilę – To nie do mnie należy podejmowanie decyzji, Seb, Chuck i Jeff też musieliby się zgodzić. No i oczywiście ty też, do niczego nie chcę cię zmuszać...
-Pierre, ja... chyba nie mogę – wymamrotałem, wlepiając wzrok w podłogę – Ja... Mam już zespół. Co prawda oddalony o dobry kawałek drogi, ale to zespół. Obiecałem im, że wrócę i chcę dotrzymać słowa.
-okej – Pierre westchnął ze smutkiem i z żalem – Okej, rozumiem. Ale przemyśl to jeszcze. Jeśli chcesz, możesz przyjść do nas na próbę. Może to ciebie przekona.
-Dzięki, Pierre – odparłem, chociaż byłem pewien, że się tam nie zjawię. Wstałem, zauważając, że Pierre szykuje się do wyjścia. Razem wyszliśmy z pokoju, plotkując o muzyce. Przez moment jeszcze staliśmy przy drzwiach, brunet jeszcze raz próbował namówić mnie do zmiany decyzji. Nie ugiąłem się.
-Dave – do domu wskoczyła moja siostra. Ja i mój kolega odwróciliśmy się w jej stronę – Masz list... Oooo! – zauważywszy Pierre’a szybko zaczęła odgarniać sobie grzywkę z czoła i uśmiechnęła się przymilnie. Domyśliłem się, że już planuje atak na bruneta.
-za stary, Julia – powiedziałem, zanim ona zdążyła chociażby otworzyć buzię – Nie dla ciebie.
-Zamknij się – warknęła, nadal się szczerząc – Julia – wyciągnęła dłoń w stronę czerwonego bruneta. Ten z wahaniem uścisnął ją – Siostra tego... – nie dokończyła tylko wskazała na mnie lekceważąco dłonią.
-Pierre – przedstawił się także chłopak, ale chyba tylko przez uprzejmość – To ja spadam, Dave. Dzięki.
-Idź, idź – odparłem – Ja też wiałbym stąd jak najszybciej – zachichotałem, zerkając na Julię. Ta kopnęła mnie w kostkę. Zasyczałem z bólu. Pierre roześmiał się jeszcze i wyszedł, a wkurzona Julia od razu rzuciła się na mnie z wrzaskiem. Podsumowałem jej przygłupie gadanie krótkim „tak, tak”, szarpiąc nerwowo za kopertę. Rozpoznałem pismo Harry’ego, mojego przyjaciela z poprzedniego miasta. Olewając Julię, ruszyłem w stronę mojego pokoju. Z każdym kolejnym słowem byłem coraz bardziej załamany. W końcu dotarłem do tego zdania. Do zdania, w którym wprost napisali, że znaleźli sobie nowego basistę. To był kolejny szok, który spotkał mnie tego dnia. Czegoś takiego zupełnie się nie spodziewałem. Przecież kilkakrotnie sobie obiecywaliśmy, że będziemy zespołem, że oni na mnie zaczekają. Już po dwóch miesiącach zrezygnowali z naszej wspólnej gry. Oszukali mnie, zdradzili. Najbliżsi przyjaciele. No właśnie, przyjaciele? Mogę jeszcze nazywać ich przyjaciółmi?
Przez cały wieczór siedziałem przy biurku i próbowałem napisać sensowna odpowiedź. W ogóle mi to nie wychodziło, ciągle coś przekreślałem. Chciałem napisać im o tym, jak bardzo się na nich zawiodłem, a z drugiej strony nie mogłem wzbudzić w nich żalu, żeby przypadkiem nie pomyśleli sobie, że jestem nieporadny. W końcu się wyprostowałem. Przed swoimi oczami miałem długi, długi list do chłopaków. Szeptem go czytałem, ciesząc się, że w końcu skończyłem go pisać. Mina mi rzedła, gdy docierałem ku końcowi. Potem długo dumałem nad sensem ostatniego zdania. Doszedłem do wniosku, że to głupota. Porwałem swój list i rzuciłem w kąt jego części. Na czystej kartce napisałem: Dzięki za list. Czyli od teraz nasze drogi się rozchodzą. Powodzenia w lepszym życiu. Uznałem, że tyle wystarczy. Miałem nadzieję, że choć trochę ich to zaboli, że oni zrozumieją, że to nie było sprawiedliwe.

*Jeden z moich ulubionych partów dop. autorki

1 komentarz:

  1. oh jak to dobrze, że Pierre się wreszcie komuś wygadał ;) Mam nadzieję, że posłucha rad Davida a potem to już tylko z górki ^^ ;)

    Biedny Dav, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :) Teraz jest wolny i może dołączyć do chłopaków i stworzyć najlepszy zespół na świecie <3 ;D

    i zgadzam się z Tobą droga autorko :)

    OdpowiedzUsuń