NARRACJA DAVE’A
Specjalnie okrężną drogą wlokłem swoje zwłoki do Chucka.
Zwykle leciałem tam jak na skrzydłach, wizja dotknięcia strun mojego basu
zawsze wyzwalała we mnie dodatkową energię. Tym razem nawet to nie mogło
poprawić mojego ponurego nastroju. No i jeszcze na pewno dobiją mnie chłopaki,
zdawałem sobie sprawę z tego, że oni od razu wyczują, że coś jest nie tak. A
nie miałem ani sił, ani ochoty opowiadać im o moim i Pat rozstaniu. Westchnąłem
ciężko. Właściwie to nie chciałem dzisiaj zjawiać się na próbie, ale
wiedziałem, że to będzie niesprawiedliwe wobec chłopaków, zachowałbym się jak
egoista. Tylko to zmuszało mnie, bym ruszył tyłek w stronę garażu Chucka.
Znowu westchnąłem ciężko. Zdałem sobie sprawę, że od
dziesięciu minut chodzę wzdłuż ulicy, na której mieszka mój kumpel. Schowałem
dłonie do kieszeni, wlepiłem wzrok w chodnik i ruszyłem w stronę zadbanego,
kremowego domu. Dziwnie szybko minął mi czas dotarcia do tak dobrze znanych
sobie drzwi, chociaż modliłem się, by to trwało wiecznie. Powtórzyłem sobie, że
przedłużanie tego momentu nie ma sensu. Nacisnąłem na klamkę i bezgłośnie
wślizgnąłem się do środka.
To co zobaczyłem, przerosło moje oczekiwania. Na początku
myślałem, że to sen, cudowny sen, który za chwilę się skończy. Przetarłem oczy.
Nie, nie myliłem się. Obok Pierre’a siedziała ona. Wyglądała jak siedem nieszczęść,
ale bez problemu ją rozpoznałem. Zupełnie straciłem głowę. To co się działo
wokół mnie chwilę później, działo się tak jakby daleko ode mnie. Ona wstała,
chyba coś powiedziała, ruszyła w moim kierunku. Przez moment nasze spojrzenia
się skrzyżowały, zauważyłem w jej oczach niepewność i zagubienie. Nie
wiedziałem, co robić, ani co się ze mną dzieje. Ona szybko prześlizgnęła się
obok i wyszła.
-Co ty wyprawiasz?! – wrzasnęli chóralnie chłopaki. I
wtedy już wiedziałem. Coś się we mnie odblokowało. Wybiegłem z garażu i
błagalnie wykrzyknąłem jej imię. Zatrzymała się, ale nie poruszyła się. Serce
zabiło mi szybciej. Los dał mi jeszcze jedną szansę. Musiałem z niej
skorzystać. Podbiegłem do niej, zastanawiając się, co mam powiedzieć. Wiedziałem,
że ona boi się spojrzeć mi prosto w oczy, dlatego stoi ze spuszczoną głową.
Dwoma palcami delikatnie uniosłem jej podbródek, by ujrzeć w jej tęczówkach
prawdę. Bałem się, że wraz z tym spojrzeniem wszystko się skończy, ale musiałem
wiedzieć. I zobaczyłem. Zobaczyłem, że ona nadal to czuje, tak samo jak ja.
Zanim zdążyłem pomyśleć nad tym, co robię, już połączyłem jej usta ze swoimi. To
chyba był nasz najpiękniejszy pocałunek. Wyczułem zaskoczenie, ale także
wszechogarniającą radość Pat. Ja sam nie potrafiłem określić, co się ze mną
działo. Jednego byłem pewien: kochałem ją.
Bardzo mocno ją kochałem.
Jeszcze nie skończyliśmy się całować, kiedy usłyszeliśmy
gromkie brawa. Reszta SP musiała oczywiście nam o sobie przypomnieć. Delikatnie
odkleiłem się od dziewczyny. Przez krótki moment wpatrywałem się w jej tęczówki z otwartą
buzią, nie wiedząc, co powiedzieć. Dlatego ona pierwsza zabrała głos.
-David... Kate obiecała mi, że jeśli do siebie wrócimy,
to... ty mnie nie zranisz... – wymamrotała z nadzieją w oczach. Przyciągnąłem
ją do siebie i mocno przytuliłem.
-Nigdy ciebie nie zranię – wyszeptałem pewnie.
***
Mimo że po tej kłótni z Pat szybko do siebie wróciliśmy,
to i tak coś między nami się zmieniło. Staraliśmy się ponownie kochać, ale w
tej naszej miłości brakowało prawdziwego uczucia. Ufaliśmy sobie, chociaż
wiedziałem, że Pat nadal nie potrafi zaakceptować Kate. Często o to się
sprzeczaliśmy. Wtedy ona wyżalała się Pierre’owi, który potem miał do mnie kupę
pretensji. Czułem, że oddalamy się od siebie, a między nami tworzą się swego
rodzaju bariery, stajemy się sobie obcy. Naprawdę pragnąłem to naprawić, ale
nie miałem zielonego pojęcia, jak to zrobić, co należy uczynić, aby to uczucie
się odrodziło.
Ten dzień należał akurat do tych szczęśliwszych.
Spędziliśmy z Pat naprawdę miłe kilka godzin i nadzieja odrodzenia naszej
miłości została ponownie przez nas wskrzeszona. W dodatku podczas próby
zadzwonił do nas jeden z producentów i zgodził się na wydanie naszej płyty.
Byłem tak cholernie szczęśliwy, że nie potrafiłem nad sobą zapanować. Zresztą
tak jak chłopaki. Nie było mowy o tym, żebyśmy dzisiaj zrobili próbę, wszyscy
byliśmy zbyt oszołomieni, żeby się skupić. Postanowiliśmy wieczorem się spotkać
i świętować.
Przez te kilka godzin nie miałem co ze sobą zrobić, to po
prostu skakałem po Montrealu, pokazując ludziom swoją radość. Nie obchodziło
mnie to, co o mnie myślą. Tego dnia byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi
i nikt nie mógł tego zniszczyć.
Właśnie po raz trzeci przelatywałem przez ten sam park,
kiedy ujrzałem znajomą twarz. Miała słuchawki na uszach i chyba po prostu
spacerowała, bo nie zauważyłem, by się śpieszyła. Bez namysłu rzuciłem się w
jej stronę. Niespodziewanie dla niej wskoczyłem jej na plecy z głośnym DZIEŃ
DOBRY! Na ustach. W odpowiedzi usłyszałem tylko krótki wrzask:
-Zwariowałeś!?
-Być może tak! – wrzasnąłem podniecony i zachwycony,
skacząc wesoło wokół dziewczyny. Ona wybuchnęła głośnym śmiechem, co oznaczało,
że musiałem wyglądać co najmniej komicznie. Ale właśnie taki miałem cel w życiu.
Bawić się, a przede wszystkim bawić innych.
-David, nie poznaję cię! – krzyknęła, usiłując mnie
uspokoić, oczywiście z marnym skutkiem – Zachowujesz się jak jeszcze bardziej
niż zwykle rozwydrzony bachor!
-Bo jestem wstrętnym rozwydrzonym bachorem w świetnym
humorze! - zachichotałem, atakując ją
łaskotkami. Kate upadła na kolana, nie potrafiąc powstrzymać śmiechu. Ja jednak
nie zaprzestałem ataku dopóki nie usłyszałem błagalnego głosu, bym skończył.
Oboje leżeliśmy w parku na trawie i zanosiliśmy się głośnym śmiechem właściwie
bez powodu.
-To powiesz mi wreszcie, co się takiego stało? – zapytała
już po raz setny Kate, usiłując ponownie mnie uspokoić. Bezskutecznie. Chyba
nikt nie potrafił mnie pohamować, skoro ja sam nie umiałem – Zmieniłeś dilera
czy jak?
-To nie ja zmieniłem dilera, to diler zmienił mnie! –
roześmiałem się, turlając się po trawie jak dziecko. Powoli brzuch zaczynał
mnie boleć – Szczęście się do nas uśmiechnęło! Do nas wszystkich!
To samo Kate usłyszała z moich ust już kilkakrotnie,
dlatego po jej minie od razu poznałem, że ta odpowiedź jej nie zadowala. Westchnęła
ciężko i zamknęła oczy. Chyba postanowiła już się poddać, nie potrafiąc znaleźć
sposobu na rozwiązanie tej zagadki.
-Zachowujesz się jakbyście mieli w końcu nagrać tę swoją
wymarzoną płytę – westchnęła. Gdy usłyszałem słowo płyta z czyichś ust, coś we
mnie pękło. Zaatakowała mnie nowa siła energii.
-Bo nagrywamy
płytę! – wrzasnąłem wesoło, rzucając się na swoją przyjaciółkę. Ona szeroko
otworzyła oczy ze zdumienia i zaczęła piszczeć z radości. W tym momencie chyba
oboje nad sobą nie panowaliśmy, a przynajmniej ja nie miałem nad sobą kontroli.
Teraz już dostrzegłem identyczną radość, która tym razem wybuchła z jej ciała.
Przeturlałem się, ciągnąc ją za sobą. Kiedy się zatrzymaliśmy, ona leżała na
moim brzuchu, nie wiem, jakim cudem. Głowę miałem przekrzywioną na bok. Ona
chyba chciała mi pogratulować, całując mnie po prostu w policzek. Pech chciał,
że akurat w tym momencie obróciłem głowę i ona pocałowała mnie w usta. Od tego
wszystko się zaczęło. Patrzyłem prosto w jej oczy, równie zaskoczony co ona.
Nie miałem pojęcia, dlaczego delikatnie zacząłem pieścić jej usta własnymi
wargami. Nie umiałem tego przerwać, ona chyba także. Między nami zrodziło się
bardzo dziwne uczucie, coś, czego nie czułem nigdy, całując się z Pat. Nie
potrafiłem nazwać słowami tego czegoś, ale przez moment miałem wrażenie, że
jestem w raju. Wtedy to do mnie dotarło. Dopiero wtedy. Zrozumiałem, że Pat
przez cały czas mówiła prawdę, dostrzegła to o wiele wcześniej niż ja i Kate.
Naprawdę zakochałem się w Kate. Dlatego Pat nigdy nie tolerowała naszej
przyjaźni. Bo wiedziała, że to przerodzi się w coś więcej. I miała rację.
Tylko... Czy to dobrze czy źle?
To Kate pierwsza zrozumiała, że to wszystko nie powinno
się dalej toczyć. To ona przestraszona przerwała to i ode mnie odskoczyła. Nie
wiedziała, co robić, jak się zachować, zresztą tak jak ja. Stała roztrzęsiona i
przerażona, nie mogła wydobyć z siebie głosu. Chciałem podejść i ją przytulić,
ale gdy tylko ona zauważyła, że się zbliżam, natychmiast odskoczyła jeszcze
dalej.
-Kate... Nic się nie stało... – zacząłem mówić spokojnie,
nie chcąc jej przestraszyć jeszcze bardziej.
-Nic się nie stało? – powtórzyła zaszokowana dziewczyna –
Czy ty słyszysz siebie? David, do ciebie dociera, co my przed chwilą
zrobiliśmy?! To nie powinno między nami zaistnieć!
-Ale zaistniało, musimy się pogodzić...
-David, posłuchaj – Kate rozejrzała się szybko, jakby
bała się, że za chwilę ktoś wyskoczy zza krzaków – Okej, stało się, trochę nas
poniosło, ale nikt tego nie widział, tak? Więc lepiej, żeby nikt się nie
dowiedział, dobra?
Pokiwałem głową, zupełnie nie wiedząc, co o tym wszystkim
myśleć. W głowie miałem jeden wielki mętlik, wszystko mi się mieszało.
Potrzebowałem czasu, by to wszystko sobie poukładać.
-Lepiej będzie jak już stąd pójdę – wymamrotała
dziewczyna, cała czerwona z nerwów – I... Najlepiej ograniczmy spotkania –
otworzyłem szeroko oczy ze zdumienia. Nie musiałem głośno mówić, że ten pomysł
mi się nie podoba, nie rozumiałem, dlaczego mielibyśmy się nie widywać. To
oczywiście nie uszło jej uwadze – Tak będzie lepiej, David, uwierz mi – ona
odwróciła się i szybkim krokiem ruszyła ku ścieżce. Do mnie powoli zaczęły
docierać jej słowa.
-Zaczekaj! – wrzasnąłem, doganiając ją – Zaczekaj! Ty też
czujesz do mnie to...?
-David, przestań! – warknęła ona głośno, obracając na
chwilę głowę w moją stronę – Ja obiecałam Pat, że nigdy jej nie zranisz,
rozumiesz!? Ja nie mogę! Po prostu... Nie mogę!
-Nie odpowiedziałaś – odparłem. Moje serducho szybko
biło, o wiele szybciej niż zwykle – Kate, czy ty mnie kochasz?
Dziewczyna wpatrywała się we mnie, przez cały czas
milcząc. Po chwili zaczęła uciekać. Zastanawiałem się, czy uciekała przede mną
czy przed własną odpowiedzialnością. Ja nie potrafiłem się ruszyć, a właściwie
nie potrafiłem zrobić nic, nawet podjąć samodzielną decyzję. Musiałem jakoś to
wszystko poukładać sobie w głowie. Moje serce było rozdarte, jedna część
pragnęła Pat, druga pędziła do Kate. Bałem się którąkolwiek dziewczynę wybrać,
wiedziałem, że każdy wybór może być tym złym. Nie chciałem zranić Pat, ale
jeśli naprawdę kochałem Kate, to popełniłbym ogromny błąd, jeśli pozostałbym
przy Pat.
-Boże, jeśli istniejesz, to mi pomóż – wyszeptałem
błagalnie, spoglądając w stronę nieba, które zasłaniały kłęby brudnoszarych
chmur. Drzewa zadrżały pod wpływem leciutkiego wiatru, pozostawiając mnie w
identycznej sytuacji jak przed kilkoma sekundami.
:O nie,nie,nie,nie!!!!!!
OdpowiedzUsuńPrzecież miało być tak pięknie!! Dlaczego? Nie no, dlaczego oni to zrobili? David nie mógł tego zrobić Pat, przecież on ją kocha!! Aż mi normalnie słów brakuje!!!