środa, 22 maja 2013

PART XXIII


-To chyba tutaj, nie? – dotarł do mnie głos Seba. Rozejrzałem się czujnie. Rzeczywiście nasz kumpel zatrzymał się przed jakimś blokiem i usiadł na pobliskiej ławce. Czekał na kogoś, ale wyraźnie widzieliśmy, że bardziej ma ochotę skoczyć z mostu niż spotykać się z tym kimś. Dlatego nie potrzebowaliśmy dużo czasu, żeby zorientować się, na kogo czeka.
-Musimy zapamiętać tę ulicę. W sumie to gdzie my jesteśmy? – zapytałem głupio, rozglądając się. Seb złapał się za głowę.
-Przed chwilą ci mówiłem – jęknął załamany – Dave, z tobą po prostu nie da się współpracować!
-Przesadzasz – uśmiechnąłem się przepraszająco – Może i jestem troszeczkę roztrzepany, ale da się do mnie przyzwyczaić. Chociaż wiesz, moja rodzina ledwo to wytrzymuje. Mama to...
-Okej, Dave, starczy – przerwał mi chłopak – Zanim zacząłeś mnie słuchać, mówiłem o tym, że kiedyś mieszkał tu jeden z moich kumpli, więc te tereny nie są mi obce. Ale nie miałem pojęcia, że Nati tu mieszka... – zakończył zamyślony.
-No to świetnie – klasnąłem w dłonie z radością – Jeśli szczęście dalej nam będzie tak dopisywało, to w kilka minut ją rozpracujemy!
Seb lekko się uśmiechnął. Mój entuzjazm miał taką dziwną siłę, która potrafiła dać nadzieję nawet jemu, rodzonemu pesymiście. Tylko że po jakimś czasie nie mogłem już wysiedzieć na miejscu, powoli zaczynało mi się nudzić, a brak kolejnych śladów wbijał kolejne gwoździe do mojej trumny. Ale wziąłem sobie za punkt honoru dokopać Nati. I nie zamierzałem tak łatwo się poddać.
-Dave, to bezsensu – powtarzał mi ciągle Seb. Wiedziałem, co miał na myśli. Żeby odwrócić się i odejść.
-Mówiłem, że nie będę miał ci za złe, jeśli mnie zostawisz – odparłem, wzdychając głośno – Naprawdę możesz już iść.
-Daj spokój – prychnął błękitnooki, opierając się o jakieś drzewo i wpatrując się w Nati – Powiedziałem, że ci pomogę, to ci pomogę, tak? Teraz nie będę się wycofywał z danego słowa – wymamrotał, chociaż wiedziałem, że on ma już dość.
-W końcu się potknie – zacisnąłem mocniej pięści. Każdy kiedyś popełnia błędy, ona na pewno też. Nie wierzę, by ona miała aż takie szczęście, że wszystko w nieskończoność będzie jej się udawało, bo to zwyczajnie niemożliwe. Trzeba było czekać, aż straci czujność – Wchodzi do sklepu – wymamrotałem, przyspieszając kroku.
-Dave! Daj spokój...
-Seb! – jęknąłem – Seb, tłumaczyłem ci milion razy, że nawet na minutę nie dam sobie spokoju! Jak chcesz, to czekaj tutaj, ja idę.
Kątem oka zauważyłem, jak błękitnooki zatrzymuje się. Wzruszyłam ramionami. Ciekawiło mnie, po co ona może tam włazić, w końcu kilka godzin temu była na zakupach z Pierre’em. No właśnie, z Pierre’em. Albo po prostu czegoś zapomniała, albo... No właśnie. Nie chciała tego kupować przy swoim chłopaku.
Postanowiłem z daleka ją śledzić. To chyba wyglądało nieco dziwnie, chłopak przez pół godziny gapiący się na szminki, ale olałem to. Starałem się nie spuścić jej z oczu, żeby widzieć, co bierze. Przez kupę czasu stała przy cieniach do powiek i próbowała któryś wybrać. Koniec końców wzięła dwa. Potem szukała jakichś perfum. Powoli zacząłem wątpić, że rzeczywiście uda mi się coś nowego odkryć. W końcu jednak wtopiła. Szła już w kierunku kasy, kiedy przypomniała sobie o czymś. W porę zdążyłem schować się za półkami. Widziałem, jak chwyta paczkę z tamponami i wrzuca ją do koszyka. Poczułem taką ulgę i radość, że aż cicho zapiszczałem. Postanowiłem zapędzić ją w kozi róg. Schowałem dłonie w kieszeniach i ruszyłem w jej stronę.
-Nati! – zawołałem z radością, rozkładając ręce – Co tam słychać w wielkim świecie!?
Blondynka spojrzała na mnie ze zdumieniem i jakby ze zgorszeniem w oczach. Chyba wiedziała, że nie może panikować, bo zachowała spokój.  Powoli, w swoich szpilach, szła ku kasie. Ale tak mnie się na pewno nie pozbędzie. Dobiegłem do niej.
-Widzę, że zrobiłaś zakupy na dobry kawał czasu – wymamrotałem ironicznie, zaglądając do jej koszyka, który ona usiłowała schować – chyba długo nie będziesz zaglądać do tego sklepu, co? Bo tych tamponów podczas ciąży to chyba nie będziesz używać, co?  - brutalnie skradłem jej pudełko z koszyka i potrząsnąłem nim – A może będziesz z nich korzystała, co? Jesteś wyjątkiem i masz okres w trakcie ciąży? – wysyczałem – Nikt tobie w to nie uwierzy... – prychnąłem. Jej reakcja mnie zaskoczyła. Jej spokój w ogóle się nie zachwiał. Zabrała mi to pudełko z dłoni i wrzuciła z powrotem do koszyka.
-Desrosiers, jaki ty jesteś tępy – roześmiała się – Rusz czasami głową, bo aż żal patrzeć. Oczywiście, że będąc w ciąży, nie mam okresu. A te tampony są dla mojej siostry, poprosiła mnie, żebym jej kupiła. Zresztą po co ja się tobie tłumaczę. To chyba nie twoja sprawa, nie? – warknęła.
-Kłamiesz – wysyczałem – Perfidnie wszystkich okłamujesz prosto w oczy! Pierre’a także!
-Kłamię? Ja kłamię? – roześmiała się – Więc udowodnij mi to! Jeśli masz takie argumenty jak z tymi tamponami to gratuluje inteligentnych poszukiwań. Desrosiers, ja naprawdę nie wiem, czego ty ode mnie chcesz, ale masz mnie zostawić w spokoju, rozumiemy się? Wynos się stąd i lepiej przestań mnie śledzić!
Przez krótką chwilę gapiłem się na nią, próbując strawić wszystko, co się wydarzyło. Nie potrafiłem zrozumieć, jak ona zdołała to wszystko obrócić przeciwko mnie. W końcu to ja powinienem jej dokopać tymi tamponami. A to ja zrobiłem z siebie idiotę.
-I tak wiem, że kłamiesz! – zagroziłem jej palcem – A Pierre dowie się o tym, co widziałem, zobaczysz!
-Myślisz, że ci uwierzy? – zachichotała ona. Uznałem, że już nie warto tracić czasu i nerwów na tę rozmowę. Ze złością odwróciłem się i ruszyłem ku drzwiom. Seb wyczuł, że nie powinien mnie wkurzać. Nie odzywał się, ale ja wiedziałem, że go ciekawość zżera. W końcu nawet nie powiedziałem mu, gdzie idziemy.
-Jak myślisz, gdzie teraz może być Pierre? – zapytałem, usiłując ostudzić nerwy.
-W studiu – odparł natychmiast Seb – Chuck mówił, że będą pracować nad jakimś tekstem. A po co ci Pierre? Przyłapałeś ją na czymś?
-Można tak powiedzieć – odparłem i o wszystkim opowiedziałem Seb’owi. Ten tylko cicho westchnął i schował dłonie w kieszeniach. Czułem, że on także zaczyna wierzyć w te bajki o dziecku. Nie mogłem nadziwić się jego głupocie. Tak samo jak głupocie Pierre’a, który jest tak blisko Nati, a nie widzi rzeczy tak oczywistej. Chuck i Jeff także wierzyli w te brednie, jakoś starali się podtrzymywać Bouviera na duchu, który był wręcz załamany faktem, że niedługo zostanie ojcem. Pozostałem sam. A czułem, że moja historia niewiele wniesie do całej sprawy.
A jednak powinienem powiedzieć o tym kumplowi, dlatego wraz z Sebem pędziliśmy do studia. Kiedy wskoczyliśmy do środka, Chuck kłócił się o jakiś wyraz z Pierre’em. Nawet zapytał się na s o zdanie, błękitnooki coś odpowiedział, ale ja nie zwróciłem na to uwagi. Od razu przeszedłem do rzeczy.
-Pierre, Nati nie jest w ciąży – wyrzuciłem z siebie na jednym wydechu. Brunet spojrzał na mnie z nadzieją, ale za chwilę ta nadzieja zgasła. Z powrotem pochylił się nad kartką i zaczął po niej mazać. Nie zauważyłem w jego oczach ani krzty ciekawości – Pierre, naprawdę! – wrzasnąłem z entuzjazmem, ale to jakoś go nie zainteresowało – Pierre, widziałem, jak ona kupuje tampony! To chyba wszystko wyjaśnia, co?
-Nie, Dave, to niczego nie wyjaśnia – wymamrotał ponuro Pierre – Dobrze wiesz, że to nic nie znaczy.
-Jak to nie, przecież...
-Dave, ja wiem, ty chcesz dobrze. I naprawdę dziękuję ci, że się o mnie martwisz. Ale Nati jest w ciąży, ja jestem ojcem jej dziecka. Tego nie zmienisz. Nie próbuj doszukiwać się w tym czegoś innego, bo tego nie znajdziesz. I przestań ją śledzić, bo to nie ma sensu. Jeśli nie chcesz tego zrobić dla niej, zrób to dla mnie. Chcę tylko, żeby to dziecko mimo wszystko było zdrowe. Proszę cię, Dave...
Dawno nie widziałem Pierre’a tak smutnego, a jednocześnie tak spokojnego. Zrozumiałem, że w końcu udało mu się pozbierać i jakoś się z tym pogodzić. Nie byłem pewien czy to dobrze czy źle. On mi nie wierzył, za to wierzył Nati, tak go sobie laska owinęła wokół palca. W sumie musiałem jej przyznać, że jest cholernie sprytna. Ale nie na tyle sprytna, by grać przede mną. Ja nie mogłem tak łatwo się poddać. Okej, skoro Pierre prosi, to ja nie mogę odmówić ze względu na przyjaciela. Ale nie zostawię tego tak. W końcu on też mi pomógł.
***
Obgryzałem ze złości paznokcie, kiedy widziałem ją na korytarzu. Tak, nadal nie mogłem się z tym pogodzić, chociaż minęło już mnóstwo czasu od pobytu Pierre’a w szpitalu. Nati już miała brzuszek, widziałem to na własne oczy, a jednak ciągle coś mi w tym nie pasowało. Niestety tylko mi. Nawet chłopaki byli przekonani, że to prawda. Gdy tylko o tym napomknąłem, wszyscy mówili mi, że mam dać sobie spokój. A ja nie potrafiłem, to wciąż mnie męczyło. Kiedyś udało mi się zostać w zamkniętej klasie i przeszukać jej plecak. Znalazłem podpaski, ale wiedziałem, że i tak nikt mi nie uwierzy. Musiałem znaleźć coś, co rzeczywiście by ją przyskrzyniło. Wtedy udałoby mi się tez podciąć jej skrzydła, co oznaczałoby zwycięstwo i radość do końca życia. Bo wtedy ona już na zawsze by się od nas odczepiła.
-David, czasami mam wrażenie, że ty nie jesteś moim bratem – westchnęła głośno Julia, kiedy podzieliłem się z nią tym, co mnie tak bardzo dręczyło. Spojrzałem na nią szeroko otwartymi oczyma. Dziewczyna złapała się za głowę załamana – Pomyśl logicznie! Skoro ma brzuch, a nie jest w ciąży, to...
-... przytyła – odparłem bez namysłu. Ale chyba nie o to chodziło, bo ona walnęła się pięścią w czoło, a potem wstała i odeszła od stołu – No co? – wymamrotałem głupio pod nosem.
-Nie, nic – odparła moja siostra z takim sarkazmem, że aż nie mogłem tego pozostawić bez komentarza.
-Ja nie jestem kobietą – prychnąłem – Nie znam waszych sposobów na ukrywanie ciąży!
-A powinieneś. Zachowujesz się jakbyś nie oglądał żadnych filmów. Poduszka, Dave, poduszka! Ona musi mieć poduszkę pod koszulką! Jeśli na środku szkoły ta poduszka „wyślizgnie jej się”, to już po niej. Wygraną masz w kieszeni. No i twój śliczny kumpel będzie wolny – dziewczyna zatarła dłonie z wyraźnym zadowoleniem. Bardzo dobrze wiedziałem, że ona nie ma szans u mojego kumpla.
-Dobra, okej – odezwałem się zamyślony – Okej, może ma tę poduszkę, ale uwierz mi, ona jest cholernie sprytna. I dam sobie rękę uciąć, że będzie się pilnować. Ta poduszka ot tak jej nie wyleci.
-W takim razie ty musisz zadbać o to, by wszystko się wydało - Julia wzruszyła ramionami. Odwróciła się i nalała sobie coli do szklanki. Męczyłem dolną wargę, zastanawiając się nad jej słowami.
-Ale jak mam to zrobić? – zapytałem chyba bardziej siebie niż kogokolwiek innego.
-To już kwestia twoich przygłupich pomysłów – odparła dziewczyna – Posłuchaj, może ona jest sprytna, ale i na takich są sposoby. A z taką wyobraźnią jak twoja, myślenie nad planem nie powinno zająć ci dużo czasu – puściła mi oczko i wyszła z kuchni. Przez moment słyszałem, jak skacze po schodach. Miała rację, każdego można przyskrzynić, nawet taką żmiję jak Nati. Stukałem palcami o szklankę. Po prawdzie ja ciągle nie miałem pewności, że ona nie była w ciąży. Musiałem to wybadać, tylko w jaki sposób? Przecież nie zedrę z niej koszulki...
***
W sumie mój plan by ł genialny. Ryzykowałem jedynie to, że Nati nie będzie chciała. A zdążyłem poznać ją już na tyle dobrze, że teraz już wiem, że ona chce zawsze. Nawet jeśli mój plan by się nie powiódł, ona jedynie rozniosłaby przygłupie plotki, w które i tak nikt by nie uwierzył, bo przecież wszyscy wiedzą, że ja jej nienawidzę. Ale za to minus całej tej zabawy był ogromny: wcale nie uśmiechało mi się robić tego całego cyrku. Ale pragnąłem jej dokopać, i to dokopać tak dotkliwie, że nigdy nie odważyłaby się zrobić tego po raz drugi.

1 komentarz:

  1. Takiego przyjaciela jak Dave ze świecą szukać :D
    Nic, tylko czekać aż udowodni wszystkim, że Nati kłamie... szkoda tylko, że nikt nie chce mu pomóc, bo z pomocą chłopaków na pewno przyszło by mu to łatwiej.

    "- Skoro ma brzuch, a nie jest w ciąży, to...
    - ...Przytyła" hahaha <3

    OdpowiedzUsuń